„Ene, due, śmierć”
Okładka książki „Ene, due, śmierć”
  • Autor: M.J. Arlidge
  • Tytuł: Ene, due, śmierć
  • Tytuł oryginału: Eeny Meeny
  • Język oryginału: angielski
  • Przekład: Agnieszka Brodzik
  • Liczba stron: 440
  • Rok wydania: 2015
  • Wymiary: 135 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7976-229-3
  • Wydawca: Czwarta Strona, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Poznań
  • Logo wydawnictwa: Czwarta Strona, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 27 lipca 2015 A- A A+
Witaj nieznajomy. Chcesz żyć? Jeśli tak, to obok telefonu, po który właśnie przed chwilą sięgnąłeś, leży broń. W środku znajduje się tylko jedna kula. Dla Twojego współtowarzysza albo dla ciebie. Taką cenę musisz zapłacić za wolność. Musisz zabić, aby przeżyć. Chcesz żyć? Chcesz żyć czy nie?

Dyżurujący policjant z Głównego Komisariatu Policji w Southampton odbiera zgłoszenie o młodej kobiecie, która wdarła się na teren parku Sampson Winter Wonderland. Dziewczyna jest brudna i przemoczona, a jej ciało pokrywają liczne krwawiące rany. Zachowuje się jak oszalała, praktycznie nic nie mówi, oświadcza jedynie, że nazywa się Amy i że tego ranka zamordowała swojego chłopaka. Na miejsce zdarzenia zostaje wysłana inspektor Helen Grace. Policjantka szybko ustala tożsamość kobiety. Jak się okazuje, to Amy Anderson, której zaginięcie zgłoszono ponad dwa tygodnie temu. Dziewczyna wraz ze swoim chłopakiem była na koncercie w Londynie. Mieli wracać autostopem. Jednak oboje rozpłynęli się bez śladu. Podczas przesłuchania Grace dowiaduje się, że para została uwięziona na dnie nieczynnego basenu miejskiego, w samym środku lasu. Amy zeznaje, że najprawdopodobniej zostali porwani przez kobietę, która zatrzymała się przy nich swoim vanem, kiedy próbowali złapać stopa. Nie mieli dostępu ani do jedzenia, ani do picia. Wraz z nimi na dnie basenu leżał telefon komórkowy, o którego istnieniu dowiedzieli się dopiero, gdy zadzwonił. Zniekształcony głos poinformował ich, że w pomieszczeniu znajduje się także pistolet z jednym nabojem. Zapowiedział też, że ta osoba, która zabije drugą, odzyska wolność. Inspektor Grace jest sceptyczna wobec tych rewelacji. Ma wrażenie, że tak naprawdę sprawa sprowadza się do samoobrony wobec aktu przemocy – być może Sam uderzył Amy albo jej groził, a ona jedynie próbowała się ratować. Jednak jej teoria szybko zostaje obalona. Kolejne osoby giną, a te, które odnajdują się żywe, opowiadają podobnie jak Amy, o tragicznym wyborze, przed którym zostały postawione. Grace zyskuje pewność, że ma do czynienia z psychopatą. Aby go schwytać, daje się wciągnąć mordercy w jego zabójczą grę. Trup ściele się gęsto, śledztwo nabiera tempa, zaczyna się wyścig z czasem. Ene, due, rabe, połknął bocian żabę...

M.J. Arlidge to scenarzysta z wieloletnim doświadczeniem. Przez piętnaście lat pracował dla telewizji, specjalizując się w produkcjach spod znaku drama. Ostatnie pięć spędził przy produkcji kilku seriali kryminalnych dla ITV, emitowanych w godzinach najlepszej oglądalności, w tym The Little House, Undeniable oraz znanych ze stacji Tele 5 Rozdartych. Aktualnie pisze scenariusze do Milczącego świadka, w Polsce dostępnego na BBC Entertainment. Ene, due, śmierć (2014) jest jego debiutem literackim, a zarazem pierwszym tomem serii, której główną bohaterką jest inspektor Helen Grace. O książce zrobiło się głośno podczas Targów Książki we Frankfurcie w 2014 roku, dzięki czemu szybko stała się flagowym tytułem wydawnictwa Penguin Books. W pierwszym miesiącu od jej premiery na Wyspach sprzedano ponad 80 tysięcy egzemplarzy. Prawa do publikacji książki kupiło 25 krajów. Powieść już została przetłumaczona na 21 języków. Co więcej, będzie miała także swoją ekranizację. Nic dziwnego, bo to naprawdę filmowa historia!

Makabryczne wyliczanki w tytułach książek nie są nowością. Prym w tej kwestii od lat wiedzie Agatha Christie, która chętnie łączyła je z fabułą swoich powieści. Tak właśnie powstały takie utwory, jak Entliczek, pentliczek, Pierwsze, drugie… zapnij mi obuwie czy Dziesięciu Murzynków. M.J. Arlidge nie kontynuuje tej tradycji, choć tytuł jego debiutu wyraźnie łączy się z bohaterami jego książki. To właściwie określenie modus operandi sprawcy, a przynajmniej tak początkowo sądzą detektywi z Southampton. Ofiary wydają się być całkowicie przypadkowe. Bo co może łączyć parę młodych ludzi, dwóch adwokatów czy dwie prostytutki? Między innymi tę zagadkę musi rozgryźć inspektor Helen Grace. Kobieta ma do dyspozycji skąpy materiał dowodowy, nieliczny zespół i swoją intuicję.

Grace to policjantka z krwi i kości – jest twarda i zdeterminowana. Myśli nieszablonowo, a jej metody są niestandardowe, dzięki czemu potrafi doprowadzić do końca nawet najbardziej skomplikowane sprawy. Kobieta błyskawicznie wspina się po szczeblach kariery. Praca w policji jest dla niej wszystkim. Jednak swoich kolegów po fachu trzyma na dystans. Jest samotnicą i indywidualistką. Z uwagi na bolesne doświadczenia, nie pozwala sobie na zbędne emocje. Jest skryta i wycofana, a przy tym zdana tylko na siebie – nie ma żadnej rodziny. Nieliczne wolne chwile poświęca swojej jedynej pasji – motocyklom. Duża prędkość i chwilowe poczucie nieskrępowanej wolności pozwalają jej choć na moment wyzwolić się od trudnej przeszłości. Jednak ostatecznie i tak miniona trauma dopada ją. Ból jest wszechogarniający. Grace stara się go zagłuszyć chłostą, która staje się dla niej jedynym sposobem na duchowe oczyszczenie. Próbuje przekuć poczucie winy we wściekłość. Tymczasem towarzyszy jej jedynie rozczarowanie.

Oś fabuły zasadza się na pojedynku pomiędzy ścigającą a ściganym. W miarę postępu śledztwa okazuje się, że inspektor Grace odgrywa bardzo ważną rolę w makabrycznych poczynaniach psychopatycznego mordercy. Dla tajemniczego zabójcy śmierć to gra. Ofiary nie są dla niego ważne – to jedynie pionki, które rozmyślnie przesuwa po swojej straszliwej planszy, aby jak najbardziej zbliżyć się do Helen. Jednak dla wszystkich uprowadzonych ludzi uwięzienie oznacza koniec ich dotychczasowego życia.

Porwani przebywają w nieludzkich warunkach. W ciemności, w ciszy, w zamknięciu. Bez jedzenia, bez wody, bez godności. Stają przed wyborem: albo zabiją, albo zostaną zabici. Początkowo niemal wszyscy odrzucają ultimatum porywacza. Jednak przedłużająca się niewola, wycieńczenie i narastające przerażenie ostatecznie zmuszają ich do podjęcia działań, które w normalnych okolicznościach byłyby dla nich nie do pomyślenia. Kiedy narasta panika, kontrolę przejmuje instynkt samozachowawczy. Wygrywa silniejszy, szybszy, sprytniejszy. Pada strzał. Przegrany umiera, zwycięzca wychodzi na wolność. Ale nie triumfuje. Dla wielu dojmujące poczucie winy okazuje się całkowicie destruktywne. Ene, due, śmierć to wstrząsająca opowieść o tym, co dzieje się z człowiekiem, który dociera do granicy, za którą nie ma już nic.

Mocne, drastyczne, momentami naturalistyczne opisy i genialnie uknuta intryga to największe atuty debiutu M.J. Arlidge’a. Zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie już tylko rośnie. Zawrotne tempo podtrzymują w obrębie fabuły liczne zwroty akcji, a w obrębie struktury powieści – krótkie, dynamiczne rozdziały. Narracja jest i pierwszo-, i trzecioosobowa, a autor przedstawia wydarzenia z trzech perspektywy: ofiar, śledczych i mordercy. A mimo to skutecznie zwodzi czytelnika. Pozbawia go też całkowicie jakiejkolwiek nadziei. W świecie Helen Grace sprawiedliwość zwycięża dokładnie tak samo, jak porwani, którzy decydują się nacisnąć na spust. Niby triumfują, ale co to za triumf? Niby żyją, ale co to za życie? Bo kiedy już raz wpadnie się w szpony zła, nie da się z nich wyrwać.


Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję