„Kot, który czytał wspak”
Okładka książki „Kot, który czytał wspak”
  • Autor: Lilian Jackson Braun
  • Tytuł: Kot, który czytał wspak
  • Tytuł oryginału: The Cat Who Could Read Backwards
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 176
  • Rok wydania: 2008
  • Oprawa: miękka
  • ISBN: 978-83-61226-41-3
  • Seria: Dobry Kryminał
  • Wydawca: Elipsa Sp. z o.o.
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Elipsa Sp. z o.o.
Recenzja
Data publikacji: 19 czerwca 2008 A- A A+
Gazeta Wyborcza przygotowała gratkę dla miłośników kryminałów. Rozpoczęła bowiem wydawanie serii lekkich i przyjemnych powieści detektywistycznych. Miłych w czytaniu, bezpretensjonalnych czytadełek. Powiastek, których siłę napędową stanowi nietypowa para śledczych, a mianowicie dziennikarz i… kot.

Lilian Jackson Braun urodziła się w 1913 roku – niewiele młodsza od Agaty Christie, niewiele starsza od Caroline Graham – zadebiutowała relatywnie późno, bo dopiero w 1966 roku. Wtedy to ukazał się pierwszy tom serii trzydziestu kocich kryminałów pt. Kot, który czytał wspak. Następne dwa tomy przygód Qwillerana i Koko ukazały się kolejno w 1967 i 1968 roku, po czym Braun zamilkła na blisko osiemnaście lat. Powróciła w 1986 roku czwartą książką traktującą o niekonwencjonalnym duecie detektywów i właściwie od tego czasu wydaje nieprzerwanie. Cykl The Cat Who… przyniósł jej światową sławę, a niewielkie objętościowo powiastki sprzedano w milionowych nakładach. W Polsce Braun została pierwszy raz wydana w 1997 roku, nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego, które to wydawnictwo włączyło powieści tej amerykańskiej pisarki do kryminalnej Serii z Gawronem. Dziś, jedenaście lat później, po Braun sięgnęła Elipsa. Ale czy faktycznie sięgnąć po nią warto?

Jim Qwilleran, dawny reporter prasowy szczycący się szkocko brzmiącym nazwiskiem, które wszystkich innych przyprawia o zawrót głowy, podejmuje pracę felietonisty i zaczyna pisać na łamach niewielkiej gazety Daily Fluxion. Ku jego przerażeniu, trafia do działu kulturalnego i zmuszony sytuacją, zaczyna poznawać zasady rządzące lokalnym światkiem artystycznym. Jego kolegą redakcyjnym jest ekscentryczny krytyk sztuki, George Bonifield Mountclemens III, który zalazł za skórę niemal wszystkim artystom, muzealnikom i wystawcom w miasteczku, srogo krytykując interesujący ich typ sztuki. Nie pozostawiając na nich suchej nitki, chwali wyłącznie jedną lokalną galerię, Lambreth Gallery. Traf chce, że jej właściciel zostaje nieoczekiwanie zamordowany, a wydarzenie to uruchamia całą lawinę innych zaskakujących zdarzeń. Na trop mordercy natrafia Qwilleran, a w rozwiązywaniu zagadki pomaga mu syjamczyk, niezwykły kot Mountclemensa, Kao K’o-Kung, zwany również Koko.

Kiedy zasiadł na bogato zdobionym krześle o wysokim oparciu, dosłyszał stłumiony łoskot dochodzący z salonu, a zaraz po nim gardłowe pomrukiwania. Potem rozległ się cichy trzask deski w podłodze i do jadalni wkroczył złocistobeżowy kot o ciemnym pyszczku i skośnych oczach.
- Oto Kao K’o-Kung – oznajmił Mountclemens. – Imię otrzymał na cześć trzynastowiecznego artysty, a on sam jest wcieleniem dostojeństwa i gracji właściwych sztuce chińskiej.
Kao K’o-Kung stał bez ruchu i przyglądał się Qwilleranowi. Qwilleran zaś patrzył na Kao K’o-Kunga, smukłego, zwinnego, muskularnego kota o gładkiej sierści, od którego aż biła nieznośna pewność siebie i poczucie własnej godności.
- Jeżeli on myśli to, co ja myślę, że on myśli… to chyba powinienem już sobie pójść.


Obawiałam się, że Koko, niczym nasz rodzimy Pimpuś Sadełko, zostanie zantropomorfizowany i zamiast po kociemu mruczeć, jak człowiek będzie pomagać głównemu bohaterowi w polowaniu na mordercę. Szczęśliwie, Braun oszczędziła czytelnikom takiego idiotyzmu i Koko w powieści jest typowym kotem – łaszącym się, bawiącym się pajączkiem i niecierpliwie wyczekującym na jedzenie. Dzięki temu powieść nie traci nic na wiarygodności, a czytelnik, nierozpraszany bajkowymi elementami, może skupić się na fabule.

Intryga powieści jest dosyć prosta, rozwiązanie zagadki zaskakujące, aczkolwiek zaskoczenie to nie wynika z pomysłowości pisarki, a jedynie faktu zatajenia przed czytelnikiem (i głównym bohaterem) pewnych kwestii, niezwykle istotnych dla rozwiązania tajemnicy. Powieść jest szybka i miła w czytaniu, dowcipna, troszkę niefrasobliwa. Dzięki temu można spędzić przy niej kilka naprawdę przyjemnych godzin. Nie jest to proza na miarę Christie i Graham, nie ma co do tego cienia wątpliwości. Ale jest to sympatyczny kryminał kobiecy – subtelny, elegancki i nieepatujący przemocą.

Czy mam jakieś zastrzeżenia? Owszem. Jakość wydania powieści jest bardzo mierna. Literówka na okładce (sic!), skazy na, skądinąd niskiej jakości, papierze, braki w numeracji stron. Wydaje mi się, że za tę kwotę, wydawca powinien się bardziej postarać.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję