„Inés, pani mej duszy”
Okładka książki „Inés, pani mej duszy”
  • Autor: Isabel Allende
  • Tytuł: Inés, pani mej duszy
  • Tytuł oryginału: Inés del alma mia
  • Język oryginału: hiszpański
  • Liczba stron: 400
  • Rok wydania: 2008
  • Oprawa: twarda
  • Wymiary: 135 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-7495-371-9
  • Wydawca: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
  • Miejsce wydania: Warszawa
  • Logo wydawnictwa: Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie
Recenzja
Data publikacji: 20 września 2008 A- A A+
Kiedy Krzysztof Kolumb chełpił się przed Koroną hiszpańską odkryciem morskiej drogi do Indii, nawet nie przypuszczał, że zamiast bramy prowadzącej do raju, otworzył tę, prowadzącą wprost do czeluści piekła. Opowieści Amerigo Vespucciego o Mundus Novus rozpaliły wyobraźnię europejskich kawalerów, którzy w okowach marzeń sennych, widzieli siebie samych, dostojnie kroczących po zapadających się pod ciężarem złota kamiennych płytach El Dorado. Skutki konkwisty hiszpańsko-portugalskiej dla Amerindów Ameryki Łacińskiej zna dziś każdy. Żądza złota wyparła żądzę niczym nieskrępowanej wolności. Stara Europa zabiła dziewiczy Nowy Świat. Na kanwie tych minionych zdarzeń powstało wiele tekstów upamiętniających podłość narodu hiszpańskiego. Niewiele jednak zachowało się takich, które sławiłyby dobroć napływających doń osadników. Na myśl o takich kolejach losu, słowa Szekspira same wstępują na usta. Zło czynione przez ludzi ich przeżywa/ Dobro częstokroć ginie pogrzebane z ich kośćmi. Na całe szczęście, nie zawsze jednak tak się dzieje…

Isabel Allende odnalazła w zakamarkach historii postać, która zdecydowanie nie powinna była być zapomniana, a której dziejopisarze zdają się nie dostrzegać. A ona, piękna, dumna i dzielna, niczym Wolność Delacroix wiodąca lud na barykady, dała początek przyszłemu Królestwu Araukanii. Inés Suárez, założycielka Santiago i matka XVI-wiecznego Chile, jest bohaterką najnowszej książki Isabel Allende. Powieść powstawała przez cztery lata, a materiał, jaki pisarce udało się do niej zgromadzić, naprawdę robi wrażenie. Inés, pani mej duszy jest bowiem nie tylko biografią ubogiej szwaczki z Estremadury, ale i misternie skonstruowaną opowieścią o początkach rodzącego się w bólach chilijskiego świata. Przepiękną epopeją o XVI-wiecznych, niespokojnych czasach.

Konkwista jest bez wątpienia główną drugoplanową bohaterką powieści Allende. Byłam bardzo ciekawa, w jaki sposób przedstawi ją rodowita Chilijka, potomkini Indian i białych osadników. Pisarka stara się nie opowiadać po żadnej ze stron. Wypomina Hiszpanom ich grzechy, ale nie sławi też bezkrytycznie cnót Indian. I choć wczuwa się w opisywane przez siebie postaci starając jeszcze lepiej zrozumieć ich racje, to nie jest w stanie rozgrzeszyć kastylijskich oprawców. W usta jednego z moich ulubionych bohaterów, Daniela Belalcázara, wkłada gorzkie słowa, z którymi trudno byłoby się dziś nie zgodzić. Nie trzeba bowiem sympatyzować z rdzennymi mieszkańcami Ameryk, aby móc dostrzegać skalę ich dramatu.

- Dzień, w którym my, Hiszpanie, postawiliśmy stopę w Nowym Świecie, był końcem tych kultur. Z początku przyjęli nas dobrze. Ich ciekawość wzięła górę nad ostrożnością. Skoro tylko ujrzeli, że tym dziwnym, przybyłym zza morza brodaczom podoba się złoto, ów miękki i do niczego nieprzydatny metal, którego oni sami mają aż nadto, zaczęli go oddawać pełnymi garściami. Niemniej jednak wkrótce nasz nienasycony apetyt i brutalna duma wydały się im obraźliwe. No bo jakże to! Nasi żołnierze niewolą ich kobiety, wdzierają się do domów i zabierają bez pozwolenia wszystko, na co im przyjdzie ochota, a pierwszego, który ośmieli się sprzeciwić, jednym cięciem szabli wysyłają na tamten świat. Głoszą, że ziemia, na którą dopiero co przybyli, należy do jakiegoś władcy, który mieszka po drugiej stronie morza, i usiłują ich zmusić do oddawania czci dwóm skrzyżowanym belkom. (…) Przekonacie się, pani, że konkwistadorzy nie mają wstydu: przybywają jako żebracy, zachowują się jak złodzieje, a mają się za panów.

Tak zachowywał się Francisco Pizarro, Diego de Almagro czy Pedro de Valdivia, ukochany Inés. Allende nie musi wymyślać swoich bohaterów, życie bowiem częstokroć przerasta fikcję. Podbój Indian oraz będące jego konsekwencją wojny toczące się pomiędzy chilijskimi Mapuczami a osadnikami hiszpańskimi stanowią obszar, który wyznacza ramy opowiadanej przez pisarkę historii. Historii, która w gruncie rzeczy jest historią dążenia do wolności – to pozbawionych własnego miejsca w Starym Świecie kolonistów, to walczących o własną godność Indian.

Mieszkam w Chile od wielu lat i wiem, że nie da się z Mapuczów zrobić niewolników; pierwej zginą albo uciekną. Nie są wasalami, nie pojmują, czym jest praca, ani tym bardziej, jaki jest sens myć w rzece złoto, a następnie oddawać je „huincas”. Żywią się tym, co złowią, upolują, zasieją, niektórymi owocami, na przykład orzeszkami pinii, i zwierzętami domowymi. Mają tylko to, co mogą wziąć ze sobą. Jaki mogliby mieć powód, aby dać się ujarzmić batom nadzorców?

To chilijskie umiłowanie wolności nie zginęło wraz z podbiciem przez Hiszpanów walecznych Mapuczów. W XIX wieku Chile było pierwszym krajem Ameryki Południowej, który ustanowił demokratyczne rządy. Chilijska demokracja, choć była demokracją elit, dbała o swoich najuboższych obywateli. Dbała również o innych latynoamerykańskich pobratymców, niejednokrotnie dając schronienie zbiegom politycznym prześladowanym przez XIX-wiecznych caudillos. Ustrój Chile okazał się więc wyjątkowo udanym eksperymentem epoki. Wzbogacony o doświadczenia z pierwszych dekad XX wieku – Wielki Kryzys czy masowe strajki organizowane przez rosnące rzesze najbiedniejszych – dał początek późniejszym zdobyczom socjalnym Chilijczyków, których szczytowy moment przypadł na czas prezydentury Salvatora Allende; polityka, który chciał przeprowadzić w kraju rewolucję w kolorze nie krwi, lecz wina. W jego ślady poszła bratanica, Isabel, której proza rozpala nie mniej gorąco niż najlepszy winny trunek.

Teksty Allende aż burzą się od skumulowanych w nich emocji. Pisarka opowiada o wydarzeniach historycznych, ale to, na co zwraca uwagę, to nie kronikarska precyzja w przestrzeganiu dat czy następstwa zdarzeń, lecz nastrój towarzyszący w tych chwilach ich uczestnikom. Jej język jest niezwykle poetycki, pełen malowniczych przymiotników i rozbudowanych epitetów, dzięki którym wyobraźnia czytelnika z łatwością przekuwa słowa w obrazy. Niektóre fragmenty słucha się jak najpiękniejszą melodię, tym chętniej, że przepełnione są miłością. Miłością do własnego kraju.

Jeziora były niczym pradawne zwierciadła, odbijające głęboki błękit nieba, a ich toń była tak spokojna, że dało się policzyć kamyczki leżące na dnie. Między gałęziami dębów, mirtów i leszczyny pająki tkały koronki nanizanymi perłami rosy. Leśne ptaki – łuszczak, „chincol”, szczygieł, gołąb grzywacz, kos, drozd – śpiewały chórem; nawet dzięcioł wybijał rytm swoim niezmordowanym stuk-stuk-stuk. Przejazd konnych wzbijał chmary motyli, a zaciekawione jelenie wychodziły żołnierzom na spotkanie. Światło wślizgiwało się między liście i zdobiło krajobraz rysunkami cieni; mgła unosiła się znad ziemi i spowijała świat tajemnym oddechem. Deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz; rzeki, jeziora, wodospady białych, spienionych wód, istny wodny wszechświat. A w tle zawsze ośnieżone góry, dymiące wulkany, wędrujące obłoki. Jesienią wspaniały, rzekłbyś – obsypany drogimi kamieniami – krajobraz przybierał barwy złota i krwi. Pedrowi de Valdivii dusza wyrywała się z piersi i błąkała wśród smukłych pni przybranych mchem z miękkiego aksamitu. Edeński ogród, ziemia obiecana, raj. Milczący, podbity pogromca z twarzą mokrą od łez z wolna odkrywał miejsce, w którym kończy się ziemia: Chile.

Przybywając do Ameryki, Inés Suárez nie sądziła, że będzie jej dane stąpać po dziewiczych cudownościach odkrytego świata. O tym, że tak było, wiemy od niej samej. Powieść Allende ma bowiem formę autobiograficznej kroniki, którą Inés postanowiła u końca swojego życia spisać dla córki, Isabel.

Inés Suárez jest postacią historyczną. Allende, opierając się na kronikarskich zapisach, stworzyła wyśmienity portret kobiety, która dzięki temperamentowi i odwadze, mając za nic konwenanse, wyprzedziła czasy, w których żyła, stając się prawdziwą bohaterką Ameryki. Urodzona w 1507 roku w Plasencii, w 1537 wyjechała do Nowego Świata w poszukiwaniu swojego pierwszego męża, Juana de Málagi, który udał się tam, aby odnaleźć ślady szczerozłotego miasta. Po przybyciu do peruwiańskiego portu, szybko dowiedziała się, iż owdowiała, a wiadomość ta, zamiast zasmucić ją, uradowała. Z dnia na dzień stała się bowiem wolną kobietą, która, wyrwawszy się z biednej Estremadury, mogła zacząć szukać szczęścia i dobrobytu w koloniach Nowego Świata. Czas pokazał, że odnalazła nie tylko bogactwo, ale i wielką miłość. Isabel Allende z ogromną czułością odtworzyła losy związku Inés z Pedrem, a także szczęśliwego małżeństwa obrończyni Santiago z kapitanem Rodrigiem de Quirogą.

Gdybym została w moim rodzinnym mieście, dzisiaj byłabym szacowną starowinką oślepłą od ciągłego ślęczenia nad igłą przy kaganku. Tam byłabym Inés, szwaczką z ulicy Acueducto. Tutaj jestem doñą Inés Suárez, wielką damą, wdową po jaśnie oświeconym gubernatorze don Rodrigu de Quirodze, zdobywczynią i założycielką Królestwa Chile.

Pisarka opisuje wielką historię europejskich monarchów i tę mniejszą, lokalną, południowoamerykańską. Losy jej bohaterów przeplatają się, aby później ostatecznie złączyć we wspólnym dziele tworzenia raju na ziemi. Autorka pisze więc o tajemnicach dworu hiszpańskiego, Joannie Szalonej czy Karolu V, o intrygach braci Pizarro i o rodzących się kosztem Indian dwóch późniejszych wicekrólestwach – Peru i Chile. Nieposkromiona ciekawość świata towarzyszy nie tylko Inés, ale i nam, gdy coraz bardziej zanurzamy się w pachnące próchnicą chilijskie tropikalne lasy. Pisarka nie tylko opisuje piękno południowoamerykańskiej przyrody, ale również piękno kultur, które jako pierwsze ją okiełznały. Opisy zwyczajów Indian, ich obrządków czy rytuałów stanowią o wyjątkowości tej powieści. Dla Allende tak samo ważny jak kontekst historyczny, jest kontekst kulturowy, gdyż nie tylko pozwala on na poznanie obcych kultur, ale i na wprowadzenie tego, co dla niej jest bardzo cenne – odrobiny magii.

Nad brzegiem rzeki Mapocho spacerują nie tylko duchy Indian, ale także cienie bliskich Inés. To one każdego dnia wzywają kobietę do opuszczenia ziemskiego padołu i udania się do niebieskiego świata. Granica pomiędzy światem nadprzyrodzonym a rzeczywistością zaciera się nie tylko w ostatnich dniach życia kobiety. Różne duchy czuwają nad Inés przez całe jej życie, a także obdarzają ją niezwykłą wrażliwością i zdolnością do dostrzegania tego, co dla większości śmiertelników pozostaje niewidzialne.

Isabel Allende stworzyła cudowną powieść. Inés, pani mej duszy to bajeczna przeprawa przez przepiękną, ale i niebezpieczną, XVI-wiczną Amerykę. Magiczną i, choć utraconą, to wiecznie żywą. Dzięki takim powieściom jak ta, nie tylko w sercach Chilijczyków…
Komentarze
  • 1
    shachownica 20 września 2008 | 13:35:02

    piękna recenzja aniu:)

  • 2
    aq 21 września 2008 | 12:34:57

    Aniu, podczytuję twoje recenzje od czasu do czasu i muszę przyznać, że naprawdę są piękne:) gratuluję.

  • 3
    Annie 21 września 2008 | 19:07:38

    Dziewczęta, ślicznie Wam dziękuję. Aż nie wiem, co napisać. Tylko się rumienię :) O tym, jak wygląda recenzja, najczęściej decyduje sama książka. W przypadku tak pięknego tekstu, jak ten napisany przez Allende, słowa aż same pchały się na klawiaturę :) Pozdrawiam Was gorąco! :)

  • 4
    szamanka30 21 września 2008 | 20:16:36

    Aniu, gratuluje.Pieknie napisane. A tym samym moja tęsknotra za ksiażką wzrasta. Jeszcze troche dni musze poczekać, by sobie ją sprezentować. :(

  • 5
    be.el 26 września 2008 | 21:31:39

    Też chciałabym przeczytać tę książkę- bardzo lubię Allende- każda z jej książek to dla mnie i mojej rodziny- brak obiadu, nocne czytanie, niestety nieprzygotowanie do pracy- wstrętna jestem bo tylko wtedy odpytuję i na lekcjach improwizuję- no i dobrze, że teraz nowosci tej pisarki pojawiaja się rzadko:)

  • 6
    Annie 28 września 2008 | 23:07:21

    Szamanko, Be.el, dziękuję. Proza Allende ma dla mnie niebywały urok i dlatego łączę się z Wami w miłości do twórczości tej pisarki. Tę powieść chłonęłam i pewnie, gdybym uczyła, moim uczniom też dostawałoby się po łapkach ;) Dlatego Be.el jesteś całkowicie rozgrzeszona :D Mam nadzieję, że uda się wam wkrótce zdobyć własne egzemplarze :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję