„Rozważna i romantyczna”
Okładka książki „Rozważna i romantyczna”
  • Autor: Jane Austen
  • Tytuł: Rozważna i romantyczna
  • Tytuł oryginału: Sense and Sensibility
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 350
  • Rok wydania: 2007
  • Oprawa: twarda z obwolutą
  • ISBN: 978-83-247-0664-8
  • Wydawca: Świat Książki
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Świat Książki
Recenzja
Data publikacji: 19 czerwca 2008 A- A A+
Jane Austen napisała Rozważną i romantyczną w połowie lat dziewięćdziesiątych XVIII wieku, kiedy miała zaledwie dziewiętnaście lat. Nie opublikowała jednak od razu swego dzieła, zrobiła to dopiero kilkanaście lat później, wydając je pod pseudonimem – The Lady. Już wtedy przyjęto ją z dużym uznaniem. Critical Review zachwalał: doskonale napisana; bohaterowie pochodzą ze szlachty, ich postacie są naturalne i zręcznie zbudowane. Akcja jest wiarygodna, wysoce zajmująca i zabawna; zakończenie takie, jakiego życzyłby sobie czytelnik, całość zaś dostatecznie długa, by podtrzymać zainteresowanie, nie nudząc. Przynosi zaszczyt autorce, która wykazuje się ogromną znajomością charakterów i szczęśliwie łączy zdrowy rozsądek ze sprawami lżejszymi.

Dziś, niemal dwieście lat od jej debiutu, Jane Austen nadal czytana jest z ogromną przyjemnością i cieszy się niezwykłym zainteresowaniem. Ja sama nie mogłam oderwać się od lektury Rozważnej i romantycznej. Powieść napisana jest fantastycznym językiem, pochodzącym z epoki, lecz równocześnie bardzo przystępnym. Nie ma tu zbyt wielu archaizmów, co bezsprzecznie stanowi o łatwości tego przekazu i co, w moim odczuciu, jest jednym z argumentów przemawiających za uniwersalnością opowiadanej historii.

Powieść można odczytywać na kilka sposobów, wszystko zależy od tego, jakich bohaterów sobie upodobaliśmy i czyje losy są nam najbliższe. Podoba mi się to, że każda historia miłosna znalazła swoje rozwiązanie, ale w tym sensie, że czytelnik został o nim poinformowany. Nie ma tu niepotrzebnych niedopowiedzeń. Styl Austen – ironia, przewrotność w konstruowaniu sylwetek bohaterów czy sytuacji ich dotykających – daje niesamowitą przyjemność z obcowania z lekturą i tworzy wystarczający nastrój tajemniczości.

Myślą przewodnią utworu jest kontrast pomiędzy skrajnie różnymi charakterami dwóch sióstr: rozważnej Eleonory i romantycznej Marianny. W XVIII wieku istniała tradycja budowania powieści na motywie starcia dwóch przeciwieństw, najczęściej jednak przeciwstawiano dwie cechy, z których jedna była dobra a druga zła. Austen wychodzi jednak ponad tę tradycję wybierając cechy, które nie tyle co wzajemnie się wykluczają, a uzupełniają. W jej odczuciu rozwaga i romantyczność powinny charakteryzować usposobienie każdego człowieka, gdyż tylko ich współistnienie może zagwarantować danej osobie szczęście.

Jane Austen po mistrzowsku tworzy całą paletę różnorodnych ludzkich charakterów. W detalach dopracowuje nie tylko główne postaci, ale także te drugoplanowe, dzięki czemu świat przedstawiony w powieści żyje swoim własnym życiem, sprawiającym wrażenie nie tak odległego od rzeczywistego. Znajdziemy w nim momentami przesadnie powściągliwą Eleonorę, bujającą w obłokach Mariannę czy obłudną Lucy (te jej ciągle wbijane szpileczki i oczekiwanie na reakcję zaszpileczkowanej strony, aluzje, sugestie, przelukrowane komplementy ;) Każda z przedstawionych kobiet, różni się od siebie nie tylko wiekiem, ale talentami, gustami, sposobem bycia, charakterem. Austen nie określa swoich bohaterek wprost wskazując: ta jest uczciwa, ta dobra, a ta obłudna. Charakteryzuje swoje postaci poprzez ich wypowiedzi, wybory, sposoby działania. Czasem z nich zadrwi i zażartuje, dzięki czemu czytając książkę doskonale wiemy, z którymi z nich Jane chętnie pozostawałaby w stosunkach, a z którymi już niekoniecznie.

Wyłom w tej bogatej panoramie XVIII/XIX-wiecznych postaci, stanowi dla mnie sposób opisywania przez Austen przedstawicieli płci męskiej. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że powieściowi mężczyźni to kobiety, które od innych odróżnia fakt, że chodzą w spodniach i lubują się w polowaniach. Sposób formułowania przez nich wypowiedzi, ich styl w niczym nie różni się od stylu kobiet. A przecież, nawet jeśli mężczyzna wyraża się kwieciście i malowniczo, to jednak zdecydowanie inaczej niż kobieta. Mówi zwięźlej, bardziej dosadnie, wiele niedopowiada, wiele też przemilcza. I w sumie to właśnie ta różnica tworzy napięcia pomiędzy kobietami a mężczyznami; sytuacje, w których te pierwsze coś sugerują a ci drudzy sugestii nie łapią oraz te, w których ci drudzy coś mówią, zaś te pierwsze analizują każdą wypowiedź na milion sposobów. U Austen, wszelkie nieporozumienia słowne nie wynikają właśnie z tej naturalnej odmienności płci i formułowania przez nie swoich wypowiedzi, ale li i wyłącznie z tego, że ktoś był w posiadaniu pewnych informacji, a ktoś nie, bądź ktoś coś źle podsłuchał czy usłyszał.

Inna rzecz, co do której mam zastrzeżenie to nieprzekonywujące zakończenie. Ten ostatni rozdział jest taki... szybki, za szybki. Prędkie wyjaśnienie kto z kim i dlaczego i... koniec. Uważam, że to najmniej dopracowany fragment powieści, odstający od tempa i charakteru opowiadanej historii. Ja bym troszkę je spowolniła, dodając kilka stron i nieco bardziej spokojnie opowiadając jak potoczyły się dzieje bohaterów. Bo w sumie to zakończenie przypomina mi współczesne hollywoodzkie filmy: 1,5h historii + 3 min zakończenia opatrzonego napisem 3 months later... ;) Zresztą w ogóle przemiana Marianny, jej zmiana charakteru w wyniku zaistniałych zdarzeń i przebytej choroby zdaje mi się niepotrzebnie moralizująca. Cała powieść to świetne zwierciadło ówczesnych stosunków społecznych, mające cechy literatury faktu, rzetelnie oddające to, co się wówczas działo. A tu jakoś tak dziwnie – takie pouczenie, żeby nie kierować się w miłości namiętnościami, bo to i tak źle się skończy, a miłość to nie burza uczuć, lecz finansowy kontrakt.

Właściwie dwa pojęcia charakteryzują w pełni XIX-wieczne społeczeństwo: etykieta i pieniądz. I jedno, i drugie decydowało o pozycji społecznej, regulowało relacje międzyludzkie, uzależniało od siebie dalsze losy/szczęście danej postaci. Na przykładzie życia towarzyskiego pań Dashwood można powiedzieć, że dzięki niemu nie czuły się samotne, miały przyjaciół i, w porównaniu do współczesnej tendencji izolowania się ludzi, relacje między nimi a innymi członkami społeczeństwa były bardzo silne. Z drugiej strony, jakże często pojawiały się ich stwierdzenia, że wcale nie są w tym wszystkim szczęśliwe. Obiady były nudne, tematy do rozmów szybko się kończyły, a każdy przy nadarzającej się okazji uciekał w samotność, żeby odpocząć od zgiełku i zebrać myśli. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ówcześni ludzie wpadli w zastawioną przez samych siebie pułapkę - pułapkę etykiety i konwenansów. Kiedy te zachowania doprowadzone już do takich absurdalnych granic sprawiły, że zamiast osiągnięcia wszechobecnej kultury osobistej i pewnej poprawności, każdy przejaw niezależności poczytywany był za brak towarzyskości, arogancję i niekulturalność.

Jedną ze scen, która najmocniej mnie poruszyła była ta, w której Willoughby przybywa do chorej Marianny z prośbą o wybaczenie, a którego z powodu jej złego stanu zdrowia przyjmuje Eleonora. Dziewczyna słucha długich tłumaczeń skruszonego mężczyzny i, zamiast odesłać go z kwitkiem, wybacza mu jego postępowanie, a mało tego – obiecuje opowiedzieć o jego wizycie leczącej jeszcze rany po jego odejściu Mariannie. Poczułam ogromny zgrzyt, gdyż to wybaczanie podszyte taką dawką emocjonalności zupełnie nie pasowało mi do niej, nie było w jej stylu. Willoughby oczyścił się z wszelakiej winy kosztem otaczającego go świata. Bardzo rozbawiło mnie jego stwierdzenie, że chociaż nie dał Elizie, dziewczynie, którą porzucił, a która zaszła z nim w ciążę, swojego adresu to przecież łatwo mogła go odnaleźć i się do niego odezwać, w czym problem? ;) W dzisiejszych czasach owszem, pewnie by się odezwała do niego przez swojego prawnika, ale wówczas, zważywszy na tak niską pozycję kobiety w społeczeństwie i jej naturalną nieśmiałość... Dla mnie całe to jego pokrętne tłumaczenie jest fałszywe i nie wierzę w taki fatalny zbieg okoliczności, że nie wiedział, nie pomyślał... I tu się właśnie dziwię rozważnej Eleonorze, że słuchając go jednak dopuściła do głosu emocje, serce i zaczęła mu współczuć, zaczęło jej być go żal. Sądziłam, że rozprawi się z nim bardziej hardo. A tu nagle pojawiły się w niej wątpliwości, ufność w jego zapewnienia o miłości do Marianny... Dla mnie Willoughby to skrajny egoista, egocentryk, niezdolny do szczerych uczuć i prawdziwych porywów serca. Czuł się niekomfortowo, było mu źle i, doszedłszy do wniosku, że do lepszego samopoczucia potrzebne mu przebaczenie panny Dashwood, zwrócił się o nie. Inna rzecz, że ciekawiło mnie później, czy gdyby nie dowiedział się od przyjaciół, że Marianna jest w tak dramatycznym stanie, wręcz umierająca, to czy też by się pojawił prosząc o wybaczenie. To, co napiszę może zabrzmi podle, ale miałam wrażenie, że spieszył się i wyrażał skruchę tylko dlatego, że bał się, że ona odejdzie i później nie będzie w stanie nijak tego przebaczenia uzyskać ;)
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję