„Emma”
Okładka książki „Emma”
  • Autor: Jane Austen
  • Tytuł: Emma
  • Tytuł oryginału: Emma
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 480
  • Rok wydania: 2007
  • Oprawa: twarda z obwolutą
  • ISBN: 978-83-247-0652-5
  • Wydawca: Świat Książki
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Świat Książki
Recenzja
Data publikacji: 19 czerwca 2008 A- A A+
Zamierzam stworzyć bohaterkę, za którą nikt, prócz mnie, nie będzie przepadał. Jak zapowiedziała, tak zrobiła. Emma Jane Austen, w świetle jej poprzednich dokonań literackich, jest zupełnie nietypowa – ze względu na charakter jej głównej bohaterki, ze względu na oś fabuły i opowiadaną historię oraz ze względu na inne tłumaczenie, wyjątkowo niedokonane przez Annę Przedpełską-Trzeciakowską, której styl nieodmiennie utożsamiam ze stylem Austen. Jak w świetle tych zmian czytało mi się Emmę? Źle. Z permanentnie narastającą irytacją. Jeśli więc ktoś zaczynał swoją przygodę z Austen właśnie od tej powieści i na niej ją zakończył, to wcale a wcale mu się nie dziwię. Bo nie było fajnie ;)

Powieść powstała na przełomie 1816 i 1817 roku. Ideą Austen było, aby tematem odbiegała pozostałych. Jej bohaterką nie miała być biedna panna na wydaniu o kiepskiej pozycji społecznej, a niezależna, trochę zepsuta, piękna młoda kobieta z pokaźnym majątkiem, nie mająca ani trosk finansowych, ani żadnych chęci na zawarcie związku małżeńskiego. Czy Emma spełnia te wymagania? Owszem. Jest zadufaną w sobie egoistką, hipokrytką, której działania przynoszą wszystkim więcej szkody niż pożytku. Egocentryczka, która nawet z filantropii zrobiła sobie czystą rozrywkę:

Tymczasem zbliżały się do samotnej chaty, poniechały więc dalszej rozmowy. Emma miała bardzo współczujące serce, toteż biedacy mogli liczyć w swej niedoli zarówno na jej osobistą opiekę, dobroć, rady, cierpliwość, jak na pomoc pieniężną. Rozumiała ich obyczaje, była wyrozumiała wobec nieuctwa i pokus, którym ulegali, nie miała żadnych romantycznych złudzeń co do ich niezwykłych cnót (...). Tym razem odwiedziła dom dotknięty równocześnie biedą i chorobą, pozostała więc tam dość długo, by pocieszyć nieszczęsną rodzinę i dać im dobrą radę, po czym opuściła chatę pod tak głębokim wrażeniem tego, co widziała, że rzekła po drodze do Harriet:
- Taki widok dobrze wpływa na człowieka. Jakże błahe wydają się wszystkie inne zmartwienia!


Co prawda, w trakcie powieści Emma przechodzi przemianę pod wpływem miłości do pana Knightley’a, jednak ta jej przemiana wewnętrzna jest dla mnie zupełnie nieprzekonywująca. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że miłość do Knightley’a przytłumiła jej wady, ale ich nie wypleniła. Małżeństwo Harriet z Robertem Martinem zaakceptowała w moim odczuciu tylko dlatego, że miała wyrzuty sumienia, iż wcześniej swoimi dobrymi chęciami wybrukowała piekło przyjaciółce. Emma nie zmieniła swojego podejścia do niżej urodzonych: Harriet zresztą, z dniem każdym bardziej związana z rodziną Martinów, bywała w Hartfield coraz rzadszym gościem, czego zresztą nie należało żałować. W ogóle, zdaje mi się, że naprawianie stosunków z ludźmi, których skrzywdziła, do końca motywowała dążeniem do osiągnięcia spokoju własnego sumienia, a nie zrekompensowania komuś strat czy doznanej przykrości. To dalej ona była w centrum. I zmieniła się na tyle, na ile potrzeba jej było, aby zdobyć Knightley’a.

Na przykładzie Emmy, Austen wyśmienicie pokazała jak zachowanie tak zwanych wyższych sfer ociekało obłudą. Zwłaszcza mam tu na myśli zachowanie Emmy w stosunku do państwa Cole:

(...) Od wielu tygodni wiedziała doskonale, jak zareaguje na ową bezczelność, lecz gdy wreszcie nadszedł dzień obrazy, poczuła się dotknięta w całkiem odmienny sposób. W Donwell i Randalls otrzymano już zaproszenia na wielki obiad, podczas gdy ona i ojciec zostali pominięci, wytłumaczenie zaś, jakie znalazła na to pani Weston (...) nie wydało jej się wystarczające. Wolałaby mieć możność odmowy; kiedy zaś myśl o towarzystwie tam zebranym, na które składały się najmilsze dla niej osoby, zaczęła uparcie powracać, nie wiedziałaby czy nie skusiłaby się na przyjęcie zaproszenia. (...) Frank Churchill z całą powagą wyrażał ubolewanie, że nie spotka tam Emmy. \"Czy wieczór nie zakończy się tańcami?\" - zapytał. Podobna możliwość rozdrażniła ją jeszcze bardziej, to zaś, iż samotną i wyniosłą, pozostawiono ją na uboczu, choćby nawet miał to być wyraz szacunku, dawało tylko słabą pociechę.
Nadejście tego właśnie zaproszenia do Hartfield w czasie bytności tam Westonów uczyniło ich obecność wielce pożądaną. Choć bowiem pierwsze słowa Emmy, gdy czytała list, brzmiały: \"Naturalnie, trzeba odmówić\", zaraz potem wszakże zapytała, co jej radzą, toteż skwapliwie przez nich udzielona rada, aby przyjęła zaproszenie, odniosła szybki i pomyślny skutek.


Dlatego też państwo Cole zwlekając z wysłaniem zaproszenia dla Emmy koncertowo utarli jej nosa ;)

Inna antypatia? Pani Elton oraz jej bogate zasoby wewnętrzne ;) Pan Bóg obdarzył mnie takimi zasobami wewnętrznymi, że świat nie jest mi potrzebny. Mogę się bez niego obejść. Dla tych, którzy nie posiadają podobnych zasobów, to inna sprawa, ale moje życie wewnętrzne czyni mnie całkiem niezależną.

Nie znaczy to jednak, że żadnej z powieściowych postaci nie polubiłam. Pozytywne wrażenie zrobiły na mnie pani Weston i Jane Fairfax. Gdyby to któraś z nich obsadzona była w roli bohaterki-narratorki, sądzę, że powieść czytałoby mi się jak poprzednie, wyśmienicie. Jednak moim absolutnym faworytem jest Jerzy Knightley. Obok Darcy’ego, moja druga austenowska miłość ;) Cudowny mężczyzna - inteligentny, błyskotliwy, dojrzały, rozsądny, zabawny... Słowem, prawdziwy rycerz ;)

Zabawną, acz na dłuższą metę męczącą, postacią był hipochondryczny pan Woodhouse. Wiecznie unikający przeciągów, groźby zaziębienia i przypadkowego zjedzenia czegokolwiek, co w jego mniemaniu byłoby szkodliwe (tak właściwie to wszystkiego prócz kaszy ;) W fenomenalny sposób Austen wykorzystywała fobie głowy rodu Woodhouse’ów do stwarzania przekomicznych sytuacji. W pamięci utkwiła mi scena, kiedy podczas pobytu mieszkańców Hartfield w Randalls, zasypał ich śnieg i kiedy Jan Knightley, mąż starszej córki pana Woodhouse’a, zwrócił się do teścia tymi słowy:

- Podziwiałem odwagę ojca - mówił - że zaryzykował wyruszyć w taką pogodę jak dzisiaj, bo przecież wiadomo było z góry, że niedługo zacznie padać. Każdy widział, że zanosi się na śnieg. Podziwiałem animusz ojca, mam nadzieję, że wszyscy dotrzemy szczęśliwie do domu. Choćby śnieg miał padać jeszcze godzinę czy dwie, droga nie powinna być nie do przebycia. Ostatecznie są dwie karety, jeżeli nawet jedna utknie w zawiei, zostanie nam jeszcze druga. Tak, myślę, że zajedziemy żywi i cali do Hartfield przed północą.
Pan Woodhouse (...) przez dłuższy czas nie mógł nic powiedzieć.


Słowem, Emma to bodaj jedyna powieść Austen, której główna bohaterka jest odporna na urok mężczyzn i gorączkowo zastanawia się nie nad tym, jak wzbudzić ich zainteresowanie, ale jak nie dopuścić, aby jej się oświadczyli. Nie ma tu pogoni czy to za majątkiem, czy za małżeństwem, ale równocześnie więcej tu obłudy i fałszu, aniżeli ciepła i prawdziwego uczucia. Myślę, że będzie to jedyna powieść mojej ulubionej pisarki, do której nie wrócę. Z dwóch powodów – z sympatii do niej i z sympatii do samej siebie. Jej nie chcę znielubić, a siebie – znowu zdenerwować ;)
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję