„Kropla oliwy”
Okładka książki „Kropla oliwy”
  • Autor: Simonetta Agnello Hornby
  • Tytuł: Kropla oliwy
  • Tytuł oryginału: Un filo d'olio. Con 28 ricette di Chiara Agnello
  • Język oryginału: włoski
  • Przekład: Mateusz Salwa
  • Liczba stron: 240
  • Rok wydania: 2014
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 125 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7536-781-2
  • Seria: Dolce Vita
  • Wydawca: Czarne, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Wołowiec
  • Logo wydawnictwa: Czarne, Wydawnictwo
  • Logo serii: Dolce Vita
Recenzja
Data publikacji: 3 listopada 2014 A- A A+
Od lat marzyła o tym, aby zredagować przepisy na desery, które jej ukochana babcia Maria spisywała w swoim zeszyciku. Niewielki brulion z wyblakłymi stronami w jasnozieloną linię przypominał książkę. Miał spis treści i ponumerowane kartki, które nosiły na sobie ślady drobnych palców ubrudzonych czekoladą i masłem. Kajecik był wypełniony dziesiątkami przepisów zapisanych kanciastym i nierównym pismem. Były raczej skąpe i ograniczały się do listy składników i ich proporcji, ale seniorka rodu Agnellów wiedziała jak wyczarować z nich prawdziwe cuda. Swoją tajemnicę przekazała córkom, a te swoim dzieciom. I tak oto Simonetta i Chiara stały się kontynuatorkami kulinarnych tradycji jednej z najznakomitszych sycylijskich rodzin. Trzy lata temu starsza z sióstr postanowiła wydać zbiór babcinych przepisów. Aby przygotować książkę, godzinami gotowała wespół z Chiarą, wypróbowując receptury na poszczególne potrawy. Na koniec zaś każdy przepis okrasiła wspomnieniami z życia rodu Agnellów i związanych z nimi ludzi. I oto jest: „Kropla oliwy”. Książka napisana bez nostalgii, ale za to z wdzięcznością i miłością do mamy i cioci Teresy, dwóch bardzo bliskich sobie sióstr, które nigdy nie zaznały smaku najmniejszej bodaj różnicy zdań. Ilekroć przygotowujemy któryś z ich deserów, mamy wrażenie, że ciocia Teresa jest z nami – ze swoimi siwymi włosami, sznurem pereł i uśmiechem, z którym podawała łyżeczkę mamie, mówiąc: „Elenù, spróbuj, będziesz umiała powiedzieć, czy niczego nie brakuje”, na co ta odpowiadała zawsze: „Teresù, wyśmienite!”.

Simonetta Agnello Hornby urodziła się 27 listopada 1945 roku w Palermo, w zamożnej rodzinie należącej do sycylijskiej arystokracji. W ciągu roku jej bliscy dzielili swój czas pomiędzy dwie posiadłości. W okresie jesienno-zimowym mieszkali w rezydencji w Agrigento, latem zaś przenosili się do Mosè. Przeprowadzka odbywała się etapami, a rozpoczynała już w pierwszych dniach maja. Najpierw do posiadłości wyruszały pomoce domowe, które miały za zadanie posprzątać w domu, rozpakować bagaże należące do baronostwa i, co najważniejsze, rozmieścić zapasy w spiżarniach. Po kilku dniach na miejsce zajeżdżała rodzina Agnellów. W kolejnych tygodniach do Mosè przybywali pozostali goście: dziadkowie, kuzyni, dalsi znajomi. Każdego roku, od pięciu pokoleń.

Posiadłość była w stanie pomieścić na raz nawet kilkudziesięciu gości. Dom w Mosè był bowiem nader okazały. Fasada, ujęta po bokach wieżyczkami z blankami, była płaska i surowa; na drugim piętrze znajdowało się sześć balkonów, a poniżej sześć okien równej szerokości. Po obu stronach szarej żelaznej bramy znajdowały się zabezpieczone potężnymi czarnymi kratami okienka piwnic. Tata upiększył dom, tynkując go na czerwono i osadzając w oknach pomalowane na zielono okiennice. Ową zgrzebną kanciastość budowli miały po jakimś czasie złagodzić glicynie i inne pnącza, które wtedy dopiero co posadzono. Dzięki nim także różnice między częścią średniowieczną i dziewiętnastowieczną z czasem miały przestać być widoczne. Jedynym delikatnym elementem architektonicznym był kościółek, jak nazywaliśmy przylegającą do domu kaplicę. Rezydencja została zniszczona podczas bombardowania w czasie II wojny światowej. Baron Agnello odbudował ją zaraz w pierwszych latach po wojnie. Od tego czasu dom nieprzerwanie pachniał gorącym chlebem, aromatycznymi potrawami i świeżymi ziołami. Zawiadywał nim zarządca, który wraz ze swoją rodziną mieszkał w posiadłości przez cały rok. Kilkuletnią Simonettę otaczała rozliczna służba – kamerdynerzy, pokojówki, nianie czy kucharki. W Mosè było wyjątkowo gwarno. Zgiełk wzrastał, kiedy w posiadłości licznie pojawiali się sezonowi pracownicy, jak choćby mennulare, czyli zbieraczki migdałów.

Simonetta Agnello Hornby zabiera czytelników w podróż do nieistniejącego już świata. Sycylia lat 50. XX wieku jest czarująca i zaludniona przez nietuzinkowe postaci, ot, choćby przypominającego pana Dulskiego dziadka Agnello z jego codziennymi przebieżkami wokół stołu czy ciocię Giuseppinę ochoczo chodzącą na pogrzeby znanych ludzi. Niemal z każdym bohaterem wiąże się wyjątkowa historia. Autorka opowiada więc o chronieniu przez jedną z pokojówek cnoty i dobrego imienia przy pomocy worka, który nosiła na głowie, o zaplanowanej ucieczce z domu córki kierowcy tylko po to, aby jej ojciec nie musiał wręczać posagu rodzinie narzeczonego czy też o dorocznych wizytach w gospodarstwie uczniów seminarium duchownego, którzy zażywszy odrobiny wolności, niepomni na sutanny prędko wspinali się na drzewa i huśtali na gałęziach jak małpy. Wspomina swoją miłość do ulubionego wujka Ignazia, nienawiść wobec jego narzeczonej i swoją pierwszą spowiedź, kiedy w konfesjonale przyznała się do cudzołóstwa i rozwiązłości. Święcie wierzyłam, że pierwsze polega na męczeniu mrówek, za co regularnie krzyczała na mnie Giuliana – bawiło mnie bowiem wtykanie w ich jamki patyczka i wywracanie im wszystkiego do góry nogami, wskutek czego oszalałe z bólu, biegały jak opętane po rozgrzebanej ziemi. Drugie zaś najzwyczajniej w świecie oznaczało dla mnie pociąg do rzeczy luksusowych, a zwłaszcza wieczorowych strojów cioci Teresy, które nosiła za młodu – tych żorżetowych i obszytych cekinami falban, w które przebierałam się zrazem ze swoją najlepszą przyjaciółką Chicchi.

Dzięki rozlicznym anegdotom pisarka przybliża czytelnikom dawne zwyczaje. Jednak przede wszystkim Simonetta Agnello Hornby opowiada o jedzeniu. Już jako kilkulatka chętnie i często zaglądała do kuchni – najpierw by podglądać gotującą mamę, później zaś by pomagać jej w pracach kuchennych. Niemal z każdej strony książki unoszą się kuszące aromaty. W kuchni Rosalii pachnie aromatyczna caffè d’u parrinu z cynamonem, goździkami i cukrem waniliowym. Znad patelni Cateriny dobiega skwierczenie oleju, na którym rumienią się kotleciki z bakłażanów. W rękach dzieci migoczą srebrne łyżeczki, na których pysznią się wiśnie w syropie. Mimo że kuchnia Sycylijczyków jest apetyczna, jest przy tym bardzo uboga. Mieszkańcy Mosè przygotowują swoje posiłki w rytmie pór roku. Na ich stołach rzadko kiedy gości mięso, na talerzach królują sery i warzywa. A to pecorino, a to ricotta z serwatką, a to tuma. Niemal codziennie pomidory, cebule, papryki, cukinie. Podawane na chrupiącym chlebie czy też z makaronem. Z majerankiem, oregano i bazylią. Jednak żadna z potraw nie byłaby tak smaczna, gdyby nie kropla oliwy. „Odświeżała” rozmaite resztki, a także jeszcze lekko ciepłe, ugotowane warzywa, które dzięki niej nabierały smaku, przywracała świetność odgrzewanemu plackowi, potrafiła przekształcić w maleńkie pyszne pizze kromki suchego chleba – moczyło się je w wodzie i mleku, obkładało pomidorami bez skórki, kawałkami „tumy”, lekko soliło i pieprzyło, po czy na chwilę wstawiało do piekarnika. A dodana w większej ilości, poprawiała smak także gotowanych ziemniaków, które jadaliśmy na kolację.

Kropla oliwy to książka, której trudno się oprzeć. Napisana żywym i barwnym językiem, z niespieszną narracją, pełna humoru i ciepła, a przy tym szalenie zmysłowa. Doprawiona fotografiami z rodzinnego archiwum Agnellów i dwudziestoma ośmioma przepisami na przepyszne potrawy, wciąga bez reszty. Także dlatego, że ta powieść to coś więcej niż opis sycylijskich wakacji kilkuletniej dziewczynki. To jedyne w swoim rodzaju zaproszenie do zaginionego świata. Tym ciekawsze, że dziś w wiejskiej posiadłości rodziny znajduje się Fattoria Mosè. Każdy może przenocować w rezydencji, spróbować potraw przygotowywanych własnoręcznie przez autorkę książki i przeżyć swoje własne sycylijskie wakacje. To dopiero brzmi apetycznie!
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję