„Kot, który bawił się w listonosza”
Okładka książki „Kot, który bawił się w listonosza”
  • Autor: Lilian Jackson Braun
  • Tytuł: Kot, który bawił się w listonosza
  • Tytuł oryginału: The Cat Who Played Post Office
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 192
  • Rok wydania: 2008
  • Oprawa: miękka
  • ISBN: 978-83-61226-45-1
  • Seria: Dobry Kryminał
  • Wydawca: Elipsa Sp. z o.o.
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Elipsa Sp. z o.o.
Recenzja
Data publikacji: 19 czerwca 2008 A- A A+
Nie tak miała wyglądać kolejna powieść serii. Pani Braun, co Pani zrobiła? Jeśli poprzednia książka porządkowała życie Qwilla, to ta całkowicie wywróciła je do góry nogami. A przy okazji zabrała czytelnikom to, co dla wielu z nich stanowiło jeden z atutów kocich opowieści – dyskretny urok klubu prasowego. Nie przespacerujemy się już więcej po redakcji, lawirując miedzy rzędami identycznych biurek. Nie usłyszymy o nowych pomysłach Percy’ego na pokonanie Morning Rampage. Nie przeczytamy już żadnego nowego artykułu wąsiastego dziennikarza. Welcome to Pickax City, Mr. Qwilleran!

Qwill, dość nieoczekiwanie, decyduje się przyjąć w spadku fortunę rodu Klingenschoenów, a tym samym zgadza się na warunki zapisane w testamencie ciotki Fanny - dziennikarz musi przez pięć lat mieszkać w Pickax City, gdyż dopiero po tym czasie majątek stanie się jego pełnoprawną własnością. Biurowce i hotele na Wschodnim Wybrzeżu. Kilka centrów handlowych. Ziemia w Moose County. Połowa głównej ulicy w Pickax. A także rezydencja Klingenschoenów w Pickax i chata z bali w Mooseville. Słowem, Qwill ma o co walczyć.

– Co będzie, jeżeli tam się przeprowadzisz, ale rozmyślisz się przed upływem pięciu lat? Co wtedy się stanie?
- Wszystko dostaną ci z New Jersey. Przez pięć lat cały majątek jest pod tymczasowym zarządem, ja zaś przez ten czas otrzymuję tylko odsetki…
- To znaczy…
- Po opłaceniu podatków, rocznie ponad milion.
Riker zakrztusił się piklowanym ogórkiem.
- No… jakoś z tego wyżyjesz.


Qwill rzuca pracę w redakcji Daily Fluxion i przeprowadza się na daleką północ hrabstwa Moose. Jednak wbrew pozorom, nowe miejsce zamieszkania nie jest takie złe, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Monumentalna rezydencja, szacunek u obywateli, wspaniała gospodyni (pani Cobb, znana czytelnikom z Kota, który się włączał i wyłączał), dwa cudowne syjamczyki o arystokratycznych nawykach i epikurejskich apetytach oraz przepiękna kobieta u boku. Czego chcieć więcej? A jednak sielanka nie trwa długo. Porządkując dokumenty po zmarłej ciotce, Qwill natrafia na ślad zaginionej przed laty pokojówki. Całe Pickax City jest przekonane, że wyjechała na Florydę zacząć nowe życie. Jednak czy gdyby tak było, zostawiłaby w domu byłej pracodawczyni kosztowną figurkę słonika, złotą bransoletkę oraz tysiąc dolarów? Wąsy Qwillerana drżą i wkrótce jego najgorsze przeczucia potwierdza morderstwo przyjaciółki zbiegłej dziewczyny. Jaki sekret kryje Moose County? Qwill jeszcze nie wie, ale ma zamiar go poznać. Póki co, wie jedno. Że małe miasteczka wcale nie są tak miłe, na jakie wyglądają. Z pozoru wszyscy są przyjaźni, otwarci, a gdzieś pod tym wszystkim kryje się posępna sieć intryg i podchodów.

Najciekawszy element powieści? Pomysł na wprowadzenie czytelnika do fabuły poprzez wypadek głównego bohatera, przykucie go do szpitalnego łóżka i obarczenie krótkotrwałą amnezją. Dzięki retrospektywnym snom i opowieściom przyjaciół, z czasem odtwarza w pamięci nie tylko przebieg wydarzeń z Ittibittiwassee Road, ale także przywołuje wspomnienia z przeszłości – postać matki, szkołę średnią czy pierwszą pracę w zawodzie dziennikarza. Ta przeszłość, wykraczająca poza wydarzenia z pierwszego tomu serii Kot, który…, ugruntowuje wizerunek Qwillerana jako inteligentnego, zabawnego i ciepłego faceta. Co więcej, urealnia jego postać. Qwill przestaje być człowiekiem z nikąd, bagaż doświadczeń wspiera jego postać, ale jej niczym negatywnym nie obarcza.

Muszę przyznać jednak, że z tomu na tom czytam te powieści z coraz mniejszą przyjemnością. Styl pisarki bardzo szybko mi powszednieje, a lektura książki zaczyna po pewnym czasie męczyć. W Stanach Zjednoczonych powieści ukazywały się maksymalnie 2-3 w roku. W Polsce, przy okazji serii, co tydzień jest nowa. I chyba to tempo nie jest dla mnie. Dlatego zastanawiam się czy nie odpocząć przez chwilę od Braun, żeby jej sobie całkiem nie obrzydzić. Wciąż mam w pamięci ciekawość, jaka towarzyszyła mi podczas lektury pierwszych tomów. Mam nadzieję, że nie znikła całkowicie, a jedynie drzemie gdzieś uśpiona. Może na lodówce, na niebieskiej poduszce? Kto wie? ;)
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję