„Badenheim 1939”
Okładka książki „Badenheim 1939”
  • Autor: Aharon Appelfeld
  • Tytuł: Badenheim 1939
  • Język oryginału: hebrajski
  • Liczba stron: 168
  • Rok wydania: 2004
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 12,5x19,5 cm
  • ISBN: 83-89291-46-0
  • Seria: Don Kichot i Sancho Pansa
  • Wydawca: W.A.B., Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: W.A.B., Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 19 czerwca 2008 A- A A+
Napisałem trzydzieści książek - powieści, opowiadań, esejów, również autobiografię. Zawsze podkreślam w wywiadach, że jak w tytule słynnej powieści Márqueza – piszę o stu latach żydowskiej samotności. – Aharon Appelfeld. Jeden z najwybitniejszych współczesnych pisarzy izraelskich. Wykładowca literatury hebrajskiej na Uniwersytecie Ben Guriona, laureat wielu międzynarodowych nagród literackich, w tym Jewish Book Award. Badenheim 1939 (1979) jest pierwszą powieścią Appelfelda przetłumaczoną na język polski. Na szczęście, nie ostatnią. Pisarz w niezwykły sposób opowiada o tragicznych wydarzeniach, których przyszło mu być nie tylko świadkiem, ale również bohaterem. Matka Appelfelda zginęła z rąk nazistów, on sam w wieku dziewięciu lat znalazł się w obozie, z którego jednak udało mu się uciec. Po dwudziestu latach od zakończenia wojny przypadkowo odnalazł swojego ojca. Nie szukał go wcześniej. Był przekonany, że zginął w Oświęcimiu.

Imre Kertész, węgierski pisarz, stwierdził, że ściskający gardło efekt autor osiąga pozornie bez żadnych środków. I tak jest w istocie. Krótkie, proste, lapidarne zdania niosą treść niezwykłą – gwałtowną i niezwykle okrutną. Badenheim 1939 jest powieścią, która w wyjątkowy sposób opowiada o Holocauście. Pogodna, nieskomplikowana historia, której koniec wyznacza stukot kół lokomotywy odjeżdżającej ze stacji. Nie w nieznane. Ku śmierci.

Badenheim – niewielki, zaciszny kurort położony nieopodal Wiednia. Mekka letników zjeżdżających na wiosenno-letni urlop. Kwietniowe słońce delikatnie muska skórę spacerowiczów, pączki już dawno rozwinęły się i drzewa w pełni kwitną zdobiąc parkowe alejki. Idylliczny obraz dopełniają ciasteczka z truskawkami, strucle i różowe lody serwowane w okolicznej cukierni. Mili, sympatyczni letnicy cieszą się pobytem w kurorcie. Raduje ich myśl o nadchodzącym festiwalu muzycznym. Grają w karty, spacerują, beztrosko plotkują. Cieszą się życiem. Przyjemną atmosferę zakłóca jedynie pojawienie się obcego – inspektora sanitarnego: O dziesiątej zjawił się inspektor z wydziału sanitarnego w celu dokonania oględzin apteki. Pytał o dziwne szczegóły: kto jest właścicielem, kto spadkobiercą, kiedy i od kogo lokal został kupiony i jaką ma wartość. Zaskoczony Martin tłumaczył, że wszystko zostało odnowione i poddane gruntownej dezynfekcji. Urzędnik wyciągnął metrówkę i zaczął robić jakieś pomiary. Nie przeprosił, nie podziękował, wreszcie wyszedł. Miał być pierwszym z wielu, którzy mieli przychodzić, nie przepraszać i nigdy za nic nie dziękować. Nazajutrz władze poinformowały, że kompetencje wydziału sanitarnego zostały rozszerzone i w przyszłości będzie on mógł przeprowadzać samodzielne śledztwa. Skromny komunikat w tej sprawie znalazł się na miejskiej tablicy ogłoszeń.

Appelfeld buduje napięcie wplatając do fabuły właśnie takie drobiazgi. Zdania, które dla mieszkańców i gości Badenheim niewiele znaczą. Słowa, które czytelnikom uświadamiają iluzoryczność opisywanego przez pisarza świata, przywołując w pamięci obrazy oświęcimskiej kaźni. Inspektorzy wprowadzają się do miasta, coraz mocniej zaczynają ingerować w życie letników, ale ci jakby zdawali się ich nie zauważać. Żyją własnym, beztroskim życiem, ignorując kolejne nakazy i zakazy, nie dbając o ich z dnia na dzień zmniejszającą się wolność. Kiedy władze ogłaszają obowiązek rejestrowania się obywateli żydowskiego pochodzenia, z dziecięcą naiwnością stwierdzają, że to pewnie dlatego, że wydział sanitarny chce pochwalić się tak ważnymi osobistościami i dlatego pragnie wpisać je do swojej złotej księgi. Nie ma w tym nic dziwnego. I tylko czytelnikowi serce wyrywa się z piersi, krzyczy, żeby ich ratować, zabrać z przeklętego Badenheim i ukryć.

Wtem, łagodne wiosenne światło osnuwa się mgłą szarości. Na ulicach panuje pustka, koła dorożki nie turkoczą już rytmicznie o bruk. Senną ciszę miasta zastąpiła cisza wyczekiwania. Letnicy są zdezorientowani, przestają rozumieć, co się dzieje. Wiedzą jedynie, że za niedługo wszyscy pojadą co cudownej Polski. Karmieni obrazami krainy mlekiem i miodem płynącej, cieszą się na wyjazd. Śnią sen o Polsce i zastanawiają się, jak będzie wyglądało ich życie w tym tak dalekim, ale tak bliskim ich sercom kraju. Doktor Pappenheim opowiada o wspaniałej Polsce. O cudownym świecie, do którego wkrótce się przeniosą. Tu nie mają już prawa bytu, została tylko pustka.

W miarę ich oczekiwania na wyjazd, humor letników gaśnie, stają się smutni i przygnębieni. Niszczeje nie tylko ich pogoda ducha, ale także miasteczko – Apteka przypominała mroczną jamę. Wyrwaną okiennicę wrzucono do kanału, a rozbita, strzaskana futryna sterczała w stronę ulicy. (…) Cukiernię obrosła plątanina pnączy. Latarnia stojąca obok rzucała światło na krzaki i opadłe liście. Dom pogrążony był w całkowitej ciemności. Nie ma już ciastek z kremem i torcików. Nie ma już radosnego, kwitnącego Badenheim, jakie przyjezdni zastali wiosną.

Jednak nie wszyscy letnicy pragną wyjechać. Zakłopotani i speszeni, próbują dociec, dlaczego wplątuje się ich w coś, w czym wcale nie chcą uczestniczyć: Przygnano mnie tutaj, argumentując, że jestem Żydem. Na pewno chodziło im o „Ostjuden”, a ja przecież, tak jak wy, jestem Austriakiem. Moi przodkowie? Nie wiem. Możliwe, że pochodzili ze Wschodu. Zresztą nie ma to chyba większego znaczenia. Jednak okazuje się, że to ma znaczenie. Chociaż zasymilowani, Żydzi pozostają Żydami i trzeba ich wywieźć wszystkich z Badenheim, bez wyjątku.

Appelfeld zamiast pisać o okrucieństwie i bestialstwie, jakiego dopuszczono się wobec jego narodu podczas drugiej wojny światowej, zdecydował się opowiedzieć historię o niewielkiej społeczności, na chwilę przed jej unicestwieniem. Dla czytelnika najbardziej wstrząsający jest kontrast pomiędzy radosnym, zwykłym życiem letników (zwłaszcza jeśli dostrzeże jak bardzo to życie przypomina to, które sam wiedzie na co dzień), ich niewiedzą, a jego własną świadomością czekającej ich zagłady, nieuchronności końca, skali zbliżającego się zagrożenia… Badenheim 1939 to opowieść o przededniu zagłady, opowieść niezwykle przejmująca. Okrutna w swojej prostocie. Lektura absolutnie obowiązkowa.

Lokomotywa, do której doczepiono cztery bydlęce wagony, wyłoniła się zza pagórków i zatrzymała na stacji. Pojawiła się tak nagle, jakby wyrosła spod ziemi.
- Wychodzić! – dały się słyszeć rozkazujące głosy.
A ludzie wchodzili i znikali w wagonach. Również ci, którzy stali z lemoniadą lub kawałkiem czekolady w ręku. Starszy kelner i pies zostali wchłonięci z łatwością, z jaką ziarno znika w lejku. Mimo to doktor Pappenheim zdążył jeszcze obwieścić:
- Skoro wagony są takie brudne, to znaczy, że droga nie może być daleka!
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję