- Autor: Blasi Marlena de
- Tytuł: Tysiąc dni w Toskanii
- Tytuł oryginału: A Thousand Days in Tuscany
- Język oryginału: angielski
- Przekład: Agnieszka Kuc
- Liczba stron: 368
- Rok wydania: 2009
- Oprawa: miękka ze skrzydełkami
- Wymiary: 125 x 195 mm
- ISBN: 978-83-08-04400-1
- Wydawca: WL, Wydawnictwo Literackie
- Miejsce wydania: Kraków
| A- | A | A+ |
I nadszedł ten dzień. Muszę się pokajać. Po raz pierwszy bowiem przystępuję do pisania recenzji z głową posypaną popiołem. To dlatego, że chcę napisać parę słów o książce, która mi się spodobała, a której autorkę jeszcze kilkanaście miesięcy temu odsądzałam od czci i wiary. Moje pierwsze spotkanie z Marleną de Blasi było dramatyczne. Jej Tysiąc dni w Wenecji okazało się literackim koszmarem – przepełnioną afektacją książką, w której raziła posunięta do granic absurdu pretensjonalność głównej bohaterki. Zarzekałam się, że trylogii nie skończę, jednak na przestrzeni kolejnych miesięcy do moich rąk trafiły dwie książki kucharskie de Blasi. Kupiła mnie nimi. Na tyle, że postanowiłam jej autobiografii dać jeszcze jedną szansę. I oto jestem – po lekturze Tysiąca dni w Toskanii, Tysiąca dni w Orvieto oraz podróży literackiej śladami pisarki.
Po tysiącu dni spędzonych w Wenecji, Marlena i Fernando opuszczają miasto na wodzie. Skromne mieszkanie zamieniają na równie skromny dom w jednym z najpiękniejszych zakątków Italii. Małżonkowie zamieszkują w San Casciano dei Bagni – małej miejscowości w Toskanii, liczącej zaledwie dwustu mieszkańców. Ich nowym domem staje się odrestaurowana stodoła, należąca do rodu Luccich. Nie ma tu telefonu, centralnego ogrzewania, prądu, a czas w Toskanii płynie znacznie wolniej i spokojniej niż w gwarnej Wenecji. Marlena początkowo wyjątkowo boleśnie odczuwa tę różnicę. Tęskni za Wenecją, swoją zmanierowaną królową.
Nadal nie do końca rozumiem, d l a c z e g o ją opuściliśmy, odrzucając jej książęcy przepych, świetność i chwałę, by osiąść na tej wysuszonej ziemi i zacząć wszystko od nowa. Wiem jednak, że tym razem to będzie początek czegoś całkiem innego. Oboje zostawiliśmy za sobą wszystko. Nie mamy ani własnego domu, ani pracy, a nasze pojęcie o przyszłym życiu jest dość mgliste.
Marlena de Blasi jest pierwszą autorką „toskanianów”, która wyjechała do Toskanii nie dla regionu, nie dla domu, ale dla mężczyzny. Jednak ta piękna kraina szybko zaczyna ją olśniewać – przede wszystkim wielowiekową tradycją i prostym, bliskim naturze życiem. Amerykanka prędko przekonuje się, że odpowiada jej miejscowa poetyka. Wspólne winobranie, zbieranie kasztanów czy tłoczenie oliwy z oliwek. W Tysiącu dni w Toskanii, drugim tomie autobiograficznej trylogii poświęconej losom Marleny de Blasi we Włoszech, odnalazłam to, czego brakowało mi w jej pierwszej książce, a mianowicie słoneczną Italię. Powieść jest pełna zapachów i smaków. Włochy nie są tu jedynie tłem opowiadanej historii, a jej pełnoprawnym bohaterem. To Marlena de Blasi jest na drugim planie. I pewnie dlatego mniej tu afektacji i sentymentalności. I pewnie dlatego akurat ta książka tak przypadła mi do gustu.
Pisarka ze swadą opowiada o życiu na toskańskiej prowincji. Jest spostrzegawcza i ciekawa ludzi, a te dwie cechy prowokują ją do wściubiania nosa wszędzie tam, gdzie tylko ma ochotę. Ma dar zjednywania sobie innych, chce wszystkiego wypróbować na sobie, a dzięki zdobywanej sympatii – zazwyczaj ma po temu możliwości. To dlatego już pierwszego dnia smaży na zapleczu miejscowego baru słoneczne kwiaty cukinii. Poluje na trufle, smakuje kasztany, a z dnia na dzień coraz mocniej wtapia się w lokalną społeczność, która przyjmuje ją z niezwykłą serdecznością. Marlena zaczyna wieść szczęśliwe życie, w którym znaczącą rolę oprócz ukochanego męża zaczynają odgrywać dwie nowo poznane osoby – Florì i Barlozzo. To oni są jej przewodnikami po San Casciano dei Bagni i to dzięki nim przeprowadzka z Wenecji nie jest dla Marleny i Fernanda tak dotkliwa.
Pisarka poświęca w książce wiele miejsca swoim nowym przyjaciołom. Barwnie opisuje także spór, którego nieoczekiwanie staje się świadkiem – podział członków lokalnej społeczności na i progressisti (postępowców) i i tradizionalisti (tradycjonalistów, stojących na straży dawnych obyczajów i upatrujących postępu w powrocie do przeszłości). Opisywany z perspektywy San Casciano dei Bagni spór w gruncie rzeczy nie jest charakterystyczny jedynie dla Toskanii. Ten problem dotyczy wielu innych regionów Włoch. Młodzi ludzie upatrują postępu w ucieczce i porzucają wielopokoleniowe domy, w których dotychczas zamieszkiwali, na rzecz różowo-żółtych bloków w centrach miast. Marmurowe zlewy, na rzecz zlewozmywaków ze stali nierdzewnej. Ciężką pracę na roli, na rzecz spokojniejszego bytowania. U sufitów zawieszają wielkie sztuczne żyrandole zamiast surowych, ręcznie kutych żelaznych latarni, w które przed stu laty dziadek Biagiottiego zaopatrywał wszystkie okoliczne domy. „I progressisti”, którzy pozostali na wsi i nadal uprawiają cudze pola, pragną porzucić swoje wolne od czynszu, zimne przez osiem miesięcy w roku domostwa o grubych ścianach. Niegdyś zamieszkiwały w nich trzy albo nawet cztery pokolenia – wszystkie utrzymujące się z pracy na rzecz innych. Mało kto bowiem wie, że jeszcze niedawno praca pańszczyźniana była we Włoszech krępującą codziennością. De Blasi opowiada o skutkach tego systemu dla dzisiejszych wyborów młodych mieszkańców toskańskich wsi. Jednak sama głosi peany na cześć dawniejszego, trudniejszego życia, które sama na wzór Toskańczyków stara się prowadzić. Takiego, w którym dostatek oznacza trzy worki kasztanów zamiast dwóch. Takiego, w którym rzeczy najprostsze są kwintesencją pełni szczęścia.
Inne recenzje książek Blasi Marlena de:
Lavinia i jej córki
Smaki południowej Italii
Smaki północnej Italii
Tysiąc dni w Orvieto
Tysiąc dni w Wenecji

|
|
|

-
1
nutta 2011-9-9 22:56:17 Aniu, jestem ciekawa tej podróży literackiej.
Książka "Tysiąc dni w Toskanii" bardzo mi się podobała, kolejna o Orvieto nieco mniej. -
2
Annie 2011-9-10 18:24:33 Mi również z wszystkich trzech ta książka najbardziej przypadła do gustu. Czytało się ją wyśmienicie, choć fabularnie o wiele więcej w życiu Marleny działo się w Orvieto i Wenecji. Tym niemniej, to właśnie ten sielski, niepozorny tom sprawił mi najwięcej radości. Co zaś się tyczy podróży literackiej, już za parę minut będę mogła zaprosić Cię, Nutto, do oglądania - właśnie nanoszę ostatnie poprawki do tekstu :)

Trzy córki pani Liang
Chiny epoki Mao, Szanghaj. Pani Liang wiedzie w powojennym świecie dostatnie, szczęśliwe i spokojne życie. Los okazał się dla niej nad wyraz łaskawy. Prowadzi popularną restaurację, przynoszącą godziwe dochody. Jej trzy córki żyją spokojnie...

Alan Bradley o Flawii de Luce!
Zadebiutował w wieku 70 lat, pisząc powieść o 11-letniej dziewczynce. Jego książka, o bardzo słodkim tytule, szybko wspięła się na szczyty list bestsellerów. Również w Polsce „Zatrute ciasteczko” zjednało sobie bardzo wielu fanów...

Ekranizacja „Bez mojej zgody” Jodi Picoult
Zawsze z recenzowaniem ekranizacji mam kłopot. Trudno jest mi bowiem zdystansować się od książki i rzetelnie zaopiniować obejrzany obraz jako autonomiczne dzieło kultury. Podobnie rzecz się ma z filmowym Bez mojej zgody. Co z tego, że dobre...

Włoskie podróże literatów-turystów
Rzym jest jednym z najbardziej intrygujących miast świata. Z tego powodu od wieków stanowi cel podróży wielu turystów. Wśród nich niezwykle barwną grupę stanowią literaci-turyści – dramatopisarze, poeci, prozaicy...

Laureat zawsze puka dwa razy
Oczywiście, mowa o symbolicznych drzwiach Gdyni oraz o jej laurach dla pisarzy. Po raz pierwszy laureat przybywa dowiedzieć się, że... nim został. Po raz drugi witany już jest w Gdyni jako Gość Specjalny...




