„Niezgłębiony zamysł”
Okładka książki „Niezgłębiony zamysł”
  • Autor: Isabel Allende
  • Tytuł: Niezgłębiony zamysł
  • Tytuł oryginału: El plan infinito
  • Język oryginału: hiszpański
  • Liczba stron: 472
  • Rok wydania: 2004
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 13 x 20,5 cm
  • ISBN: 83-7319-665-X
  • Seria: Salsa
  • Wydawca: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 19 czerwca 2008 A- A A+
Chyba nigdy dotąd żadna książka nie trafiła do mnie tak przypadkowo, jak Niezgłębiony zamysł. Szperając po księgarnianych półkach, wyszukałam Dziewczynę Matisse\'a Manuela Vicenta, do której przymierzałam się już od dłuższego czasu. Ściągnęłam ją z półki gotowa kupić, lecz wtem, książkę z rąk wyrwała mi stojąca obok kobieta. Nie warto. Niech Pani lepiej przeczyta Allende – uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie podając powieść. – Naprawdę mi się podobała. Ujęta tym przejawem sympatii, wzięłam więc Allende i ją przeczytałam. I muszę powiedzieć jedno, tajemnicza nieznajoma miała rację. Książka jest cudowna. Dziękuję! :)

Isabel Allende jest niezwykle interesującą postacią – pisarka, dziennikarka; bratanica chilijskiego prezydenta, Salvatora Allende, która wyemigrowała z Chile po zamachu z 1973 roku, w wyniku którego jej wuj został obalony, a władzę w państwie przejęła junta wojskowa z Augusto Pinochetem na czele. Przedstawicielka nurtu realizmu magicznego, jedna z najpoczytniejszych autorek iberoamerykańskich.

Niezgłębiony zamysł został wydany w 1991 roku, a więc w dziewięć lat po opublikowaniu Domu duchów, literackiego debiutu Allende. To książka bardzo osobista, zainspirowana historią życia drugiego męża pisarki, Williama Gordona. Co ciekawe, realizm magiczny, z którym tak mocno Allende jest utożsamiana, jest w powieści odczuwalny, ale niemal niewidoczny. Autorka zarzuca świat niematerialny na rzecz realnego, otaczającego ją. Podobnego zabiegu dokonała pisząc kolejną książkę, Paulę, opublikowaną w 1994 roku. Powieść ma formę bardzo osobistych listów Isabel Allende do córki, która leżała wówczas w śpiączce spowodowanej porfirią.

Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie o czym jest ta powieść, bardzo ciężko byłoby mi się jednoznacznie określić. Allende napisała bowiem książkę, która ma wielu bohaterów i, w zależności od tego, z którym z nich się najbardziej utożsamimy, to jego usytuujemy w centrum opowieści. Wydawca na okładce powieści pisze, iż stanowi ona kronikarski zapis etapów dróg życiowych dwojga głównych bohaterów, Gregory’ego Reevesa i Carmen Morales. W moim odczuciu jest to jednak opowieść o eskapizmie Gregory’ego, o jego ucieczce nie tyle od otaczającej go rzeczywistości, co od samotności. O jego pogoni za miłością. Za szczęściem.

Niezgłębiony zamysł to bez wątpienia powieść drogi. Gregory wiedzie koczownicze życie, bezustannie podróżuje. Szuka miejsca, w którym po raz pierwszy poczułby się jako pełnoprawny członek społeczności, a nie jako intruz. Brakuje mu osadzenia w otaczającym go świecie oraz uznania przez innych za jednego z nich. Mówi: Sądzę, że przez cały czas kierowało mną złudzenie, że któregoś dnia spotkam idealną towarzyszkę życia i to całkowicie usprawiedliwiało moje poszukiwania. Tak samo piłem wino, choć wywoływało u mnie alergię, licząc na to, że odkryję jakąś idealną butelkę, i podróżowałem po świecie latem, przejeżdżając pędem jednego miasta do drugiego w gorączkowej pogoni za jakimś cudownym miejscem, gdzie czułbym się absolutnie szczęśliwy. Szukając, bez końca szukając, ale szukając gdzieś poza sobą.

Pęd Gregory’ego za miłością i samopoznaniem prowadzi go do miejsca, w którym rozpoczął swoje poszukiwania. Jego życie zatacza krąg. Dopiero, kiedy wraca do punktu wyjścia, jest w stanie rozpocząć zupełnie nowy etap swojej egzystencji przy boku tajemniczej narratorki, która ujawnia się pod sam koniec powieści. Odnajduje upragniony spokój i szczęście. Zresztą to, iż powieść skończy się dla Gregory’ego szczęśliwie, było wiadome od początku. Allende, podobnie jak jej bohaterowie, sprzedaje nadzieję. Jej świat jawi się jako wspaniały kufer pełen niespodzianek. Książka przepojona jest wiarą w człowieka, w szlachetność ludzkiej natury i w zdolność do pokonywania wszelkich przeciwności losu. Wszystkich, bez wyjątku. Allende napełnia nas siłą, nakazuje życie pełnią życia, nawet gdyby to życie było niezwykle bolesne. I poprzez Carmen mówi: Klęska i sukces nie istnieją, Greg, to tylko jankeskie wymysły. Trzeba po prostu żyć najlepiej, jak się umie, każdego dnia po troszeczku, to taka podróż bez określonego celu: tylko droga się liczy.

Pisarka przeplata narrację trzecioosobową z pierwszoosobową. Jej język jest bardzo obrazowy, nacechowany emocjonalnie, zupełnie różny od języka (i stylu) innych pisarzy z kręgu literatury iberoamerykańskiej. Dorfman, Marquez, Somoza piszą w bardzo charakterystyczny sposób, używają specyficznej składni, stylistyki. Allende zaś czyta się jak każdą inną pisarkę amerykańską.

Chicanos są kolejnym bohaterem Niezgłębionego zamysłu. Meksykańskie barrio znajdowało się we wschodniej części Los Angeles i począwszy od lat 40-50. XX wieku (opisywanych już w powieści), z roku na rok coraz gęściej zaludniane było przez Latynosów. W owych czasach atmosfera miasta była już przesycona pewnym meksykańskim kolorytem, pomimo typowo amerykańskiej obsesji życia w doskonałym zdrowiu, urodzie i szczęściu. Setki tysięcy imigrantów wpisywało się w ten klimat swoją pogardą dla bólu i śmierci, swoją biedą, fatalizmem i nieufnością, swymi gwałtownymi namiętnościami jak również muzyką, ostrą kuchnią i odważnymi kolorami.

Allende tworzy sugestywny obraz społeczności meksykańskiej, równocześnie przybliżając czytelnikom nie tylko zwyczaje, ale przede wszystkim filozofię życia Latynosów. Poprzez kreację meksykańskich kobiet, opowiada o roli i miejscu kobiety w latynoskim społeczeństwie. Wskazuje na kulturę machismo, ale też pokazuje, że pomimo silnej pozycji mężczyzny, społeczeństwo Meksykan jest matriarchalne. Opowiada także, o pozycji samych Latynosów w amerykańskiej drabinie społecznej:

Meksykanie byli zepchnięci do getta, wszędzie jednak czuło się ich wpływ; nie należeli do tego państwa i na pierwszy rzut oka wydawało się, że nie chcą, żeby ich dzieci się zintegrowały, choć w głębi duszy bardzo tego pragnęli. Słabo uczyli się angielskiego i przekształcili go w Spánglish o tak silnych hiszpańskich korzeniach, że z czasem został uznany za język meksykańskiej mniejszości. (…) Amerykanie uważali ich za ludzi przewrotnych, nieprzewidywalnych, niebezpiecznych; wielu zadawało pytanie, jak to jest, do diabła, że nie można odstawić ich do granicy, do czego służy, do cholery, ta przeklęta policja; ale zatrudniali ich jako tanią siłę roboczą, choć zawsze pod nadzorem. Imigranci grali swoją rolę ludzi z marginesu z pewną dozą godności: poddać się, tak, ale złamać nigdy, bracie.

Rysowany przez Allende obraz imigrantów jest szalenie porywający i pasjonujący. Jednak nie brak w nim też smutnej konstatacji na temat tożsamości imigrantów i ich zagubienia w gąszczu wykluczających się systemów wartości, amerykańskiego i meksykańskiego.

Pisarka opisuje ruchy rewolucyjne z początku lat 60. XX wieku, rewolucję z 1968 roku i towarzyszącą jej później kontrrewolucję, wojnę w Wietnamie i jej konsekwencje dla amerykańskiego systemu społecznego, ale bez zbędnego politykowania. Dla Allende najważniejszy jest człowiek i wpływ historii zbiorowej na jego indywidualną historię.

Szalenie spodobała mi się jej proza, jej pozytywny sposób widzenia świata oraz ciepło i nadzieja, którymi przesiąknięta jest niemal każda linijka jej tekstu. Gorąco polecam.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję