„Pelagia i czerwony kogut”
Okładka książki „Pelagia i czerwony kogut”
  • Autor: Boris Akunin
  • Tytuł: Pelagia i czerwony kogut
  • Tytuł oryginału: Piełagija i krasnyj pietuch
  • Język oryginału: rosyjski
  • Przekład: Henryk Chłystowski
  • Liczba stron: 420
  • Rok wydania: 2004
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 145 x 235 mm
  • ISBN: 83-7392-078-1
  • Seria: Kryminał prowincjonalny
  • Wydawca: Noir sur Blanc, Oficyna Literacka
  • Miejsce wydania: Warszawa
Recenzja
Data publikacji: 19 sierpnia 2009 A- A A+
Ostatnia część cyklu o zawołżskim detektywie w spódnicy, a właściwie w riasie, spotkała się z nie do końca entuzjastycznym przyjęciem ze strony fanów. Za mroczna, zbyt mistyczna, nie do końca klarowna, a nawet… obrażająca uczucia religijne. Szczerze powiedziawszy, sama nie wiem, co o niej sądzić. Ta powieść zdecydowanie odstaje od dwóch pozostałych. Czy jest przez to gorsza? Raczej nie. Ale też nie powaliła mnie na kolana. Chyba oczekiwałam czegoś więcej.

Tym razem siostra Pelagia staje przed nadzwyczaj trudnym zadaniem. Na pokładzie parowca „Jesiotr”, którym mniszka podróżuje razem z władyką Mitrofaniuszem i jego sekretarzem, zostaje zamordowany przywódca przechrztów, Manujła. Wkrótce po wypłynięciu z portu prorok zostaje znaleziony w swej kajucie martwy. Mając świadomość, że Manujła oraz jego uczniowie, tak zwane „znajdy” – odstępcy od wiary prawosławnej – cieszą się powszechną antypatią, Pelagia czuje, że wskazanie podejrzanego o zabójstwo wcale nie będzie łatwe. Nieoczekiwanie, prowadzący śledztwo, Sergiusz Sergiejewicz Dolinin, prosi piegowatą mniszkę o pomoc w rozwiązaniu sprawy. Pelagia wyrusza więc ze śledczym do małej poduralskiej wioski, skąd rzekomo wywodził się prorok, a trop prowadzi ją stamtąd wprost do Ziemi Świętej…

Lektura Pelagii i czerwonego koguta (2003) wymaga cierpliwości. Po dwóch tomach, które stylem i charakterem były do siebie zbliżone, dostajemy do rąk zupełnie odmienny produkt. Zamiast Zawołżska – poduralską wioskę i Jerozolimę. Zamiast niespiesznej akcji – prawdziwy maraton. Boris Akunin wprawia bowiem Pelagię w ruch, z którego nie sposób jej zatrzymać. Mniszka pędzi z miejsca na miejsce, od bohatera do bohatera, galopując przy tym w tempie, którego nie powstydziłby się Usain Bold, obecny rekordzista świata. Nie można smakować ani fabuły, ani opisów świata przedstawionego. Skutek? Jeden – czytelnik nie jest w stanie niczego zapamiętać. Pozornie uporządkowaną fabułę ogarnia chaos. Mistycyzm wypiera intrygę kryminalną, dotychczasową estetykę – epatowanie brutalnością. Wiele wątków zostaje porzuconych na rzecz dalszego rozwoju zdarzeń. Zabrakło mi na przykład słówka o Bochniaczku – chętnie dowiedziałabym się, co się z nim stało, po tym, jak nieoczekiwanie porwał go nurt Rzeki. Także przekład wydaje mi się słabszy. Nie znam języka rosyjskiego, ale przyjemniej czytało mi się tomy przetłumaczone przez Wiktora Dłuskiego. Tłumaczowi udawało się bowiem zachować melodyjność, śpiewność języka rosyjskiego, a także w znakomity sposób przekładać gwarę. Tu tego zabrakło.

Mam ogromny żal do Borisa Akunina o jeszcze jedną rzecz. Już pal sześć rozczarowujące zakończenie. Sergiusz Sergiejewicz Dolinin, Matwiej Bencjonowicz Berdyczowski, nawet władyka Mitrofaniusz… Ich nagłe uczucie do Pelagii przemienia momentami świetny kryminał w tandetny romans historyczny. Czytając, miałam nadzieję, że znajdę swojego czerwonego koguta, który wyprowadzi mnie wprost do światła z tej dość osobliwej książki.

Żałuję, że świetna seria kończy się powieścią raczej przeciętną. Żałuję, że już nigdy nie będę miała okazji śledzić nowych przygód mniszki Pelagii. Jednak smutek ginie pod naporem radości z poznania cyklu. Kryminały Akunina bowiem, jak żadne inne, koniecznie należy przeczytać.
Komentarze
  • 1
    ZgAga 15 sierpnia 2011 | 23:43:13

    Uważam, że ostatni tom przygód mniszki jest najciekawszy z wszystkich trzech. Ludzie boją się polemiki religijnej, obawiają wycieczek w świat mistyczny z nieznanych mi powodów. Dyskurs, jaki podjął Akunin w tym tomie przypomina nieco Bułhakowowskiego "Mistrza i Małgorzatę", jedną z moich ukochanych książek, ale z drugiej strony - co najważniejsze - ukazuje ludzką naturę. Śmiało i bez zbędnych ceregieli. Naturę, która nie zmienia się od tysiącleci, choć niby powinna. To jest to co pisarz powinien robić - i o czym Akunin mówił w jednym ze swoich wywiadów - prawdziwy pisarz istnieje w monologu: http://akunin.republika.pl/#

  • 2
    nanana 19 marca 2012 | 14:09:39

    Co do Bochniaczka- sprawa jest całkowicie jasna. Napisane jest wprost, że został zabity na pokładzie Jesiotra, a jego ciało wrzucono do Rzeki, gdzie spoczęło "głęboko na miękkiej pierzynie mułu". Amen

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję