„Kot, który lubił Brahmsa”
Okładka książki „Kot, który lubił Brahmsa”
  • Autor: Lilian Jackson Braun
  • Tytuł: Kot, który lubił Brahmsa
  • Tytuł oryginału: The Cat Who Played Brahms
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 192
  • Rok wydania: 2008
  • Oprawa: miękka
  • ISBN: 978-83-61226-45-1
  • Seria: Dobry Kryminał
  • Wydawca: Elipsa Sp. z o.o.
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Elipsa Sp. z o.o.
Recenzja
Data publikacji: 19 czerwca 2008 A- A A+
Kot, który lubił Brahmsa (1987), w przeciwieństwie do poprzednich tomów serii, niemal zupełnie nie przypomina kryminału. Zagadka jest nieskomplikowana, śledztwo w fabule raczej marginalizowane, zaś tempo akcji dość ospałe. Podczas lektury nie towarzyszy czytelnikowi dreszczyk emocji związany z wykrywaniem sprawcy przestępstw, ba, jego zmysły detektywistyczne niemal przez cały czas pozostają uśpione. Książce bowiem bliżej do powieści obyczajowej, aniżeli detektywistycznej, gdyż Braun przede wszystkim opisuje zwyczaje niewielkiej społeczności zamieszkującej północno-wschodnią część kraju i jej małomiasteczkową politykę. Jednakże charakterystyczny styl pisarki, jej sposób snucia opowieści i kreowania świata sprawia, że lektura Kota, który lubił Brahmsa mimo wszystko daje czytelnikowi ogromną przyjemność. Jest odmiennie, ale równie ciekawie. Jakże mogłoby być w końcu inaczej skoro chodzi o Koko i Yum Yum? ;)

Rosemary stała w drzwiach z niezadowoloną miną.
- Koko był niegrzeczny.
- Niegrzeczny!
Nie zdarzyło się jeszcze, żeby ktoś nazwał w ten sposób jego kota. Określenia „perwersyjny”, „arogancki”, „despotyczny” o wiele bardziej pasowały do Koko. Natomiast słowo „niegrzeczny” uwłaczało jego godności. (…)
- Skarciłam go surowo i zamknęłam w łazience. Yum Yum siedzi pod drzwiami i miauczy, ale Koko jest cicho. On doskonale wie, że się źle zachował.
Qwilleran otworzył powoli drzwi. Łazienka wyglądała, jakby przeszła przez nią burza. Papier toaletowy został przerobiony na konfetti. Na podłodze leżał przewrócony kosz, z którego wysypały się śmieci. Pudełko, w którym jeszcze niedawno znajdowało się dwieście chusteczek higienicznych, było teraz puste. Chusteczki zostały rozrzucone po całej łazience. Na podłodze leżała rozsypana sól do kąpieli i proszek do czyszczenia wanny.
Koko siedział dumnie wyprostowany na muszli klozetowej. Miał taką minę, jakby właśnie stworzył niezwykłe dzieło z gatunku sztuki konceptualnej i zamierzał poprowadzić konferencję prasową.
Qwilleran zasłonił ręką usta, żeby ukryć ironiczny uśmieszek, ale Rosemary wybuchła płaczem.


Po pięciu latach pracy w Daily Fluxion Qwilleran ma coraz mniej powodów do zadowolenia. Ma już dość pisania recenzji restauracji, czuje, że wypalił się zawodowo. Rozczarowanie bierze górę nad autentyczną pasją jaką darzył zawód dziennikarza i Qwill decyduje się wziąć trzymiesięczny urlop. Chce wyjechać z miasta, odpocząć na łonie natury, a w wolnych chwilach poświęcić się pisaniu książki. Dziennikarz wyjeżdża więc na Północ, do domku letniskowego przyjaciółki jego matki, ciotki Fanny. Qwilleran szybko przekonuje się, że proste życie na wsi nie jest wcale takie proste, a małe miasteczko kryje więcej sekretów, niż oddalona od niego o czterysta mil metropolia. Wakacyjny raj jest dziwnie wolny od przestępczości, lokalna gazeta, Pickax Picayune, przemilcza niewygodne dla Moose County fakty, zaś sami mieszkańcy zbyt spokojnie przechodzą do porządku dziennego nad różnymi, tajemniczymi wydarzeniami. Nie tylko Qwilleran czuje, że coś jest nie w porządku. Buck Dunfield, emerytowany policjant osiadły w Mooseville, od dawna prowadzi już własne śledztwo w tej sprawie. Jednak nie dane jest mu wykryć przestępcy – Buck zostaje zamordowany, zaś sam Qwill zostaje w okrutny sposób ostrzeżony, aby przestał węszyć i zostawił Mooseville w spokoju. Jednak wąsy dziennikarza bezustannie drżą, dlatego też Qwilleran, w asyście Koko, postanawia poznać sekret Moose County i schwytać mordercę.

Jest mu ciężko, gdyż miejsce, w którym przebywa w niczym nie przypomina tego, do którego przywykł na co dzień. Czerwcowe dni były długie w mieście, a wydawały się jeszcze dłuższe na północy kraju. Qwilleran czuł się znużony. Ciągle spoglądał na zegarek i sprawdzał położenie słońca, które jakoś nie miało zamiaru zachodzić. Poszedł przez wydmy w kierunku jeziora. Chciał sprawdzić, jak wygląda brzeg i jaka jest temperatura wody. Zgodnie z zapowiedzią Rikera woda okazała się lodowato zimna. Jezioro wydawało się zupełnie spokojne. Woda cichutko pluskała, obmywając brzegi. Słychać było tylko jeden dźwięk: bzyczenie komarów. Zanim Qwilleranowi udało się pędem wdrapać na wzgórze, ścigała go już chmara skrzydlatych prześladowców. (…) „Jest tu pięknie, ale tej nocy nie zmrużyłem oka. Jestem ofiarą szoku kulturowego”.

Qwill nie tylko zmaga się z przyrodą, ale także ze swoją niezwykłą gospodynią. Muszę Lilian Jackson Braun oddać jedno, jeszcze nigdy dotąd nie stworzyła tak fantastycznej postaci jak ciotka Fanny. Francesca Klingenschoen, blisko dziewięćdziesięcioletnia ekscentryczna bogaczka, tyranizuje całą okolicę Pickax City. Na każdego ma jakiś haczyk, dlatego nie ma osoby, która nie spełniłaby, bez zbędnej zwłoki, jej najbardziej niepoważnego żądania. Jest sympatyczna, pełna życia i poczucia humoru, a jej ekscentryczne fanaberie przekładają się nie tylko na zachowanie, ale również na jej ubiór.

Z głębi limuzyny wychynęły najpierw indiańskie mokasyny ozdobione paciorkami. Później pojawiła się zamszowa spódnica z frędzlami i skórzana kurtka z jeszcze większą ilością frędzli i koralików. Wreszcie ukazała się głowa ciotki Fanny: upudrowana twarz, a nad nią czerwony hinduski turban. (…)
- Francesco, jak miło cię znowu zobaczyć! – wykrzyknął. – Wyglądasz bardzo… bardzo… seksownie.
- Niech cię Bóg błogosławi, mój drogi – odpowiedziała swoim zaskakująco niskim głosem. – O niedużych starszych paniach ludzie mówią, że są żwawe jak wiewiórki. A ja chętnie zastrzelę następnego głupca, który tak się wyrazi.


Słowem, jej osoba stanowi cudowny element powieści i każde jej pojawienie się w tekście wywołuje na ustach czytelnika szeroki uśmiech. Jest zabawnie, śmiesznie, trochę tajemniczo. I jak zwykle – wciągająco. Braun porządkuje życie Qwilla, wyzbywa go niepotrzebnego balastu, oczyszcza. To taka powieść przestankowa, chwila wytchnienia w zwyczajowej gonitwie za mordercą. Z tomu na tom, pisarka coraz częściej odnosi się do przeszłości swojego bohatera – pojawia się wiele wzmianek o dawnych wydarzeniach, postaci przyjaciół z przeszłości przewijają się w jego wspomnieniach. Te drobiazgi sprawią miłośnikom Braun ogromną przyjemność. W końcu już Arystoteles mówił, że nie ma nic milszego nad uczucie rodzące się z rozpoznania. I tak właśnie jest u Braun – sympatycznie i familiarnie. Tak, że aż chce się do niej wracać i wracać ;)
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję