„Miłość”
Okładka książki „Miłość”
  • Autor: Hanne Ørstavik
  • Tytuł: Miłość
  • Tytuł oryginału: Kjærlighet
  • Język oryginału: norweski
  • Przekład: Maria Sibińska
  • Liczba stron: 128
  • Rok wydania: 2009
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 140 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-62122-01-1
  • Seria: Z przyprawami
  • Wydawca: Smak Słowa, Agencja Wydawnicza
  • Miejsce wydania: Sopot
  • Logo wydawnictwa: Smak Słowa, Agencja Wydawnicza
  • Logo serii: Z przyprawami
  • Patronat Dziennika Literackiego
Recenzja
Data publikacji: 24 grudnia 2009 A- A A+
W koszyczku z przyprawami Miłość, podobnie jak wcześniej Smak dżemu i masła orzechowego, byłaby gorczycą. Cierpką, gorzką, palącą w smaku, a jednak niezbędną, aby wybrane danie smakowało odpowiednio dobrze. Powieść Hanne Ørstavik stanowi ozdobę kobiecej serii Smaku Słowa. Choć to dekoracja raczej przerażająca i niepokojąca, niż radośnie strojna…

Objętościowo przypomina dłuższe opowiadanie. A jednak norwescy krytycy i historycy literatury uznali ją za jedną z dwudziestu pięciu najważniejszych powieści ostatnich trzech dekad. Ta niepozorna książka okazała się przełomowa nie tylko dla literackiej kariery Hanne Ørstavik, ale i dla historii norweskiej powieści psychologicznej. Jej bohaterami są Jon i Vibeke. Syn i matka. Dziewięciolatek, w przeddzień swoich urodzin, będąc przekonanym, że Vibeke szykuje dla niego piękny tort, aby jej nie przeszkadzać, w jak przypuszcza sekretnych przygotowaniach, wychodzi z domu. Tuła się niczym Mały Książę, od planety do planety, po obcych domach. Żyje w iluzji. Nie wie bowiem tego, co dla czytelnika jest od samego początku oczywiste. Że Vibeke nie pamięta o urodzinach syna i że jeśli nawet by pamiętała, nie poświęciłaby ani chwili swojego cennego czasu na ich uczczenie. Zajęta poszukiwaniem ciekawych książek i kolejnych mężczyzn swojego życia, nawet nie zauważa zniknięcia dziecka.

Miłość to przejmująca opowieść o samotności. Bohaterowie Ørstavik są spragnieni bliskości drugiego człowieka, jednak są niezdolni nawet do zadzierzgnięcia jakiejkolwiek, nawet najpłytszej relacji. Nie umieją oswajać ludzi. Nie wiedzą, jak zachowywać się w ich obecności, aby ich nie spłoszyć. Są złaknieni miłości, lecz nie umieją jej przyjmować. Nie wiedzą, jak kochać.

Jon i Vibeke żyją pod jednym dachem. Razem, ale jednak osobno. Rzadko kiedy występują na kartkach książki razem. Ich spotkania to incydenty. Obserwując je, nikt by nawet nie przypuszczał, że mijają się matka i jej dziecko. Podczas gdy Vibeke sprawia wrażenie, jakby zupełnie nie interesowała się losem Jona, chłopiec łudzi się, że jest dla matki kimś ważnym. Z jednej strony akceptuje jej odtrącanie go, uważa je za coś normalnego i naturalnego, z drugiej jednak nie jest w stanie o niej zapomnieć. Matka kształtuje całą jego rzeczywistość. Relacje między nimi są przez to wyjątkowo trudne i dość niecodzienne. Kiedy Vibeke kończy pracę, wraca jak do pustego domu – bez słowa zdejmuje płaszcz, odkłada zakupy, przegląda pocztę, aż wreszcie siada w fotelu z przyniesioną książką. Jon nie wybiega jej na spotkanie, nie krzyczy: cześć, mamo! Siedzi w swoim pokoju, pozornie nie czekając na jej powrót. A jednak wygląda jej nadejścia – wsłuchuje się w szum samochodów przejeżdżających za oknem, starając się wyłuskać z hałasu dźwięk silnika samochodu matki. A kiedy Vibeke przekracza próg domu, chłopiec wyobraża sobie krok po kroku, jak kobieta przekręca klucz w zamku, zdejmuje torebkę, rozpina guziki palta… To chyba najciekawsze i najstraszniejsze w ich relacji. Że dziecko, mając matkę na wyciągnięcie ręki, musi wyobrażać sobie, co ona robi. Choć żyje z nią na co dzień, żaden z codziennych odgłosów nie jest mu znany. Wszystkie domowe dźwięki są dziwnie obce.

Brak bliskości pomiędzy matką i synem Ørstavik podkreśla poprzez przyjęty sposób narracji. Kolejne, przeplatające się niczym w warkoczu akapity, opowiadają raz o Vibeke, raz o Jonie, symbolicznie ukazując, że choć są blisko siebie, dzieli ich przepaść nie do pokonania. Jednak to nie jedyny intrygujący zabieg, jaki pisarka stosuje w swojej powieści. Podobnie jak wcześniej Lauren Liebenberg, Ørstavik bawi się konwencją thrillera, przemieniając dom z bezpiecznego miejsca w groźną przestrzeń. Sprawia w ten sposób, że Jona otacza czarny las – mieszka na północnych rubieżach Norwegii, w domu, w którym nie może czuć się bezpiecznie, z matką, która się nim nie interesuje. Może nawet go nie kocha. Nie ma ojca. Nie ma nadziei. Jest wszechogarniająca, przerażająca pustka.

Język Ørstavik jest oszczędny, suchy, lapidarny, a równocześnie w tym wszystkim bardzo poetycki. Świetnie się ją czyta. Zwłaszcza, kiedy pisarka opowiada w kontekście swojej bohaterki o jej bezgranicznej miłości do książek. O tym, jak Vibeke czuje głód dobrej książki, porządnie opasłej, z rodzaju tych, które sprawiają wrażenie ciekawszych i prawdziwszych niż samo życie. O tym, że czyta trzy książki w tydzień, często cztery, pięć. I o tym, że mogłaby żyć, jedynie czytając. To naprawdę smakowite fragmenty.

Miłość to pierwsza z tryptyku powieści psychologicznych Ørstavik . Mam nadzieję, że niebawem będziemy mogli przeczytać dwie pozostałe książki tego niezwykłego cyklu, wstępnie przetłumaczone jako Czas potrzebny i Równie prawdziwe jak ja rzeczywista. Zwłaszcza ostatni przytoczony przeze mnie tytuł zapowiada się niezwykle obiecująco. Zważywszy na moje wrażenia po lekturze Miłości, sądzę, że naprawdę jest na co czekać.
Komentarze
  • 1
    mary 25 grudnia 2009 | 16:53:31

    Właśnie sobie to kupiłam :)

  • 2
    Annie 26 grudnia 2009 | 21:08:14

    O, to idealnie się wstrzeliłam :) Mam nadzieję, że tą recenzją upewniłam Cię, że warto było ją kupić :)

  • 3
    mary 29 grudnia 2009 | 18:19:58

    oj tak!!! :)

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję