„Biały Tygrys”
Okładka książki „Biały Tygrys”
  • Autor: Aravind Adiga
  • Tytuł: Biały Tygrys
  • Tytuł oryginału: The White Tiger
  • Język oryginału: angielski
  • Liczba stron: 256
  • Rok wydania: 2008
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 130 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-7469-833-7
  • Wydawca: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 1 listopada 2008 A- A A+
- Jakie jest najrzadsze zwierzę w dżungli, stworzenie, co się pojawia raz na pokolenie?
- Biały tygrys – odpowiedziałem po namyśle.
- To właśnie ty tutaj, w tej dżungli…


Aravind Adiga jest kolejnym hinduskim pisarzem uhonorowanym najważniejszą nagrodą literacką w kręgu prozy anglojęzycznej, nagrodą Bookera. Bodaj wspomnieć Arundhati Roy (Bóg rzeczy małych, 1997), Kiran Desai (Brzemię rzeczy utraconych, 2006) czy, najpopularniejszego na świecie pisarza wywodzącego się z Indii, Salmana Rushdiego. Powieści hinduskich prozaików cieszą się ogromną popularnością nie tylko z powodu egzotyki, jaką z sobą niosą, opisując miejsca Europejczykom i Amerykanom odległe i nieznane. To świetna jakościowo proza; literatura, której się nie czyta – ją się chłonie. Doceniają to czytelnicy coraz częściej kierujący swoją uwagę w stronę hinduskich twórców. Doceniają to krytycy literaccy i członkowie kapituł przyznających najważniejsze wyróżnienia. Szacowano, że tegoroczny Booker przypadnie innemu hinduskiemu pisarzowi, Amitavovi Ghoshowi i to on był cichym czarnym koniem konkursu. A jednak czternastego października spotkała wszystkich niespodzianka. Czarnym koniem okazał się ktoś zupełnie inny. A właściwie tygrysem, białym tygrysem. Stworzeniem, które pojawia się raz na pokolenie…

Biały Tygrys jest debiutancką i jak do tej pory jedyną powieścią, która wyszła spod pióra młodego hinduskiego dziennikarza. Aravind Adiga (ur. 1974) urodził się w Madrasie (Chennai), w Indiach. Wykształcenie zdobywał jednak poza ojczyzną. Wyemigrował do Sydney, po czym przeniósł się do Stanów Zjednoczonych. Z dyplomem Columbia University w kieszeni, rozpoczął pracę jako dziennikarz biznesowy „Financial Times”. Z czasem stał się korespondentem „Time’a” na Azję Południową. Powrót do Indii i osiedlenie się w Bombaju skłoniły go do napisania tekstu, który okazał się na swój sposób wywrotowy. Biały Tygrys jest bowiem gorzką, ironiczną i prowokacyjną opowieścią o współczesnych Indiach. Nie tych bollywoodzkich, skąpanych w soczystych kolorach, złocie i blichtrze roztańczonego kina, tylko tych, jak dotąd, niesportretowanych – mrocznych, amoralnych, skorumpowanych i poddanych złu.

Powieść Adigi to w gruncie rzeczy opowieść snuta przez Balrama Halwai, tytułowego Białego Tygrysa. To jego życie wyznacza oś fabuły powieści, a jego nastrój i wspomnienia – jej tempo. Adresatem zapisywanej przez niego przez siedem kolejnych nocy historii, snutej w świetle groteskowego żyrandola i przybierającej postać niewysłanych listów, jest przybywający wkrótce do Indii premier Chin – pan Jiabao. Biały Tygrys staje się tym samym monologiem wyjątkowego Hindusa – służącego, kierowcy, przedsiębiorcy. Mordercy.

Balram Halwai to postać nietuzinkowa. Urodzony w ciemnym sercu Indii chłopiec, którego życie determinuje kasta, z której się wywodzi, nie zgadza się na z góry przesądzony mu los. Korzystając z wrodzonego sprytu, inteligencji i sprzyjających zbiegów okoliczności, stara się wyrwać z zapomnianej przez świat wioski i osiągnąć „coś więcej”. Motywację dla jego działań stanowi osoba Vijaya, bohatera dzieciństwa Balrama, człowieka-symbolu. Syn świniarza z Laxmangarh, konduktor, a wreszcie prominentny polityk, pyszniący się eleganckimi uniformami, uosabia to, co Balram chciałby osiągnąć. Sukces. Balram pragnie wyrwać się z wielkiego indyjskiego Kojca dla Kogutów, którego więzy pętają ludzi, nie pozwalając im na godne i niezależne życie. Życie Białego Tygrysa staje się szaleńczym pościgiem za widmem wolności, tym bardziej dramatycznym, gdyż rozgrywającym się w kraju, w którym garstka ludzi nauczyła pozostałe 99,9 procent – pod każdym względem równie silnych, równie utalentowanych, równie inteligentnych – egzystować w stanie permanentnej służebności. Służebności tak głębokiej, że może Pan włożyć człowiekowi do ręki klucz do jego emancypacji, a on go z przekleństwem na ustach odrzuci.

Całe lata szukałem klucza,
Lecz drzwi były zawsze otwarte.


What a fucking joke.

Indie Adigi jawią się jako jeden wielki fucking joke. Kraj sprzeczności, paradoksów, absurdów. Krytycy zarzucali Adidze, że nakreślił negatywny obraz Indii, jednak w świetle tego, w jaki sposób dawna perła w koronie brytyjskiej została przedstawiona w powieści, można te słowa uznać za wyjątkowo łagodne i wyważone. Pisarz prowokuje, wywlekając na światło dzienne najbrudniejsze i najbardziej wstydliwe obrazy z indyjskiej rzeczywistości. Przerażająca bieda i jeszcze bardziej przerażająca korupcja, uniemożliwiająca jej zwalczanie; podziały kastowe i wynikające z nich konflikty społeczne; wszechobecne łapówkarstwo, bezprawie i zło. Zapomnijcie o Baśniach z tysiąca i jednej nocy. Adiga na kartach Białego Tygrysa przemienia się z pisarza w wojowniczego demaskatora w gorzkich słowach demitologizującego swój kraj. Zwłaszcza, kiedy opowiada o indyjskiej demokracji, która z każdą kolejną jej odsłoną zakrawa na przerażający żart.

W broszurce, którą Pan dostanie od naszego premiera, Panie Premierze, będzie z pewnością bardzo długi ustęp o świetności demokracji w Indiach – o budzącym podziw spektaklu, kiedy miliard ludzi mających pełne prawa wyborcze oddaje głos, by zadecydować o swojej przyszłości, i tak dalej, i tak dalej. (…) Kiedy ustalono i ogłoszono w radiu datę wyborów, zaczęła się na nowo szerzyć gorączka wyborcza. Bo, proszę Pana, trzy główne choroby w tym kraju to tyfus, cholera i gorączka wyborcza; i ta ostatnia jest najgorsza – każe ludziom w kółko rozmawiać o rzeczach, na które nie mają wpływu. (…) Herbaciarnia trzęsła się od plotek. Ludzie popijali herbatę i rozmawiali wciąż o tych samych sprawach.
Czy tym razem im się uda? Czy wrogowie Wielkiego Socjalisty go pokonają i wygrają wybory? Czy zebrali dość pieniędzy, przekupili dość policjantów, kupili dość odcisków palców? W Laxmangarh wyborcy dyskutują o wyborach niczym eunuchy o Kamasutrze.


Gorzkie, cierpkie, dosadne? Adiga uderza tam, gdzie boli najbardziej, a każde jego uderzenie zamiast fali bólu, rodzi na ustach czytelnika ironiczny grymas. A Adiga uderza bardzo celnie. Obsadzenie w roli adresata listów chińskiego premiera i prowadzenie z nim „jednostronnej rozmowy” na temat jakości demokracji największych krajów Azji uważam za absolutne mistrzostwo.

Biały Tygrys to powieść wyjątkowa, na miarę Drogi Cormaca McCarthy’ego czy prozy Orhana Pamuka. Z tym ostatnim Adigę łączy jeszcze coś – podobny styl i sposób snucia opowieści. Indie Adigi, jakkolwiek mroczne, brudne, zbrutalizowane i bezwzględne, zachwycają swoim naturalistycznym pięknem. Są krajem, gdzie krew i śmierć mieszają się z zielonością krzewów i bezkresem pól ryżowych, a smród przeludnionych miast ginie pod zapachem palm kokosowych, bananowców i świeżych łanów traw. Naturalizm w poetyckim wydaniu, dosadność okraszona lirycznością. Biały Tygrys zachwyca bez reszty i pozostawia czytelnika po lekturze z uczuciem niebywałej satysfakcji. Satysfakcji, wynikającej z prostej konstatacji: że miał szczęście poznać to najrzadsze stworzenie, pojawiające się raz na pokolenie…
Komentarze
  • 1
    Lilithin 1 listopada 2008 | 10:38:01

    Świetna recenzja. "Biały tygrys" czeka na mnie na półce, planuję jeszcze w tym miesiącu przeczytać i wierzę, że się nie zawiodę :)

  • 2
    mary 1 listopada 2008 | 16:30:49

    Fantastycznie mnie zachęciłaś. Dzięki.
    Zlinkowałam przy okazji

    http://2lewastrona.wordpress.com

  • 3
    nutta 1 listopada 2008 | 18:11:40

    Ja jeszcze nie kupiłam, ale am na liście zakupów. Skoro zachęcasz, to muszę;) Lubię jak autor nie umizguje się do czytelników lub obywateli swego kraju.

  • 4
    Inblanco 1 listopada 2008 | 19:44:51

    Też za genialny uważam punkt wyjścia tej powieści: uczynienie adresatem spowiedzi Balrama chińskiego premiera. Przewrotne ale i bardzo symboliczne.
    Powieść czytało mi się doskonale, ale jednak nie wydaje mi się, żeby Adiga szokował czytelników obrazem "prawdziwych" Indii. Te Indie opisywała już i Desai i Sankaran i Vikram itd. O sile tej prozy, moim zdaniem, nie decyduje obraz świata przedstawionego, bo on już był znany. Mnie pociągała kreacja głównego bohatera czy pomysłowe metafory.
    Zgadzam się z Tobą, że "Biały Tygrys" i "Droga" to ta sama półka. Świetna literatura.
    Pozdrawiam :)

  • 5
    Annie 2 listopada 2008 | 18:15:48

    Lilithin, dziękuję! Na pewno się nie zawiedziesz, bo "Biały Tygrys", choć niepozorny, to kawałek świetnej jakościowo prozy.

    Mary, witaj na Dzienniku Literackim :) Dziękuję za zalinkowanie, już do Ciebie zaglądam :)

    Nutto, to jeśli nie lubisz to z pewnością przypadnie Ci do gustu. Co ciekawe, kreśląc taki a nie inny obraz Indii, Adiga bardziej przyciąga do nich czytelników, aniżeli gdyby pisał peany na ich cześć. Jest po Baudelaire'owsku hipnotyzujący ;)

    Inblanco, zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Zwróciłaś przy okazji uwagę na ciekawy trend - hinduscy pisarze nie umizgują się do swoich rodaków opisując Indie jako krainę mlekiem i miodem płynącą. Obrazy Indii są jeśli nie realistyczne to raczej negatywne, właściwie nigdy idealizowane ;)

    Pozdrawiam Was gorąco! :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję