Okładka książki: Koniec wiosny w Lanckoronie
  • Autor: Błotnicka Agnieszka
  • Tytuł: Koniec wiosny w Lanckoronie
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 272
  • Rok wydania: 2011
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 135 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-10-11892-9
  • Wydawca: Nasza Księgarnia, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Nasza Księgarnia, Wydawnictwo
A- A A+

Bibliofile lubią duże książki. Są one obietnicą prawdziwej przygody. Jednak mało kto lubi to, co wielkie. Mężczyźni uwielbiają poręczne kobiety. Poręczne i wygodne jak neseserki – można się z nimi gładko wcisnąć do zapchanego wagonu metra, można pomajtać nimi od niechcenia, pogładzić ich lśniącą skórę i otworzyć je jednym ruchem ręki. Jest oczywiste, że nikt nie chciałby pchać się przez życie z wielką, pękatą walizką.

A Magda właśnie czuje się jak taka wielka, pękata walizka. Na dodatek bezpańska, bo mężczyzna, który wydawał się lubić jej krągłości, właśnie wymienił ją na bardziej poręczną partnerkę. Jak tu wobec tego nie uznać, że to właśnie liczba kilogramów zadecydowała o jej szczęściu, a raczej o braku szczęścia w miłości? Magda postanawia wziąć urlop i wyjechać poza Warszawę. Gdzie? Gdzie nogi poniosą. Cel jest prosty: stracić to, co zbędne. Uzbrojona w sterty poradników o dietach, z zaplanowanym zestawem ćwiczeń, zdeterminowana, by po powrocie wbić się w seksowny kostium kąpielowy, koniec końców zatrzymuje się w małopolskiej Lanckoronie. Magda wyjeżdża pełna zapału i nadziei na zmiany na lepsze. Rytm jej nowego życia mają wyznaczać dieta i wędrówki wokół Góry Lanckorońskiej. Aleją Zakochanych, Aleją Cichych Szeptów, Drogą do Dawnego Kamieniołomu czy Drogą na Moczary. Razem z wejściem na szczyt góry i obejrzeniem smętnych szczątków zamku powinno mi to zabrać jakieś dwie i pół godziny, a wziąwszy pod uwagę rozkoszne nazwy szlaków, zanosiło się na miłą wycieczkę, nawet gdybym miała szurać nosem po ściółce. Pewna zwycięstwa, nie bierze pod uwagę tego, że ktoś lub coś może pokrzyżować jej plany. Tymczasem już pierwszego dnia nic nie idzie po jej myśli, a cały misterny plan zaczyna się walić.

Koniec wiosny w Lanckoronie to kolejna już powieść w literackim dorobku Warszawianki, która pisaniem zajmuje się właściwie całe życie. Zanim Agnieszka Błotnicka na poważnie zajęła się powieściopisarstwem, przez pięć lat była dziennikarką Radia Zet oraz współtworzyła serialowe scenariusze. Na swoim koncie ma między innymi polską wersję „Ulicy Sezamkowej”, „Tata, a Marcin powiedział”, „Marzenia do spełnienia”, „Na Wspólnej”, „Rodzinę zastępczą” czy też „Ojca Mateusza”. Jest autorką powieści dla dzieci i młodzieży (za Kiedy zegar wybije dziesiątą Polska Sekcja IBBY przyznała jej wyróżnienie w konkursie Książka Roku 2010).

Koniec wiosny w Lanckoronie otwiera nowy rozdział w literackim życiu pisarki. To bardzo ciepła i pogodna powieść, opowiadająca o kobiecie, która postanowiła wziąć życie za rogi. Magda budzi sympatię – jest bystra, inteligentna, wesoła. Jest też po „babsku” niespójna – jednego dnia podoba się samej sobie, drugiego – ma ochotę rozbić lustro. Nie jest doskonała, ale dzięki licznym niedoskonałościom staje się kobietom bliższa. Jest jak jedna z koleżanek, z którą można poplotkować o wszystkim. A zwłaszcza o jedzeniu, bo Magda uwielbia jedzenie. Kocha dobrą kuchnię i potrafi o niej prawić godzinami.

Apetyczne opisy różnych potraw stanowią sporą część treści książki. Jednak Koniec wiosny w Lanckoronie to nie tylko pean na cześć dobrego jedzenia i beztroski pamiętnik z odchudzania. Pewnego dnia Drabik, jeden z mieszkańców Lanckorony, zabiera Magdę do Łaśnicy – jednego z lanckorońskich przysiółków, na który wiosną ubiegłego roku zwróciły się oczy całej Polski. To kraina odchodzących domów. Kraina ludzi, dla których deszcz jest przekleństwem i wiecznym niepokojem; ludzi, którzy nasłuchują, czy przypadkiem nie wali im się całe życie. W wyniku powodzi, w maju 2010 roku w Lanckoronie osunęła się ziemia. Kilkadziesiąt domów zostało uszkodzonych, setki osób zostały bez dachu nad głową. Ten wątek powieści jest mi szczególnie bliski, bo w tym czasie byłam świadkiem dramatu Lanckoronian. Wiele dni spędziłam właśnie w Łaśnicy, rozmawiając z tymi, którzy z dnia na dzień zostali pozbawieni domu. I to, co zdumiewało mnie najbardziej w tamtych dniach, to opisywany również przez Błotnicką, stoicki spokój powodzian. Ci, których domy zalała woda, płakali, krzyczeli, załamywali ręce. Jednak w Łaśnicy spotykałam się wyłącznie z pogodzeniem się z tym, co się stało, spokojną rezygnacją i beznamiętnym oczekiwaniem na to, co przyniesie jutro.

Jeden z mężczyzn odstawił na bok połamaną szafkę i ruszył w naszym kierunku. Podszedł do Drabika i bez słowa podał mu dłoń. Jego milczenie było przejmujące. Bo co tu można powiedzieć?
– Jutro z samego rana przyjdę z chłopakami. Zobaczymy, co da się zrobić – powiedział Drabik. (…)
– A co ty chcesz robić? Przecież ta ziemia znowu nasiąkła. Trzeba czekać.


Mieszkańcy Lanckorony czekają na to, co przyniosą kolejne opady, a Magda czeka na pierwsze efekty swojej diety. W głębi duszy czeka także na wieści od Filipa. Teraźniejszość przeplata się ze wspomnieniami z odległej w czasie wycieczki do Konstancina. To właśnie tam, zdaniem Magdy, stało się coś, co doprowadziło do rozpadu jej związku. Kobieta bezustannie analizuje przeszłość. Chce zrozumieć, dlaczego Filip zdecydował się od niej odejść.

Gdyby z kwiatkami był jakiś kontakt, gdyby przynajmniej szurały doniczkami, dając mi znak, że potrzebują nawodnienia, sytuacja wyglądałaby inaczej. Niestety, milczały jak zaklęte, a milcząc – usychały.

Magda też milczy – odmawia jakiegokolwiek kontaktu z Flipem. I tak jak te kwiatki, usycha, choć gdyby zdecydowała się na rozmowę, być może wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Czy Magda dopnie swego i schudnie? Czy znajdzie odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Urocza książka. Polecam.

Komentarze
  • Login
Przepisz kod z obrazka

Wymyślona dziewczyna

Wymyślona dziewczyna John Irving od wielu już lat należy do czołówki moich ulubionych pisarzy. Odkryłam go w 2001 roku, kiedy to dość przypadkowo wpadł mi w ręce Hotel New Hampshire. Muszę przyznać, że zrobił na mnie piorunujące wrażenie...

Cały swój czas poświęcam powieściom! – wywiad z Theresą Monsour

Cały swój czas poświęcam powieściom! – wywiad z Theresą Monsour Wrzesień kończy się z prawdziwym przytupem. Kilka dni temu miałam przyjemność przedstawić Wam zapis rozmowy z Archerem Mayorem, dziś zaś czeka na Was kolejna niespodzianka...

Tragedia nad rozlewiskiem

Tragedia nad rozlewiskiemPo obejrzeniu pierwszego odcinka nie wiedziałam, co powiedzieć. Pomyślałam: może to tylko tak na początku, taki odcinek wprowadzający i stąd tak… inaczej. Jednak, kiedy zobaczyłam wczoraj, że w zasadzie nic się nie zmienia, zwątpiłam...

Śladami "Młodych lwów"...

Śladami Młodych lwów... Barka zgrzytnęła o dno przed równą, płaską plażą. Rampa opadła. Noe dał susa. Czuł, że rynsztunek obija mu boki, a zimna woda chlupie w butach. Co tchu pobiegł za niską diunę i przywarował. Koledzy szybko wyskakiwali z barki. Rozpraszali się...

Marcowe spotkania z Lucyną Olejniczak

Wydawnictwo Aurum zaprasza na spotkania autorskie Lucyny Olejniczak, autorki Dagerotypu. Tajemnicy Chopina. Plan spotkań: 12 marca - Kraków Miejsce: Konsulat i Instytut Francuski w Krakowie, ul. Stolarska 15 Godz...

statystyka

copyright 2008-2010 dziennik-literacki.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone