„Cień burzowych chmur”
Okładka książki „Cień burzowych chmur”
  • Autor: Edyta Świętek
  • Tytuł: Cień burzowych chmur
  • Język oryginału: polski
  • Liczba stron: 352
  • Rok wydania: 2017
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Wymiary: 130 x 200 mm
  • ISBN: 978-83-7674-573-2
  • Seria: Spacer Aleją Róż
  • Wydawca: Replika, Wydawnictwo
  • Miejsce wydania: Zakrzewo
  • Logo wydawnictwa: Replika, Wydawnictwo
Recenzja
Data publikacji: 6 września 2019 A- A A+
Więc przyjechałeś. Witasz się z tym miastem jak z przyjacielem, którego na długo musiałeś opuścić. Chodzisz ulicami, których nie było, wśród domów tak ci nieznanych, mijasz ludzi zdziwiony, że ich nie pamiętasz. A przecież w końcu to nieodległa przeszłość, ten czas, kiedy stawiano tu pierwszy fundament i otwierano drzwi pierwszego mieszkania. Wtedy wszystko było tu pierwsze. Ludzie też. Dzisiaj zresztą ich możesz spotkać. Wielu wyjechało, ale iluż odnajdziesz znajomych! Mają dom, zawód, rodzinę, a przyszli z gołymi rękami, z niczym. Związali się z tą ziemią. Władek powiada mi: „Dwa lata tu jestem i za boga bym nigdzie nie wyjechał”. Nie potrzebujesz takich ludzi szukać, pytać o adresy, dowiadywać się nazwisk. Są tu wszędzie. W ich życiu odczytasz dzieje Huty. Ta wspólnota z miastem zawiera dość ciepła, aby pozostać trwałą.*

1 lutego 1949 roku przypieczętowano los miasta, które miało zostać zbudowane od podstaw. To właśnie wtedy zatwierdzono lokalizację aglomeracji socjalistycznego człowieka. Na czarnoziemach Mogiły i Pleszowa, pośród pól rzepaku i pszenicy, jak najdalej od Boga, a jak najbliżej kombinatu metalurgicznego miała powstać Nowa Huta. Rządzący Polską komuniści chcieli dowieść swej wyższości poprzez szybkie uprzemysłowienie kraju, a tym samym dogonienie państw wysoko rozwiniętych oraz wydatne podniesienie stopy życiowej obywateli. Zaczęli z przytupem, wraz z wprowadzeniem w 1950 roku nowej złotówki, wymieniając 1 nowy złoty za 100 starych. Równocześnie płace, ceny i wkłady w bankach przeliczano w stosunku 100:3. Ludność utraciła dwie trzecie zasobów gotówkowych.** Plany gospodarcze dla województw i powiatów były częścią planu centralnego – w tym czasie, planu sześcioletniego na lata 1950-55 Hilarego Minca. Industrializacja miała być sfinansowana przez społeczeństwo, głównie poprzez narzucenie niskich płac i zahamowanie inwestycji w gałęziach służących produkcji konsumpcyjnej, obciążenie wsi wysokimi podatkami czy swobodne obracanie przez państwo kapitałem obywateli, ulokowanym w banku. Stworzono podstawy pod dalszy rozwój przemysłu maszynowego, stoczniowego, samochodowego. Jednym z ważniejszych trybików w tej socjalistycznej machinie miała być Nowa Huta. Jej głównym projektantem został Tadeusz Ptaszycki. 23 czerwca 1949 roku na terenie wsi Mogiła zaczęto wznosić pierwsze, niewielkie dwupiętrowe bloki. Nieopodal cmentarza parafialnego powstał pierwszy z nich, dziś z numerem 14 na osiedlu Wandy.

Z miesiąca na miesiąc nowe miasto rosło w siłę, dzięki przodownikom pracy. Przeniesienie w latach 1947-1950 miliona, w okresie planu sześcioletniego dalszych 700 000 ludzi ze wsi do miast oraz powstanie około półmilionowej grupy chłoporobotników (stale dojeżdżających do pracy w mieście) zmniejszało problem przeludnienia wsi, czyli odsetek zbędnych do pracy w rolnictwie. Zatrudnienie w przemyśle wzrosło w okresie 1949-1955 roku z 1,8 miliona do 2,8 miliona, w tym w nowo wybudowanych fabrykach zatrudniono 150 000.*** Jednak niewielu mogło urzeczywistnić marzenia, które towarzyszyły im podczas przenosin do miasta. Za to wszyscy musieli dostosować się do nowych realiów – przymusowego ascetyzmu, chuligaństwa i stalinowskiego terroru. Te zasadnicze zmiany społeczne stanowią punkt wyjścia dla Edyty Świętek. Związana z Nową Hutą pisarka, postanowiła stworzyć sagę, która opowiedziałaby prawdziwą historię tej wyklętej dzielnicy Krakowa oraz jej mieszkańców – stworzonych przez system, lecz nierzadko antysystemowych, odważnych i niepozbawionych aspiracji.

1949 rok, podlimanowskie Pawlice. Rodzina Szymczaków coraz dotkliwiej odczuwa skutki powojennej zawieruchy. Zamożni gospodarze byli niegdyś solą w oku okolicznego ziemiaństwa – rodu Pawłowskich. Dziś kłują w oczy miejscowych przedstawicieli nowej władzy. Pod pretekstem reformy rolnej zostają pozbawieni ojcowizny, a tym samym środków do życia. Na czele spółdzielni rolniczej staje Bartłomiej Marczyk, brat wysoko postawionego funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa. To właśnie z nim Bronisław – najstarszy z Szymczaków, piastujący rolę głowy rodziny po śmierci ojca – wdał się w bójkę, aby obronić honor siostry. I to właśnie on poprzysiągł niegdysiejszemu gospodarzowi zemstę. Z braku perspektyw i w obawie przed konsekwencjami po bijatyce, Bronek postanawia szukać szczęścia w świecie. Porzuca dotychczasowe życie rolnika i podejmuje pracę przy budowie Nowej Huty. Wkrótce dołącza do niego młodsza siostra Julia. Czy uda im się uciec przed nienawiścią Marczyka?

Cień burzowych chmur (2017) to pierwszy tom pięcioczęściowej sagi zatytułowanej Spacer Aleją Róż, napisanej przez nowohuciankę, Edytę Świętek. Autorka urodziła się i wychowała w Krakowie, gdzie ukończyła Liceum Ekonomiczne przy Zespole Szkół Techniczno-Ekonomicznych Nr 2. Po zdaniu matury zamieszkała w Podłężu. Naukę kontynuowała na kierunku zarządzanie firmą na Krakowskiej Akademii im. A. Frycza-Modrzewskiego. Zadebiutowała w 2010 roku powieścią pt. Zerwane więzi. Od tego czasu wydała kilkanaście książek, głównie powieści obyczajowych oraz historii z wątkiem kryminalnym.

Cień burzowych chmur otwiera wspaniałą sagę o najbardziej niedocenianej dzielnicy Krakowa. To epicka opowieść, w której fikcja literacka znakomicie przeplata się z autentycznymi zdarzeniami. Edyta Świętek opowiada burzliwą historię Nowej Huty niezwykle sugestywnie – za pomocą plastycznych opisów, rozlicznych detali i pełnokrwistych bohaterów. Tragiczne losy rodziny Szymczaków nadają oś fabule powieści. Stanowią także pretekst do wprowadzania ciekawych wątków pobocznych, które nie tylko dopełniają charakterystyki postaci, ale także obraz omawianej epoki. Klimat wczesnego PRL-u wyziera z każdej strony książki Edyty Świętek. Place budowy opływają potem i znojem chłoporobotników, nowo powstałe podwórka tętnią gwarem, tempo życia przyspiesza, poczucie zagrożenia rośnie. Państwo odrywa się od obywateli, stając ich ciemiężycielem, posługującym się absurdalną dialektyką lingwistyczną, czyli nowomową. Głęboko dydaktyczne przemowy komunistów nawołują do wiecznie zwycięskiej walki z różnorakim elementem i niegasnącej czujności wobec pleniących się wokół agentów i prowokatorów. Obiecują dostatek przyjaciołom i sojusznikom systemu. Za pomocą kija i marchewki partyjni dygnitarze chcą nie tylko wymusić posłuch w społeczeństwie, ale również uformować je na nowo w duchu siły, przemocy i ślepego posłuszeństwa.

Spodziewano się, że ludzie, którym system otworzył drogę awansu z zawodu rolnika do cieszącego się wyższym prestiżem zawodu robotnika (przynajmniej wedle wyobrażeń propagandowych), wychowani w nowych szkołach i organizacjach, przejmą lansowane ideały i staną się podporą systemu. Duże skupiska klasy robotniczej w wielkich miastach, na przykład Warszawie i Krakowie, miały rozsadzić dawne struktury społeczne. Wielkie miasta o dużym odsetku robotników miały być pierwszymi przyczółkami społeczeństwa socjalistycznego i promieniować stopniowo na mniejsze, bardziej zacofane ośrodki.**** Jednak życie świeżo upieczonych robotników w wielkich miastach nie było usłane różami, a ich adaptacja do miejskiego życia była trudna, a czasami wręcz niemożliwa. Konwenanse, dawne wartości, zasady moralne nie miały tu żadnego zastosowania. Częstokroć dochodziło do nieobyczajnych zachowań, chuligańskich wybryków, dewastacji mienia – tak komunalnego, jak prywatnego. Młodzieniec z plakatu Lucjana Jagodzińskiego z 1953 roku pytał, wskazując palcem na odbiorcę: „Coś TY zrobił dla realizacji planu?”, a propaganda zachęcała do pracy na rzecz budowy siły narodu polskiego, obiecując przyszłym robotnikom rozliczne profity. Tymczasem ich rzeczywistość była zgoła inna. Brakowało podstawowych artykułów do życia, panowała ciasnota, kwitła prostytucja. W zakładach pracy nagminnie łamano prawo o ośmiogodzinnym dniu roboczym, stale podnoszono „normy”, przymuszano do wyścigu pracy, a płace były niezmiernie skromne.*****

Bronek w Gigancie wciąż czuł się nikim. Szarym robotnikiem w utytłanym błotem waciaku. To był teraz jego strój codzienny, noszony do roboty i do knajpy. Do kościoła nie chodził, choć do Mogiły nie było aż tak daleko. Czuł się obrażony na Boga, ponieważ ten zagrał mu na nosie. Pozwolił gładko przesmyknąć się przez wojenną zawieruchę po to, by w wolnej Polsce uczynić z niego dziada. Historia Szymczaków jest symptomatyczna dla epoki realnego socjalizmu, kiedy to zamożniejsze, inteligenckie rodziny, z aspiracjami, stały się największymi wrogami systemu. Edyta Świętek świetnie ukazuje, że dla Bronka i jego rodzeństwa utrata majątku była dopiero początkiem krzywd i szykan. Prawdziwym nieszczęściem okazała się dla nich ludzka zawiść. Wypchnięci na margines społeczności, w której żyli, stali się naturalnym celem ataków swoich niegdysiejszych pobratymców, a ich szkoda – pożywką, dla wszystkich tych, którzy przez lata im złorzeczyli. Bo w tej smutnej rzeczywistości, odnaleźli się i tacy, którzy wiedli bananowe życie. Marzący o awansie społecznym przodownicy pracy, aparatczycy partyjni, najzwyklejsi koniunkturaliści. Także na kartach powieści Edyty Świętek, ludzie bez kręgosłupa moralnego robią zawrotne kariery. W końcu to oni są solą peerelowskiej ziemi.

Cień burzowych chmur to powieść bardzo mocno osadzona na płaszczyźnie społeczno-obyczajowej, co stanowi jej zasadniczy walor. Ale nie jedyny, bo książka Edyty Świętek to wielopłaszczyznowa, wielowątkowa, dojrzała opowieść o sile rodziny, miłości i nienawiści. To historia o braku sprawiedliwości i braku nadziei, które nie powstrzymują przed walką o lepsze jutro. Bohaterowie krakowskiej pisarki mimo dramatycznych zdarzeń próbują poskładać swoje życie na nowo. Zmagają się z powojenną rzeczywistością, z niechcianym ustrojem, ale przede wszystkim z własnymi słabościami. Czy wygrają? Trzymajmy za nich kciuki.



* R. Kapuściński, To też jest prawda o Nowej Hucie, „Sztandar Młodych”, 30 września 1955 (nr 234).
** A. Friszke, Losy państwa i narodu. 1939-1989, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2003, s. 184.
*** Tamże, s. 187.
**** Tamże.
***** Tamże.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję