„Instytut”
Okładka książki „Instytut”
  • Autor: Jakub Żulczyk
  • Tytuł: Instytut
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 252
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka
  • Wymiary: 145 x 205 mm
  • ISBN: 978-83-240-1433-0
  • Wydawca: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
  • Miejsce wydania: Kraków
  • Logo wydawnictwa: Znak, Społeczny Instytut Wydawniczy Sp. z o.o.
Recenzja
Data publikacji: 13 kwietnia 2011 A- A A+
Po recenzji Istnego raju Rossa Raisina, czas na recenzję Instytutu Jakuba Żulczyka. Kolejnej książki, z którą mam kolosalny problem. Bo to jeden z tych tytułów, który niestety traci w miarę poznania. Dobre wrażenie pryska, pozostawiając niezaspokojony apetyt. A ten miałam ogromny. W końcu powieść miała być najlepszą w dorobku polskiego Stephena Kinga.

Mam na imię Agnieszka. Moje mieszkanie ma na imię Instytut. Dwanaście godzin temu zostałam w nim uwięziona. Jest takie powiedzenie: „mój dom to moja twierdza”. Tak mówią. Jednak od dwunastu godzin mój dom jest moim więzieniem. Nie mogę z niego wyjść. Nikt nie może do niego wejść.

Niezły początek, prawda? Trzydziestopięcioletnia Agnieszka otrzymuje w spadku mieszkanie w samym centrum Krakowa. Znajduje się ono na ostatnim, piątym piętrze kamienicy położonej przy alei Mickiewicza. Wszyscy mówią na nie Instytut, choć tak naprawdę nikt nie wie, skąd ta nazwa się wzięła. Oprócz Agnieszki w Instytucie mieszka kilkoro jej współpracowników z jednej z krakowskich kawiarni, Brzydkiego Kota. To właśnie ci ludzie pewnej nocy zostają uwięzieni w mieszkaniu Agnieszki. Winda nie działa, a dostępu do schodów broni zamknięta na cztery spusty brama. Przechodnie nie słyszą krzyków z okien, telefony nie działają. Krwawy napis: „To nasze mieszkanie”, jest jedyną wskazówką, jaką mieszkańcy Instytutu otrzymują. Są odcięci od świata, zdani wyłącznie na siebie i na swoich prześladowców. Kim są ci, którzy domagają się zwrotu Instytutu? I czy któremukolwiek z więźniów uda się z Instytutu uciec?

Jakub Żulczyk (ur. 1983) – pisarz, publicysta, bloger, DJ. Zadebiutował w 2006 roku powieścią pt. Zrób mi jakąś krzywdę. W 2008 roku opublikował Radio Armagedon, zaś zaledwie kilka miesięcy temu nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia ukazało się Zmorojewo. Instytut, trzecia powieść Jakuba Żulczyka, miała być najgłośniejszą książką w jego dorobku literackim. Jednak w przeciwieństwie do poprzednich, zamiast licznych gratulacji sprowadziła na pisarza lawinę krytyki. I nic w tym dziwnego. W końcu za co nagradzać powieść, której autor ma swoich czytelników za idiotów? Żulczyk zapomina bowiem o inteligencji czytających. Serwuje im pseudoliteracką papkę, która aspiruje do miana współczesnego, socjologizującego horroru.

Fabuła Instytutu jest pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Jest dziurawa, niespójna i nielogiczna. Pisarz obrał za punkt wyjścia intrygujący pomysł, lecz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kiedy pisał tę powieść, prócz niego nie miał w głowie niczego więcej. Fabuła książki jest nieprzemyślana, wręcz bzdurna, a w konsekwencji – boleśnie rozczarowująca. Tym bardziej, że niemal na każdej stronie powieści pisarz kusi czytelnika zaskakującym finałem. I on w gruncie rzeczy zaskakuje – brakiem jakiegokolwiek sensu. Co więcej, z tej wątpliwej jakości pisaniny zupełnie nic nie wynika. Lecą kurwy, rozbrzmiewają ideowe przemówienia, lecz jeśli ta powieść miała być wyrazem jakiejkolwiek kontestacji, to mówimy raczej o czymś na kształt buntu nastolatka, a nie o dojrzałym proteście wobec zastanej rzeczywistości. Kuleje więc fabuła, kuleje przesłanie, kulawe są także portrety psychologiczne bohaterów. Podobno magazyn „MaleMen” umieścił Żulczyka na liście trzydziestu facetów przed trzydziestką, którzy będą rządzić krajem. Jeśli tak się stanie, to ja emigruję.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję