„Dziwne losy Jane Eyre”
Okładka książki „Dziwne losy Jane Eyre”
  • Autor: Charlotte Brontë
  • Tytuł: Dziwne losy Jane Eyre
  • Tytuł oryginału: Jane Eyre
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 560
  • Rok wydania: 2008
  • Oprawa: twarda z obwolutą
  • ISBN: 978-83-247-0972-4
  • Wydawca: Świat Książki
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Świat Książki
Recenzja
Data publikacji: 8 listopada 2008 A- A A+
Od wieków wiadomo, że kobieta rozgoryczona to kobieta niebezpieczna. Kto by przypuszczał, że uczuciu wściekłości i żalu będziemy zawdzięczać powstanie jednego z najbardziej zachwycających romansów wszech czasów?

Haworth, 1846 rok. Trzy siostry Brontë podejmują próbę wydania swoich prób prozatorskich. Emily - Wichrowych Wzgórz, Anne - Agnes Grey, a Charlotte - Profesora (w oryg. The Professor). Trzy powieści, zapakowane w szary papier, ruszają w podróż po wydawcach. Po roku czasu wydawnictwo pana Newby decyduje się wydać powieści Emily i Anne, uznając równocześnie utwór Charlotte za niegodny opublikowania. Kiedy wiadomość o odrzuceniu jej powieści dociera do młodej pisarki, ta, wzburzona, pracując w szaleńczym tempie, w ciągu pięciu tygodni pisze swoją drugą powieść - Dziwne losy Jane Eyre. Powieść, w wyniku splotu różnorakich okoliczności, debiutuje spośród trzech jako pierwsza i odnosi niebywały sukces, porywając serca czytelników na całym świecie.

Ile prawdy w tej legendzie literackiej, nie wiadomo. Niemniej jednak, jakakolwiek nie byłaby geneza jego powstania, cieszę się, że pomysł Charlotte ujrzał światło dzienne. Dziwne losy Jane Eyre zauroczyły mnie i zafascynowały, stając się jedną z moich ulubionych powieści brytyjskich. Dlatego Emily, wybacz mi, ale muszę to napisać – proza Twojej siostry jest absolutnie genialna ;)

Ojciec Charlotte, najstarszej spośród trzech sławnych sióstr Brontë, pastor irlandzkiego pochodzenia, studiował na uniwersytecie w Cambridge. Po wyświęceniu na duchownego, ożenił się z córką zamożnego farmera, Mary Branwell, po czym objął skromne probostwo w Haworth, w hrabstwie Yorkshire. Młoda żona dała pastorowi sześcioro dzieci. Czworo z nich zapisało się na kartach brytyjskiej literatury jako najważniejsi pisarze XIX wieku. Dwie najstarsze córki pastora, Maria i Elizabeth, zmarły na gruźlicę w maju 1826 roku, na kilka tygodni po tym, jak przerażeni opiekunowie zabrali je ze szkoły z internatem dla dzieci najniższego duchowieństwa (the Clergy Daughters School) w Cowan Bridge, w hrabstwie Lancashire. Ich choroba nastąpiła na skutek zaniedbań i złych warunków weń panujących. Do szkoły uczęszczały cztery najstarsze córki Brontë, w tym Charlotte. Przeżycia z tej szkoły, będącej w gruncie rzeczy instytucją charytatywną, założoną z myślą o ubogich córkach anglikańskich duchownych i finansowaną w dużej mierze przez szczodrobliwych dobroczyńców, pisarka zawarła na kartach swej powieści, opisując to tragiczne dla rodziny miejsce jako szkołę Lowood.

Pobyt w szkole w Cowan Bridge nie jest jedynym elementem autobiograficznym w Dziwnych losach Jane Eyre. Tak naprawdę dzieje powieściowej Diany i Mary to losy rodzeństwa Brontë, które nie mogąc się utrzymać ze skromnej pensji ojca-pastora, zmuszone zostało do zarobkowania na życie. Charlotte, Anne i Branwell podjęli się pracy guwernerskiej, jednak cicho liczyli, że z czasem uda im się otworzyć własną szkołę z internatem. Gorącą zwolenniczką tego planu była Charlotte i nic dziwnego, że jej marzenia znalazły odbicie na kartach powieści. Pisarka uczyniła swoje plany założenia szkoły planami powieściowej Jane, a fakt, iż i ona, i jej bohaterka były skromnymi nauczycielkami sprawił, że wielu doszukiwało się autoportretu Charlotte w wykreowanej przez nią postaci.

Charlotte wierzyła, że obok odpowiedniego kapitału do założenia własnej szkoły z internatem potrzeba również wysoko wykwalifikowanych nauczycielek. Myśl o samodoskonaleniu się sprawiła, iż w 1841 roku pisarka wraz z Emily wyjechała do Brukseli do renomowanej szkoły państwa Héger. Po roku obie dziewczęta powróciły do Anglii na pogrzeb ciotki, panny Branwell, która opiekowała się nimi po śmierci ich matki. Charlotte, po krótkim pobycie w Haworth, zdecydowała się jednak powrócić do Belgii. Jej pobyt w Brukseli nie trwał jednak długo. Zapaławszy miłością do właściciela szkoły, Constantina Hégera, została przez niego odprawiona do Anglii. Mężczyzna nie odwzajemnił miłości młodej dziewczyny, a na dodatek uznał ją za wysoce szkodliwą dla dobrej reputacji zakładu. Zrozpaczona, Charlotte powróciła do Haworth w 1844 roku i po paru miesiącach napisała debiutancką powieść, The Professor, której tematem stały się niedawne, smutne dla niej wydarzenia.

Nie da się oprzeć wrażeniu, że ta nieszczęśliwa miłość stała się również kanwą dla romansu Jane i Edwarda Rochestera w Dziwnych losach Jane Eyre. Pytanie, na ile postać Jane jest faktycznie odbiciem samej Charlotte Brontë pozostaje otwarte. Intuicja podpowiada mi, że jest, ale jej osoby nie szukałabym wyłącznie w tytułowej bohaterce. Myślę, że po trosze było jej we wspominanych już Dianie i Mary, po trosze w przyjaciółce Jane ze szkoły Lowood, Helence Burns. Podobnie zresztą rzecz się miała w przypadku Emily Brontë. Wydaje mi się, że jej alter ego nie odnajdziemy w Wichrowych Wzgórzach. Jeśli wierzyć relacjom jej bliskich, które się zachowały, myślę, że najbardziej wiarygodnym przedstawieniem jej wnętrza byłoby klaustrofobiczne odizolowanie jej bohaterów, a zatem kontekst w jakim ich osadziła, a nie któraś konkretna postać.

Kończąc analizę wątków autobiograficznych warto dodać, iż powieściowy pan Brocklehurst wzorowany był na ewangelicznym kierowniku placówki w Cowan Bridge, Williamie Carusie Wilsonie, zaś postać Heleny Burns – na siostrze Charlotte, Marii. Alkoholizm i narkomania brata pisarki, Branwella Brontë, stały się zaś kanwą dla problemów i, ostatecznie, śmierci kuzyna Jane Eyre, Johna Reeda.

Jeśli mowa o wizerunkach zawartych w obu powieściach sióstr Brontë to nie sposób nie wspomnieć o ciekawym i wyjątkowym jak na ówczesne czasy portrecie kobiet. W Wichrowych Wzgórzach zwraca uwagę ich gorący temperament, stanowczość, pewność co do podejmowanych sądów oraz pewna niezależność. W gruncie rzeczy, obojętnie czy mamy na myśli bohaterów męskich, czy żeńskich, każdy z nich, na którymś etapie swojego życia, pozwalał ujawnić się tym cechom charakteru - czy to Heathcliff, czy to Katarzyna, czy Katy, czy nawet słaby Linton. To zrównanie temperamentów i potrzeb kobiet i mężczyzn było w czasach Emily czymś nie do pomyślenia i na pewno w nim tkwi siła jej powieści. Jej kobiety są, nawet jeśli spętane odizolowanym miejscem, to wewnętrznie niezależne, dumne (w rozumieniu: znające swoją wartość) i namiętne. W kwestii namiętności zwraca uwagę dodatkowo fakt, iż Emily akcentowała swoistą „dzikość” swoich bohaterów. Kierują się oni instynktem, są tylko nieco ucywilizowani, właściwie zdziczali, a w świecie, w którym żyją dominują nad prawami ludzkimi prawa natury. W kontekście kobiet jest to o tyle ciekawe, że XVIII- i XIX-wieczne powieści pokazują je jako wytwór kultury, produkt socjalizacji, maszynki do grania na pianinie/śpiewania/szydełkowania. Katarzyna jest nieokiełznana, dzika, emocjonalnie rozszalała. I taka kobieta jak ona to absolutne novum w literaturze tych czasów (a przynajmniej ja nie przypominam sobie żadnej powieści powstałej przed 1845 rokiem, która w taki sposób i tak intensywnie tego typu kobietę by prezentowała).

Charlotte Brontë podobnie do siostry pojmowała pozycję i rolę kobiety i mężczyzny w społeczeństwie. Zdaje się za pośrednictwem Jane Eyre mówić: Kobiety uważa się na ogół za bardzo spokojne istoty, ale kobiety czują tak samo jak mężczyźni; potrzebują ćwiczeń dla swych zdolności, pola dla swych wysiłków nie mniej niż ich bracia; cierpią, gdy są zbyt skrępowane, cierpią w bezwzględnym zastoju zupełnie tak samo, jak cierpieliby mężczyźni; i ciasnotą umysłu grzeszą ich bardziej uprzywilejowani bracia, którzy twierdzą, że kobiety powinny się ograniczyć do gotowania puddingów, robienia pończoch, grania na fortepianie i haftowania. Bezmyślnością jest potępiać je albo śmiać się z nich, jeżeli starają się robić więcej albo nauczyć więcej, niż zwyczaj wymaga dla ich płci. Nic więc dziwnego, że Dziwne losy Jane Eyre stały się inspiracją dla ruchu emancypacyjnego, a co za tym idzie, powoli się rodzącego ruchu feministycznego.

Dziwne losy Jane Eyre zostały opublikowane w 1847 roku, a ich tytuł początkowo brzmiał Jane Eyre: Autobiografia. Pisarka wydała je pod pseudonimem Currer Bell, lecz zachwyt, jaki powieść wzbudziła, zmusił ją do szybkiego ujawnienia się. Szczególnym miłośnikiem jej utworu okazał się inny pisarz, autor Targowiska próżności, William Makepeace Thackeray. To właśnie jemu Charlotte zadedykowała drugie wydanie swojej powieści. Przychylne recenzje sprawiły, iż pisarka śmiało wkroczyła do londyńskiego światka literatów i wkrótce nawiązała tam wiele przyjaźni. Do grona najbliższych jej znajomych należeli: wspomniany już Thackeray, Harriet Martineau, G.H. Lewes czy autorka pierwszej biografii pisarki, Elizabeth Gaskell.

Dziwne losy Jane Eyre to powieść poruszająca wiele problemów, w której wątek miłosny stanowi jedynie pretekst dla pisarki do snucia różnorodnych przemyśleń. Podobnie jak to się miało w przypadku recenzji Wichrowych Wzgórz, i tu pominę streszczanie fabuły powieści. Kto ją czytał, ten wie o co chodzi, kto nie czytał, niech czym prędzej nadrobi zaległości. To, co mnie najbardziej interesuje to tematyka poruszana w powieści i to właśnie niej chcę poświęcić kolejne akapity.

Istota ludzka żyje, gdy kocha i jest kochana, jednak miłość u Charlotte w niczym nie przypomina tej, opisywanej na kartach powieści Jane Austen. Jane Eyre wymyka się epoce i towarzyszącemu jej na każdym kroku patriarchalizmowi, również temu pojawiającemu się w sferze uczuć. St. John czy Brocklehurst to typowi przedstawiciele zdominowanego przez mężczyzn społeczeństwa, domagający się od kobiety jedynie subordynacji, nie wolności myśli, a już, broń Boże, ukazywania jakichkolwiek namiętności. Oświadczyny St. Johna nie wiążą się z umiłowaniem Jane, a li i jedynie z jego pragmatyczną oceną zalet ewentualnej przyszłej małżonki. Odmowa dziewczyny go oburza, ponieważ ona nie ma prawa mu odmówić. On zadecydował i ma się stać wedle jego woli. Miłość Rochestera jest zupełnie odmienna od tej St. Johna. Jane wybiera Edwarda nie dlatego, że ją kocha, wielbi, miłuje. Rochester traktuje ją po partnersku, jako równą sobie. I to jest dla niej najcenniejsze. Co więcej i co równie wyjątkowe, to fakt, iż miłość Jane do Edwarda, choć nieskończona, nie jest nierozumna. Kiedy wychodzą na jaw pewne fakty z przeszłości Rochestera, Jane woli odejść od ukochanego, niż postąpić wbrew swoim zasadom, wbrew swojej moralności. Odrzuca zatem nie tylko purytański, kwakierski styl życia St. Johna, ale także obyczajowy libertynizm Rochestera.

Moralność nieodłącznie wiąże się z religią, a obecność tej ostatniej w powieści, z pobożnością rodziny, w której Charlotte się wychowała. Przekonania religijne pisarki nie są jednak dogmatyczne. Jej bohaterki żyją skromnie i pięknie, wierząc w Boga, wierząc w raj, ale równocześnie wierząc w to, że życie na ziemskim padole również może być szczęśliwe. Brontë uznaje za niewłaściwe nie tylko bluźniercze zachowanie Rochestera, ale również zimną religijność St. Johna Riversa. Krytykuje również poniekąd pokorną pobożność Helenki Burns. Choć dziewczyna stanowi ucieleśnienie wszystkich chrześcijańskich ideałów, nie staje się wzorem do naśladowania dla Jane, która racjonalnymi argumentami podważa właściwość jej postawy. Helena przemienia się na kartach powieści w młodą pokutnicę, a jej cierpiętnictwo, podobnie jak obłudny purytanizm Brocklehursta, nie zasługuje na uznanie, gdyż przynosi człowiekowi nie radość, a nieszczęście i swoiste uciemiężenie.

Charlotte porusza w Dziwnych losach Jane Eyre problem nierówności i uprzedzeń klasowych oraz upośledzeń i ułomności ludzkich, sprawiając, że tło społeczno-obyczajowe powieści jest niezwykle bogate i sugestywne. Jednak obok tego realistycznego obrazu, pisarka zaznaczyła w powieści istnienie świata nieco nierzeczywistego, nadnaturalnego, pozazmysłowego. Charlotte nawiązuje do powieści gotyckich nie tylko poprzez osadzenie miejsca akcji w dworze Thornfield (nota bene inspirowanym posiadłością North Lees Hall nieopodal Hathersage, którą w 1845 roku pisarka odwiedziła razem ze swoją przyjaciółką, Ellen Nussey), ale przede wszystkim przez zastosowanie wielu motywów wywodzących się z romantyzmu niemieckiego. Jednak pisarka, w przeciwieństwie do Emily, bawi się konwencją powieści grozy. Wprowadzając do opowiadanej historii niepokojące elementy, ma na celu jedynie na chwilę wystraszyć czytelnika. Nie utrzymuje go w przekonaniu o istnieniu nadnaturalnego świata. Każdy przeraźliwy śmiech czy niepokojący szum wiatru szybko jest tłumaczony w racjonalny, zdroworozsądkowy sposób. Dzięki temu zabiegowi, Dziwne losy Jane Eyre stają się powieścią na wskroś realistyczną, w sposób znakomicie precyzyjny oddającą realia XIX-wiecznego angielskiego świata.

Prawdę mówiąc, o tej powieści mogłabym pisać godzinami. O tym, że jej bohaterowie, wprost nazwani przeciętnymi i brzydkimi, wzbudzają gorące uczucia; o tym, że najpiękniejsze wyrazy miłości kryją się w powieści nie w gestach postaci, a w wersach przytoczonych wierszy; o tym, że Jane, w ślad za swoją stworzycielką, staje w obronie gnębionej przez krytykę, współczesnej jej poezji… Charlotte Brontë napisała powieść, która mnie bawi, która mnie wzrusza i która daje mi do myślenia. Niebanalna w treści, ubogaca, udowadniając, że pokarmu dla duszy należy szukać właśnie w literaturze. Cieszę się, że ją znalazłam i wiem, że nieraz jeszcze zatopię się w jej lekturze. Szalenie mi się podobała i mam nadzieję, że nie byłam jedyną, której sprawiła tak ogromną przyjemność.
Komentarze
  • 1
    nutta 9 listopada 2008 | 9:51:29

    Ja dzisiaj skończę czytać, więc do jutra:)

  • 2
    Annie 9 listopada 2008 | 10:27:41

    Miłej lektury Nutto! :) Już nie mogę się doczekać dyskusji :D

  • 3
    Lilithin 9 listopada 2008 | 11:58:10

    Nic dodać, nic ująć. Świetnie mi się czytało Twoją recenzję i zgadzam się z nią w całej rozciągłości :)
    Książkę już z ogromną przyjemnością przeczytałam i zaraz zabieram się za serial BBC :D

  • 4
    Annie 9 listopada 2008 | 13:49:00

    Dziękuję Lilithin :) Ja przymierzałam się do oglądania serialu w TVN Style, ale jakoś zawsze o nim zapominałam ;) Muszę wreszcie sprawdzić w programie, o której godzinie on leci :D

  • 5
    chiara76 9 listopada 2008 | 21:26:17

    ja uwielbiam te książki sióstr Bronte, mają taki niesamowity klimat...

  • 6
    nutta 10 listopada 2008 | 17:16:11

    Widziałaś w ofercie ŚK "Villette"? Będziemy musiały też przeczytać:)

  • 7
    Annie 10 listopada 2008 | 21:56:22

    Chiaro, a czytałaś też inne, mniej popularne powieści? Ciekawi mnie, czy też mają taką cudowną atmosferę, ale jak dotąd nie udało mi się spotkać nikogo, kto by je czytał :(

    Nutto, poważnie? O, super! Nowy katalog jeszcze do mnie nie doszedł, więc nic a nic o tym nie wiedziałam. Na pewno ją wciągniemy na wyzwaniową listę :D

  • 8
    szamanka30 10 listopada 2008 | 23:01:29

    W świetecznym magazynie mozna kupic tom I "Vilette" ,a tom II dopiero z pierwszego katalogu 2009. Też na tę książkę czekam . Katalog dostałam dzis, wiec Ty pewnie też niedługo otrzymasz. :)

  • 9
    Lilithin 11 listopada 2008 | 14:38:50

    Też jeszcze nie dostałam katalogu, ale już sobie ostrzę zęby na "Vilette" :)

  • 10
    Annie 11 listopada 2008 | 20:29:04

    Czyli widzę, że zgodnie rozszerzamy listę lektur :D

    Szamanko, a są jeszcze jakieś ciekawe pozycje w nowościach? :)

  • 11
    germini 12 listopada 2008 | 0:46:17

    Nutto, to cudowna wiadomość! Nie ma najmniejszych szans, żeby coś mi stanęło na drodze do zakupu "Villette" :D

    Aniu, jeśli znajdziesz kogoś, kto czytał pozostałe powieści, to proszę, podziel się tym znaleziskiem ze mną :) Jestem ich szalenie ciekawa.

    Mam nadzieję, że ŚK pokusi się o wydanie innych książek sióstr Bronte. Chociaż nie sądzę; jak na razie wydają te, które zostały już kiedyś przełożone na polski. Mogliby się szarpnąć na przetłumaczenie pozostałych; od dawna marzę, żeby jakieś wydawnictwo się tym wreszcie zajęło.

    Robicie mi smaka na ten serial BBC :p

  • 12
    Annie 12 listopada 2008 | 11:31:35

    Na pewno dam znać :)
    Co zaś się tyczy ŚK, cały czas w nich wierzę :D A tak poważnie, cieszy mnie to, że sięgają po klasykę i wydają ją w bardzo eleganckiej formie. Mam cichą nadzieję, że nie poprzestaną na tym, co do tej pory zostawało wydawane.

    W ogóle Ger, właśnie dostałam katalog. Z ciekawostek: komplet biografii Mozarta Jacqa za 49,80 (w pakiecie), w serii Lemur 'Następca' Ismaila Kadare, w serii Portrety Kobiet - 'Villette' t.1 (za to ani słowa o zapowiadanym wydaniu 'WW'), nowa dwutomowa biografia autorstwa Liona Feuchtwangera - 'Lisy w winnicy' (o Benjaminie Franklinie, Pierre de Beaumarchais i Ludwiku XVI). Generalnie oferta super, tylko katalog mnie zirytował, bo okazało się, że przepłaciłam przez ostatnie miesiące i to wiele. Wrzucili do pakietów komplet książek Austen, zrobili pakiet z Samozwaniec i Rodziewiczówny i oczywiście za wszystko byłam zapłaciłam drożej :@ Nie znoszę promocji ;)

  • 13
    nutta 12 listopada 2008 | 16:20:10

    W księgarniach ŚK np. Historyk po normalnej cenie, a podobno dołączony jest do którejś gazety za grosze:(

  • 14
    Annie 12 listopada 2008 | 19:34:55

    Też o tym słyszałam :( Ano nic, może kiedyś uda nam się nie kupić wcześniej czegoś, co później zostanie tak sporo przecenione... Może... ;)

  • 15
    Lilithin 14 listopada 2008 | 10:26:38

    Tak, tak, "Historyk" za 8zł (a w KKKK zdaje się, że za 7 zł:o). Mi się właśnie udało go kupić w tej promocji ;)
    Nie wiem w ogóle jak to się dzieje, że książki wydawane przez ŚK są tańsze gdzie indziej niz w Klubie. Wspomniany już "Historyk" i jeszcze "Malowany welon" - w KKKK za 10zł, a w ŚK w regularnej cenie.

  • 16
    germini 15 listopada 2008 | 0:58:10

    Też dostałam dziś katalog i niesamowicie kręci mnie "Mozart" (mniej więcej na taką promocję właśnie czekałam! :)) oraz "Lisy w winnicy". "Villette" kupię, jak już wyjdzie całość.
    Annie, a czytałaś może coś Feuchtwangera?

  • 17
    Annie 15 listopada 2008 | 22:03:30

    Słowem, ŚK zaczyna sobie 'lecieć w kulki' ;)

    Ger, nie czytałam jeszcze nic, ale mam w domu i 'Żydówkę z Toledo', i jego biografię Goi - kupowałam trochę w ciemno, bo choć wcześniej naczytałam się wielu pozytywnych recenzji w zagranicznych serwisach, to żadna ze znanych mi czytelniczych dusz go nie czytała, żeby móc podzielić się opinią ;)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję