„Tysiąc dni w Wenecji”
Okładka książki „Tysiąc dni w Wenecji”
  • Autor: Marlena de Blasi
  • Tytuł: Tysiąc dni w Wenecji
  • Tytuł oryginału: A Thousand Days in Venice
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
  • Liczba stron: 304
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 125 x 195 mm
  • ISBN: 978-83-08-04373-8
  • Wydawca: WL, Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: WL, Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 22 września 2009 A- A A+
Lektura Białej Masajki była dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Niecodzienny pamiętnik Europejki, która poślubiła afrykańskiego wojownika, okazał się bowiem jedynym w swoim rodzaju studium głupoty i ignorancji. Dziś, w kilka lat od premiery książki Szwajcarki, w księgarniach pojawiła się silna konkurencja wobec książki Corinne Hofmann. To Tysiąc dni w Wenecji Marleny de Blasi.

Wenecja, 1993 rok. Marlena, amerykańska dziennikarka, przybywa do najsławniejszego miasta na wodzie, aby sprawdzić tamtejszą kuchnię i napisać parę artykułów poświęconych lokalnym specjałom i miejscowym restauracjom. Podczas jej pierwszego lunchu w Vino Vino, ku jej zaskoczeniu, kelner informuje ją, że jest do niej telefon. Sądząc, że to nieporozumienie, Marlena ignoruje informację, jednak następnego dnia niecodzienna sytuacja znowu się powtarza. Okazuje się, że dzwoniący jest mężczyzną. Włochem. Włoskim wcieleniem Petera Sellersa, który pragnie zaprosić ją na kolację. Amerykanka postanawia skorzystać z zaproszenia i umawia się z Fernandem. Przejęta, rozedrgana, stawia się na romantycznym spotkaniu, podczas którego dowiaduje się, że mężczyzna jest w niej szaleńczo zakochany. Od jedenastego grudnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego drugiego roku, kiedy po raz pierwszy zobaczył kawałek jej profilu i długi, biały płaszcz Marleny, która beztrosko wówczas spacerowała po Placu św. Marka…

To się nazywa miłość od pierwszego wejrzenia. Ale pal sześć nieprawdopodobnie brzmiące wypadki. Życie trzyma w końcu w zanadrzu różne niespodzianki. Pal sześć, że powieść to tak naprawdę pamiętnik uczucia Marleny i Fernanda, w którym miłość odmieniona została setki razy przez wszystkie przypadki. To, czego się nie da wybaczyć, to posunięta do granic absurdu pretensjonalność głównej bohaterki książki oraz jej przerażająca sentymentalność. Tysiąc dni w Wenecji odznacza się bowiem niezwykłą afektacją. Co więcej, również dziwnie pojmowanym mistycyzmem. Uduchowiona jest każda fraza, która wychodzi z ust Marleny i Fernanda. Przez tę manierę wszystkie dialogi i rozważania brzmią szalenie niepoważnie. Powieść jest więc nie urocza a przesłodzona. Nie zabawna a śmieszna. Nie apetyczna a zwyczajnie niezjadliwa.

Miłośnicy włoskich klimatów mogą więc poczuć się zawiedzeni. Raz, jakością książki, dwa – deficytem słonecznej Italii. Włochy są tylko tłem opowiadanej historii, nie zaś jej pełnoprawnym bohaterem. Tysiąc dni w Wenecji to książka zupełnie niepodobna choćby do Wzgórz Toskanii Ferenca Máté. Tamta powieść była pełna zapachów i smaków Toskanii. Marlena de Blasi właściwie ogranicza się do wypisywania tego, co skonsumowała, i do podania przepisów wybranych potraw na końcu książki. Pisarka pospiesznie przeprowadza czytelników przez Wenecję, ukazując głównie wenecką Lido i stragany w okolicy Rialto. Kiedy mówi o mieście, nie przedstawia tego, czym jest, a jedynie to, co sobie na jego temat sama wyobraża. Zamiast intrygujących opisów Wenecji, zamieszcza w powieści liczne fragmenty, w których porównuje ją do matrony, damy, zmanierowanej królowej. Tak liczne i tak powtarzające się, że na dłuższą metę ogromnie nużące.

Tysiąc dni w Wenecji to pierwsza powieść z włoskiego cyklu autorki, w którym Marlena de Blasi opowiada o swoich perypetiach w najpiękniejszych regionach Italii. Już niedługo nakładem Wydawnictwa Literackiego ukażą się kolejne jej książki – Tysiąc dni w Toskanii i Dama w pałacu. Jednak o tym, czy będą warte przeczytania, będziecie musieli przekonać się już sami.
Komentarze
  • 1
    Bernadetta Darska 22 września 2009 | 18:42:18

    Widzę, że masz podobne odczucia po lektorze "Tysiąca dni w Wenecji". :)

  • 2
    Annie 22 września 2009 | 19:01:41

    Ano :) Miałaś rację, pisząc mi przy okazji ostatniego stosiku, że to PORAŻKA :)

  • 3
    Lilithin 22 września 2009 | 21:21:34

    Skoro porównujesz do "Białej Masajki", to ja chyba sobie podaruję, choć miałam dość dużą ochotę na tę wenecką opowieść...

  • 4
    Annie 23 września 2009 | 17:26:22

    Ja też, Lilithin, wiązałam z nią duże nadzieje. A tu, niespodzianka. Swoją drogą żadna inna książka aż tak bardzo nie przywoływała mi na myśl "Białej masajki", jak "Tysiąc dni w Toskanii" ;)

  • 5
    redsnove 3 października 2009 | 19:13:22

    Hihi, widze ze rowniez przepadasz za pretensjonalnymi autorkami milosnych pamietnikow na uchodzctwie ;) W takim razie do kolekcji dolaczam "Biala czarownice", kopia dwoch wyzej opisanych :)
    http://redsnoveczyta.blox.pl/html/1310721,262146,14,15.html?6,2009

  • 6
    Annie 4 października 2009 | 13:54:34

    O proszę, to już zaglądam do Ciebie, żeby wiedzieć, czego unikać ;) Generalnie nie mam nic przeciwko lekkim czytadłom o miłości, ale jedyne, czego nie jestem w stanie znieść, to chronicznej głupoty ;)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję