Okładka książki: Horyzont zdarzeń
  • Autor: Brzozowski Jacek
  • Tytuł: Horyzont zdarzeń
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 104
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-61805-21-2
  • Wydawca: Walkowska, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Szczecin
  • Logo wydawnictwa: Walkowska, Wydawnictwo
A- A A+

Horyzont zdarzeń to w teorii względności sfera otaczająca czarną dziurę lub tunel czasoprzestrzenny, oddzielająca obserwatora zdarzenia od zdarzeń, o których nie może on nigdy otrzymać żadnych informacji. W debiutanckiej powieści Jacka Brzozowskiego ta granica poznania także istnieje. Jednak jego bohaterowie, niezmordowani, trwają w pogoni za tajemnicami wszechświata. Ta drobna objętościowo książka, właściwie broszurka, to doskonała wprawka debiutującego pisarza. Niech Was nie zwiedzie ani jej gramatura, ani szpetna obwoluta. Bo ten niepozorny tomik kryje opowieść, która naprawdę, ale to naprawdę wciąga. Rzecz jest bowiem o tajemnicach, które po dziś dzień nie doczekały się żadnych wyjaśnień. Dla miłośników zagadek, lektura obowiązkowa.

Po wykładzie profesora Aleksandra Zolla w Katedrze Astronomii i Astrofizyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu do prowadzącego odczyt podchodzi nobliwy mężczyzna. Przedstawia się jako Ksawery Nowicki – miłośnik talentu młodego naukowca, bankier i antykwariusz. Spóźniony na spotkanie profesor chce zbyć natręta, jednak zaintrygowany tematem rozmowy poświęca nieznajomemu kwadrans. Nowicki składa w tym czasie Zollowi nietypową propozycję. Profesor nie traktuje jej jednak poważnie. Zaczyna żywić przekonanie, że ma do czynienia nie tyle z fanem, co z fanatykiem. Zmienia zdanie, kiedy doniesienia prasowe potwierdzają wszystko to, o czym opowiadał mu Nowicki. Zoll postanawia skontaktować się z bankierem i podjąć się realizacji zadania. A ono wbrew pozorom wcale nie jest proste – profesor ma jechać do Wylatowa, gdzie pojawiły się agroglify, i zdobyć metalowe płytki znajdujące się pod piktogramami…

Horyzont zdarzeń to literacki debiut Jacka W. Brzozowskiego – człowieka wielu zawodów, którzy ostatecznie związał się z pisarstwem i administracją. Jak mówi, ta ostatnia umożliwia mu czasem dostęp do różnego rodzaju tajemnic. I chyba pisarz właśnie za to lubi swoją pracę. Fabuła Horyzontu zdarzeń ogniskuje się wokół zagadek, które od dziesiątków lat rodzą pytania, na które do tej pory nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Akcja zawiązuje się na wylatowskich polach, na których w latach 2000-2005 pojawiały się kręgi zbożowe. To właśnie wtedy Wylatowo zyskało swoją (złą?) sławę. Mała wieś w województwie kujawsko-pomorskim stała się miejscem, do którego zaczęli ściągać ufolodzy z całej Polski. Brzozowski stara się oddać atmosferę tamtych dni. Zoll początkowo jest sceptyczny. Uważa, że kręgi są dziełem człowieka. Za ich powstanie obwinia tak zwanych cropmakerów, czyli szalonych młodzieniaszków robiących to dla hecy. Gdy gazety obwieszczą już lądowanie UFO, oni ujawniają siebie, a także zastosowaną technikę układania zboża, która nieodmiennie okazuje się zaskakująco mało wymyślna. Ośmieszono tym sposobem wiele naukowych sław, które ryzykowały twierdzenie, że ten a ten konkretny piktogram z całą pewnością nie mógł zostać stworzony ludzką ręką. Nie chcę być następny – zakończył dobitnie, unosząc wskazujący palec. Jednak kiedy Zoll zaczyna badać wylatowskie kręgi, powściągliwość ustępuje miejsca ekscytacji. Kręgi zdają się być prawdziwe. Kolejne badania potwierdzają wstępne hipotezy profesora.

Wylatowo to pierwszy punkt na trasie podróży młodego naukowca. Kolejne zlecenia Nowickiego wymuszają na Zollu podróże w coraz to inne zakątki świata. To, co łączy odwiedzane przez niego miejsca, to ich związek z kultem boga Wodana – germańskiego boga-ojca, boga wojny i mistrza magii. Jedną z takich lokalizacji jest Grasdorf – miejscowość, w okolicy której w lipcu 1991 roku odkryto ogromny piktogram. Na powierzchni stu metrów kwadratowych odwzorowano siedem symboli i trzynaście kręgów. W największy z kręgów wpisano krzyż, dzięki czemu całość przypominała krzyż celtycki. To właśnie w Grasdorfie po raz pierwszy faktycznie znaleziono pod kręgami metalowe płytki.

Miejsca, w okolicy których pojawiały się na przestrzeni lat zagadkowe agroglify, nie są jedynymi, które rozbudzają wyobraźnię. Brzozowski przenosi akcję swojej powieści do jeszcze jednego zakątka, który od lat jest tłumnie odwiedzany przez miłośników tajemnic i łowców skarbów. Pisarz wysyła swojego bohatera w Góry Sowie, do największego projektu górniczo-budowlanego hitlerowskich Niemiec. Do Riese. W jego skład wchodzi kilka kompleksów, z których dla fabuły najistotniejszy jest Włodarz. Jednak tego, dlaczego jest taki istotny, już nie zdradzę.

Horyzont zdarzeń to powieść sensacyjna z domieszką science-fiction, wpisująca się w nurt literatury spiskowej. Może nie jest nowatorska, ale bardzo dobrze się ją czyta. Wciąga, intryguje i choć miejscami trąci banałem, pozwala sądzić, że jej autor to pisarz z potencjałem. Mam szczerą nadzieję, że w przyszłości Jacek Brzozowski pokusi się o coś mniej kameralnego. Marzy mi się wielowątkowa, obszerna objętościowo powieść, która byłaby napisana mniej kwiecistym językiem. Pełna tajemnic, z wartką akcją i intrygującą fabułą. I może znów z hrabią de Saint-Germain w roli głównej? ;)

Komentarze
  • Login
Przepisz kod z obrazka

Luka

LukaPrzeczytana przeze mnie w ubiegłym roku powieść Marzeny Brody sprzed sześciu lat, Nie dotykać Normana Hammera, była obok Przeproś Aleksandra Kościowa, moim zeszłorocznym odkryciem literackim, jeśli chodzi o współczesną polską prozę. Gęsta, mocna...

Poważnie pisać nie umiem... taka ułomność... - wywiad z Małgorzatą Żurakowską

Poważnie pisać nie umiem... taka ułomność... - wywiad z Małgorzatą Żurakowską Nieczęsto zdarza mi się porozmawiać z pisarzem przed premierą jego książki. Niemniej jednak tym razem ta sztuka mi się udała. O tremie, muchach i innych dramatach opowiada dziś Dziennikowi Literackiemu debiutująca na polskim rynku książki...

"Lektor" Bernhard Schlink

Rzadko kiedy jestem tak poruszona filmem, że nie wiem, co powiedzieć, bo i rzadko kiedy obraz filmowy jest w stanie wykrzesać ze mnie tak silne emocje, jak książka. A jednak ekranizacji Lektora Bernharda Schlinka się to udało...

Śladami "Aniołów i demonów"...

Śladami Aniołów i demonów... Z powietrza Rzym wyglądał jak ogromny labirynt starożytnych ulic wijących się wokół budynków, fontann i rozsypujących się ruin. Robert Langdon z ciekawością przyglądał się miastu. Jego wzrok natknął się na ruiny rzymskiego Koloseum...

Przewodniki spakowane...

Przewodniki spakowane... ...czas wyruszać w drogę. Do zobaczenia wkrótce!

statystyka

copyright 2008-2010 dziennik-literacki.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone