Pogodny epikurejczyk w Zakopanem, czyli o Kornelu Makuszyńskim słów kilka
Data publikacji: 30 września 2020 A- A A+
Życie słynnych ludzi opisuje się zwykle od chwili ich narodzin, byłoby tedy sprawą słuszną, by żywot Kornela Makuszyńskiego, którego należy zaliczyć do najwybitniejszych postaci naszego wieku, rozpocząć od owego dnia, kiedy ujrzał on światło słoneczne. Był to dzień szary, bardzo zwyczajny i niczym niewyróżniający się od pospólstwa dni, chociaż powinien zalśnić w kalendarzu, wybuchnąć jak wulkan i zakrwawić wielką łuną chmurne i przepaściste niebo historii. Tak się bowiem często działo w bardzo dawnych czasach, że kiedy na świat przychodził ktoś taki, co miał zaważyć na jego losach – jakiś potężny król, wspaniały geniusz czy też potwór, co miał rozlać morze krwi – dziwne w naturze działy się rzeczy: ziemia trzęsła się jakby w wielkiej trwodze, padały góry, jakby chciały czołem uderzyć o struchlałe padoły, morze występowało z brzegów, lwy ryczały na pustyni, wybuchały pożary, a wszystkimi ludźmi wstrząsał tajemniczy dreszcz. Nic podobnego – ku powszechnemu zdumieniu – nie stało się w owej chwili, kiedy*(1) Kornel Makuszyński zjawił się na świecie. Góry zadrżały w posadach dopiero parę dekad później, kiedy już jako dorosły człowiek, pisarz zajechał po raz pierwszy do Zakopanego.Dawniejsze, śliczne słońce zakopiańskie, zawsze uśmiechnięte i przyjazne, witało starych znajomych mruganiem złotych oczu, ogrzewało miłośnie starość Witkiewicza, kłaniało się Sienkiewiczowi, rozpromieniało Skalne Podhale Tetmajerowi, piło złote wino z Orkanem, przyglądało się szeroko otwartemi oczyma Żeromskiemu, promiennym krzykiem witało co rano w Poroninie Kasprowicza, kiwało z uśmiechem głową, patrząc na roześmianą czeredę młodzieży poetyckiej i malarskiej. Radośnie było, hucznie, promieniście i pogodnie; góry były łaskawe i łaskawą była pogoda. (…) Cóż teraz ma robić to nieszczęśliwe słońce? Zaglądnie do Kuźnic i przeciera oczy. Wydrapało się na Antałówkę i zaczyna sobie wyrywać z głowy promieniste włosy. Spojrzy na jedną werandę — nikogo znajomego, spojrzy na drugą — jakieś dziwne gęby. Nagle ze straszliwym okrzykiem ciska się za chmurę i poczerwieniałe z gniewu zapada za Gubałówką.*(2) Oto Kornel Makuszyński przyjechał na Podhale i swoim zwyczajem rychło sięgnął po pióro, aby spisać w listach do czytelników swoje wrażenia z pobytu w Zakopanem, pieszczotliwie zwanym przez ojca Koziołka Matołka fałszywą perłą Tatr.*(3) Niektóre źródła podają, że pisarz bywał w mieście od czasu do czasu już od 1906 roku. Inne, że w 1911 roku został członkiem komitetu Wystawy Podhalańskiej we Lwowie. Kiedy jednak przyjechał po raz pierwszy do Zakopanego, nie wiadomo. Po wyprowadzce z Lwowa do Warszawy Kornel Makuszyński zaczął częściej odwiedzać góry. Przyjeżdżał na Podhale w towarzystwie swojej pierwszej żony, Emilii Bażeńskiej. Jak wielu postanowił spędzić z żoną letnie wakacje w miejscowości, która zaczynała być coraz bardziej popularna, ale nie była jeszcze zatłoczona. Zażywali z Emilią kuracji w słynnym zakładzie wodoleczniczym doktora Andrzeja Chramca.*(4) Małżonkowie jeździli tu najpierw raz, a następnie kilka razy w roku. Co ciekawe, pisarz , zauroczony góralską architekturą, wybudował nawet w parku otaczającym dworek w Burbiszkach (majątku należącym do brata Emilii, Michała Bażeńskiego – przyp. red.) mały domek w stylu zakopiańskim. Nie przeszkadzało mu, że góralska chata zmontowana z elementów przywiezionych z Podhala w ogóle nie pasowała do żmudzkich równin.*(5)W 1922 roku ukazał się tom pt. Straszliwe przygody, a w nim Listy z Zakopanego, które kilka miesięcy wcześniej pisarz opublikował na łamach różnych periodyków. Pierwszy z nich ukazał się w 1921 roku w „Rzeczpospolitej”, a kolejne w „Warszawiance”, „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”, „Kurierze Warszawskim”, „Głosie Zakopiańskim” i „Głosie Podhala”. Zakopiańskie korespondencje Kornela Makuszyńskiego wzbudziły prawdziwą sensację. W pierwszym z sześciu listów humorysta tłumaczył ich powstanie przedłużającą się nieobecnością pod Tatrami Ferdynanda Hoesicka, autora opasłego dzieła pt. Tatry i Zakopane. Przeszłość i teraźniejszość. Makuszyński tak dworował sobie z przyjaciela: Mimo skrupulatnych poszukiwań nikt już dość dawno Hoesicka w Zakopanem nie widział, co nie tylko rzuciło na tę miejscowość cień melancholji, lecz równocześnie napełniło ją gruźlicznym smutkiem, że jeden sezon minie bez monografii. Tylko dlatego ośmielam się napisać tych słów kilka, jak można tylko najsumienniej, chociaż nie mając niedościgłej metody autora „Listów z Ostendy“, nie będę umiał powiedzieć, jak wysoko wznosi się Zakopane nad poziomem morza i czy Zosia Gutówna wyszła za mąż za Staszka Roja, czy też małżeństwo się rozchwiało z powodu jednej trzeciej morgi gruntu na Gubałówce, zapisanej w księgach hipotecznych pod liczbą 14621 b, do której rości sobie pretensje Marduła Krwawy. Nie będę też umiał naśladować tych rozkosznie rozpustnych ustępów z wojażów rzeczonego Ferdynanda, w których słomiane jego wakacyjne wdowieństwo zmaga się z głęboką wiarą w Opatrzność, ta zaś ustrzeże zawsze każdej cnoty. Stoi temu na przeszkodzie haniebna rozwiązłość moich obyczajów i ohydna nieskromność moich przyjaciół, którzy kąpiąc się w alkoholu, zapominają nieszczęśni, że Bóg na to wszystko patrzy, a Hoesick zapisuje.*(6) Jednak to, co zapisał Makuszyński o Zakopanem wołało o pomstę do nieba – nikt wcześniej (może za wyjątkiem Henryka Sienkiewicza), ani nikt później, tak okrutnie o tym mieście i jego mieszkańcach nie pisał.„Górale jest to szczep dorodny i dzielny; wesele trwa u nich trzy dni, pogrzeb siedem” – pokpiwał. (…) Miasto o ambicjach „zimowej stolicy Polski” to dziura, jakich mało, licha imitacja kurortu, ostrzegał. Brudna, zaniedbana i ciemna. Wieś na drodze od Trzaski do Karpowicza, czyli między dwoma restauracjami, w których bywał. „Po lewej stronie Giewont, po prawej Gubałówka, a w środku deszcz” – pisał. (…) W pensjonatach nie należy oczekiwać wygód, spokoju ani czystości. W restauracjach można dostać najwyżej wyszczerbiony talerz i cynową łyżkę, a światła świecą słabo, jak umarłemu. Schodząc z gór, lepiej nie liczyć na gorącą kolację, bo nawet zwykłego chleba się nie dostanie. Trzeba było wrócić wcześniej, a nie dobijać się po nocy. Bo w Zakopanem tak naprawdę nikomu na gościach nie zależy. (…) Jedyne, do czego gość ma prawo, to zapłacić za kurs do Doliny Strążyskiej sześć razy więcej, niż jest to warte, bo zakopiańskie sępy nie mają żadnych skrupułów, żeby przyjezdnego oskubać do gołej skóry. „Dlatego jadąc na kurację pod Gubałówkę, najlepiej zabrać ze sobą wszystko: jedzenie, pościel, papierosy, dorożkę, a jeszcze lepiej cały dom. (…) Rycerz Giewont przed ułożeniem się na wiekowy sen załatwił pewną ludzką potrzebę i z tego powstało Zakopane” – napisał kiedyś. Zapamiętano mu to na długo.*(7) Pisarz był świadomy narastającej niechęci, z którą także żartobliwie rozprawiał się w swoich felietonach. W jednym z listów pisał, iż doszły go słuchy, że jego niewinne, śladu żółci pozbawione uwagi o tem „niebardzo podłem mieście“ napełniły je goryczą, tak, że nie będę się tam mógł pokazać przez długie lata, a gdybym przybył, nikt mi nie poda kropli wody, ani ogonka pstrąga; na mój widok pierzchać będą przerażone dzieci, żałośnie beczeć będą kozy, góra strąci mnie w przepaść, przepaść nie zechce mnie przyjąć. I słusznie*(8) – wykpiwał. Jednak w rzeczywistości sprawa wydawała się o wiele bardziej poważna. Do redakcji dzienników masowo wysyłano protesty i skargi na jego pisanie. W jednym z wywiadów Kornel Makuszyński wspominał: Wołałem o światło, o szkoły i szpitale, o bruki i o taki drobiazg, żeby krowy nie przechadzały się po ulicach. Piłem u Karpowicza wino z bladym strachem, obawiając się otrucia. Życzono mi nagłej i niespodziewanej śmierci, nawet na koszt gminy.*(9) Bo i celem pisarza, nie było ośmieszenie Zakopanego i zakopiańczyków, a jedynie zwrócenie uwagi na najbardziej palące problemy: niechęć do turystów, liczne oszustwa, złe warunki sanitarne, skandaliczny brak kanalizacji, wszechobecny brud, zacofanie i – co chyba najważniejsze – degenerację własnej tożsamości, psutej przez pieniądze ceprów i pazerność górali.W czerwcu 1926 roku Emilia Bażeńska zmarła na gruźlicę. Czternaście miesięcy później Kornel Makuszyński ponownie stanął na ślubnym kobiercu. Jego wybranką została Janina Gluzińska, śpiewaczka operowa, którą pisarz poznał goszcząc u Władysława Stanisława Reymonta i jego małżonki. Para wzięła ślub 31 sierpnia 1927 roku w kościele parafialnym Świętej Rodziny w Zakopanem. Tym samym Kornel Makuszyński zawarł formalny związek nie tylko ze swoją drugą miłością, ale i z tym leżącym u stóp Tatr miastem. Profesorostwo Gluzińscy (…) byli właścicielami willi Ustronie przy ulicy Sienkiewicza. To właśnie tam pisarz umieścił akcję powieści „Panna z mokrą głową”. Zachwyt Irenki Borowskiej urodą osady pod Tatrami, miejscem jak z zimowej bajki, był zachwytem samego Makuszyńskiego.*(10) Wydaje się, że to właśnie od tego momentu zaczął się zmieniać stosunek pisarza do Zakopanego. I gdy w 1930 roku Ludwik Solski, jeden z najwybitniejszych aktorów w historii polskiego teatru, powtórzył zarzuty, jakie przed laty humorysta postawił miastu i jego mieszkańcom, Kornel Makuszyński stanął w obronie tatrzańskiego kurortu, wzywając artystę, aby oskarżeniami uderzał w niego, a nie w Zakopane. Tak jakby w pewnym momencie uznał, że prawo do krytyki ma tylko on, bo szczerze miasto pokochał, a innym od niego wara. W końcu został jednym z najsłynniejszych przedstawicieli tego szczególnego gatunku ludzi, których malarz Rafał Malczewski, syn Jacka, nazwał volkszakopiańczykami.*(11)Przywiązanie Kornela Makuszyńskiego do miasta wkrótce zostało docenione. 6 marca 1931 roku Rada Miejska przyznała mu za zasługi tytuł honorowego obywatela Zakopanego, a parę miesięcy później został członkiem honorowym Związku Górali. Kiedy w 1936 roku została uruchomiona kolej linowa na Kasprowy Wierch, w dowód uznania otrzymał dożywotni darmowy bilet na kolejkę. Ta sympatia nie wynikała jedynie z felietonistycznego zaangażowania pisarza na rzecz miasta, lecz również z jego działalności dobroczynnej na rzecz zakopiańskich dzieci. W grudniu 1929 roku Kornel Makuszyński ofiarował sekcji narciarskiej Towarzystwa Narciarskiego Wisła Zakopane kryształowy puchar jako nagrodę przechodnią swego imienia, co w kolejnym roku dało początek zawodom narciarskim o „Puchar Kornela Makuszyńskiego” (zwanych potocznie Zawodami Koziołka Matołka). Pisarz prowadził również zbiórki na sprzęt narciarski dla utalentowanych dzieci z ubogich, góralskich rodzin. Warunkiem otrzymania nart były dobre wyniki w nauce. Wśród sportowych wychowanków humorysty z tamtych lat znaleźli się najwięksi polscy narciarze, olimpijczycy, Bronisław Czech i Stanisław Marusarz. Marusarz wspominał epizod po przegranych zawodach. Miał kilkanaście lat, na mecie był zły i chciało mu się płakać. Wtedy podszedł Makuszyński.
- Ciesz się, że przegrałeś, gdybyś wygrał, byłbyś już najlepszy, już nie musiałbyś być lepszy od siebie, a tak wszystko jeszcze przed Tobą.
Czterokrotny olimpijczyk, a w czasie wojny kurier tatrzański, zapamiętał te słowa na zawsze. Podobnie jak jego siostra Helena, którą Makuszyński zachęcił do udziału w zawodach, choć na starcie stanęli sami chłopcy: „Nie becz, będziesz dobra”. Była siódma na kilkuset uczestników.
*(12)Sam Kornel Makuszyński sportów zimowych nie uprawiał. Nie wybierał się także na górskie wyprawy, bo jak twierdził, warjaci łażą po górach, ludzie roztropni nudzą się jak mopsy; bardzo roztropni grają w bridge’a.*(13) Więc zazwyczaj grał. Ale czasami zdarzyło mu się wznieść powyżej poziomu Krupówek. Pewną wyprawą nawet pochwalił się w jednym ze swoich listów do czytelników. Odbył ją w sierpniu 1921 roku w towarzystwie Stanisława Ignacego Witkiewicza i Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Żadna bowiem skromność nie pozwoli mi na zatajenie czynu, którego dokonałem. Sam nie wiem, kiedy i jak, ale dokonałem; jest on na oko mało prawdopodobny i brzmi jak opowieść zakopiańskiego doktora, który się zaklina, że zabił w Dunajcu ogromnego łososia — zwyczajną laską. Obecnych przy tem zdarzeniu było dwóch: doktor i łosoś, ten zaś świadczyć nie będzie. Ja zaś mam świadków czynu, o którym słuchy dotarły do najdalej położonych domów. Oto byłem w Tatrach. Tępy z natury czytelnik myśli, że jest to rzecz niesłychanie łatwa, że na to są góry, żeby po nich chodzić, co już wielu przede mną zrobiło, o czem świadczą świadectwa tak niezbite, jak zbite skorupki jaj, bynajmniej nie orlich, lecz kurzych, na twardo i strzępy gazet, porzuconych na wyżynach. Łatwa jest to rzecz, ale nie dla mnie; daleką i trudną jest droga od biurka na tatrzański szczyt, z premjery nad przepaść. Ha! Mam przyjaciół, wielkich taterników, którzy kiwali nade mną głowami z uznaniem. Byłem bowiem na szczycie Granatów, ogólne zaś zdanie, że „krowa może tam zajść również“ jest dość nikczemnym wymysłem zjełczałych mózgów, albo tych taterników, którzy obwiązani sznurami i plecakami, zaopatrzeni w sztabowe mapy i kilofy, leżą cały dzień w krzakach, pod wieczór zaś okurzają sobie na gościńcu buty, wydobywają z kieszeni szarotki i przychodzą do kawiarni, niemal „cudem wyratowani“ i bardzo głodni. Wyprawa zaś moja była wspaniała i jestem z niej dumny.*(14)Mimo iż Kornel Makuszyński nie był miłośnikiem wysokogórskich wędrówek, kochał góry – doceniał ich piękno i majestat. Podczas wyprawy na Granaty, którą odbył – jak opisywał w korespondencjach – jedynie z laseczką i tabliczką czekolady – cieszył się widokiem Czarnego Stawu (cudny, jedyny), Zmarzłego Stawu (oczy mam pełne zachwytu; chciałbym tych złych ludzi uściskać, ale nie wypada czulić się w obliczu kamiennych olbrzymów) i wreszcie Granatów (skąd się roztoczył widok na niebo i chyba na całą ziemię, niebo wstąpiło we mnie, jasność, rozkosz, radość i wesele. Jestem wniebowzięty).*(15) Choć, jak wspominała Hilda Jankowska, wśród przyjaciół nigdy nie ukrywał, że jego ulubionym wyczynem taternickim jest przejście przez Krupówki, a Giewont wygląda najdoskonalej z werandy restauracji Karpowicza.*(16)Stały mieszkaniec tem się odznacza, że nie mogąc sobie znaleźć w życiu gorszego kłopotu, kupił sobie w Zakopanem willę*(17), pisał Kornel Makuszyński w jednym z listów. A jednak w 1935 roku sam sobie przysporzył takiego kłopotu, obejmując w posiadanie mieszkanie w willi Opolanka, wybudowanej przez doktora Józefa Knosałę przy ówczesnej ulicy 29 Listopada (dziś Kazimierza Przerwy-Tetmajera) w Zakopanem. Małżeństwo z roku na rok coraz więcej czasu spędzało w mieście i posiadanie prywatnej kwatery było wygodnym rozwiązaniem.W tym samym czasie Makuszyńscy przeprowadzili się również do kamienicy przy ulicy Grottgera na warszawskim Mokotowie. Ich sielanka trwała do wybuchu wojny. Tuż przed kapitulacją Warszawy 28 września 1939 roku, podpisaną przez generałów Tadeusza Kutrzebę i Johannesa Blaskowitza, na kamienicę, w której mieszkali, spadła bomba. Pocisk zniszczył część oficyny, w której mieścił się gabinet pisarza, on i żona byli w tym czasie w innej części mieszkania. Przepadły biblioteka, wiele cennych obrazów, listy od najważniejszych polskich pisarzy. „Już po kapitulacji, gdy uprzątnięto część rumowiska, Kornel Makuszyński godzinami pochylał się nad smutnym stosem i szukał, wygrzebywał, wyjmował zniszczone pamiątki. Wyciągał jakieś strzępy, opylał, obcierał sam lub z pomocą naszego dozorcy, pana Franciszka” – wspominała sąsiadka Jadwiga Konopka.*(18) Mimo okupacji miasta i wojennej zawieruchy wiosną 1940 roku rozpoczęto odbudowę kamienicy. Prace postępowały bardzo szybko i jeszcze tego samego roku małżeństwo powróciło do swojego mieszkania. Kolejny cios spadł na nich w sierpniu 1944 roku. Wraz z wybuchem Powstania Warszawskiego walki obejmowały kolejne dzielnice miasta. Makuszyńscy zostali zmuszeni do opuszczenia kamienicy przy Grottgera, a następnie do opuszczenia Warszawy. Zostali umieszczeni w obozie przejściowym w Pruszkowie, skąd przewieziono ich wagonem bydlęcym do Opoczna, stamtąd zaś trafili do Krakowa i wreszcie – w listopadzie 1944 roku – do Zakopanego. Sienkiewicz powiedział, że każdy ma dwie ojczyzny, własną i Włochy – wspominał lata później Kornel Makuszyński w jednym z wywiadów. Ja miałem dwa miasta: Warszawę i Zakopane, więc kiedy mi wszystko uleciało z wiatrem, gdzież się miałem schronić?*(19)Początkowo małżeństwo zamieszkało w domu restauratora, Stanisława Karpowicza, jednak szybko przeniosło się z ulicy Piłsudskiego do Opolanki. Powojenna rzeczywistość okazała się dla Makuszyńskich niezwykle trudna – żyli w biedzie, brakowało im jedzenia i węgla. Mimo to pisarz starał się zachować pogodę ducha – angażował się w różne inicjatywy, dalej pisał. Jednak w nowym ustroju żywot literatów i wydających ich oficyn zdawał się być przesądzony. Wydawnictwo Gebethner i Wolff w 1946 roku wznowiło kilka najgłośniejszych powieści Kornela Makuszyńskiego, wydało również pierwszą i ostatnią powojenną książkę jego autorstwa, List z tamtego świata, za co pisarz otrzymał skromne wynagrodzenie. Cenzorzy starali się uprzykrzać życie wydawcom i autorom, domagali się daleko idących zmian, nierzadko – odrzucali rękopisy w całości. Z pisarstwem Kornela Makuszyńskiego było im wyjątkowo nie po drodze, władza ludowa skazała więc prozaika na zapomnienie. W prasie literackiej nie pisano o nim w ogóle, w podręcznikach niechętnie i raczej źle. Po raz ostatni wznowiono jego książki w roku 1947, potem wycofywano z bibliotek nawet te, które już tam były. Nie pasował do nowych czasów.*(20) Powód był oczywisty: centralny urząd cenzury, czyli powołany w 1946 roku Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, [i]uznawał jego dzieła za pozbawione treści wychowawczych i „wsteczne”. Kontynuację rozważań na ten temat przynosi list z 12 VIII 1952, w którym Makuszyński zaznacza, że nie da się przekreślić jego dorobku pomimo niechętnej postawy władz, gdyż stale przoduje w rankingach czytelniczych dla młodzieży. Przytacza także absurdalny zarzut, jaki postawiła cenzura, blokując dodruk „Szatana z siódmej klasy”: „zbytni” kult Napoleona.*(21)Trudności bytowe i zawodowe nie zniechęciły Kornela Makuszyńskiego do angażowania się w sprawy zakopiańskiej społeczności. Odbywał spotkania autorskie, aktywnie kwestował na rzecz sanatoriów, prowadził zbiórki charytatywne dla najmłodszych górali. Ponieważ cały sprzęt zgromadzony przed wojną przez Towarzystwo Narciarskie Wisła Zakopane został zrabowany przez Niemców, zaapelował do swoich czytelników o pomoc. Udało się zebrać nie tylko narty i buty, ale także ciepłą odzież dla dzieci, które – po otrzymaniu tych podarków – były mu tak wdzięczne, aż wysłały do pisarza wzruszający list: „Wielgom ucieche zrobiyliście nom, zeście nos obdarowali nartami. Wyście nopirsy z nasych gości wyculi w sercu, cego nom najbardziyj potrza było. […] za te Wase serce, za te narty i za te ksiązki, coście je telo fajnie uzdajali lo dzieci – Panie Boze Wielgi Wom zapłać!!!”.*(22)Kornelem Makuszyńskim interesowała się nie tylko cenzura, ale i bezpieka. Rozpracowywano zarówno jego samego, jak i jego przyjaciół, część akt zachowało się po dziś dzień w archiwach Miejskiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Zakopanem. Jednak najmocniejszy cios władza ludowa zadała Makuszyńskim w 1952 roku, kiedy to urzędnicy uznali, iż ich pięciopokojowe mieszkanie o powierzchni 70 metrów kwadratowych jest zbyt obszerne jak na dwoje starszych małżonków. Dokwaterowano im lokatora. Pomieszczenie o powierzchni około dziesięciu metrów kwadratowych było jedynym, które miało osobne wejście i toaletę, pozostałe pokoje połączone były amfiladowo. Szybko okazało się, że to wcale nie koniec. Sublokator uznał, że należy mu się więcej metrów, bo jest chory na gruźlicę, ma żonę oraz syna i potrzebuje przestrzeni.*(23) Sprawa znalazła swój finał dopiero po śmierci pisarza.A ta śmierć przyszła nagle, choć nie niespodziewanie – pisarz ciężko chorował. W emigracyjnym „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza” generał Tadeusz Alf-Tarczyński, współzałożyciel londyńskiego Instytutu Józefa Piłsudskiego, ujawnił szczegóły ostatnich dni życia Makuszyńskiego, które opisał mu w liście ktoś z Zakopanego. Coraz cięższa cukrzyca, zatrucie, wylew krwi do mózgu powodujący paraliż połowy ciała, wreszcie obustronne zapalenie płuc. A kiedy wydawało się, że wszystko dobrze się skończy, paraliż zaczął ustępować, pisarz odzyskał mowę i żartował nawet z niedowładu ręki, nie wytrzymało serce.*(24) Kornel Makuszyński zmarł 31 lipca 1953 roku w wieku 69 lat.Są ludzie, którzy nie powinni umierać, którzy nie pasują do śmierci, o których trudno myśleć jako o zmarłych. Do takich należał Kornel Makuszyński. Pogodny epikurejczyk, uśmiechnięty, cały w doczesnym szczęściu*(25) Za pisarzem płakało całe Podhale, płakała cała Polska. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 3 sierpnia 1953 roku. W pogrzebie pisarza uczestniczyło tysiące górali. Zakopiańczycy pochowali go ze wszystkimi honorami na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku. Kondukt żałobny odprowadzał pisarza w ostatnią drogę z samej Opolanki. Trumnę z ciałem honorowego zakopiańczyka wynieśli górale w odświętnych cuchach. Umieszczono ją na zaprzężonym w konie wozie wysłanym gałęziami świeżej jedliny i kosówki. Kondukt szedł przy dźwiękach „Sabałowej nuty” granej przez kapelę Obrochtów. (…) Do trumny włożono białą różę, którą dzień wcześniej przyniósł do Opolanki mały chłopiec.*(26)Chciano go skazać na damnatio memoriae, jednak wierni czytelnicy nie pozwolili zapomnieć o swoim ukochanym autorze. Największy bój o spuściznę po mężu stoczyła jego żona, Janina Gluzińska-Makuszyńska. Po śmierci Kornela Makuszyńskiego ich wspólne mieszkanie znowu stało się przedmiotem zainteresowania władzy ludowej. Dokwaterowany lokator żądał większej przestrzeni życiowej, przyniósł przydział na kolejny pokój. Wdowa szukała pomocy wszędzie – u ministra kultury Włodzimierza Sokorskiego, w Związku Literatów Polskich (wówczas pod kierownictwem Leona Kruczkowskiego), ale nikt nie mógł (nie chciał?) jej pomóc. Kiedy współlokator w asyście milicji zaczął wyburzać ścianę w mieszkaniu, zdesperowana kobieta zadzwoniła do premiera Józefa Cyrankiewicza. Dopiero on wstrzymał eksmisję. Jednak mimo tej formalnej decyzji Janina Gluzińska nie czuła się we własnym domu bezpieczna. Aby uniknąć ponownego dokwaterowania niechcianych lokatorów, w połowie lat 60. XX wieku zapisała mieszkanie wraz z wyposażeniem narodowi polskiemu z przeznaczeniem na przyszłe muzeum. Sama zobowiązała się do opieki nad zbiorami. Dopiero wówczas komuniści zgodzili się wyłączyć spod kwaterunku mieszkanie Makuszyńskich. Pozwolili również wdowie nadal mieszkać w jednym pokoju z kuchnią i zatrudniono (ją - przyp. red.) na pół etatu jako dozorczynię i sprzątaczkę punktu muzealnego. Do końca życia Pani Janina oprowadzała zwiedzających po swoim dawnym mieszkaniu.*(27)

Makuszyński pierwszy zadał cios żerującej na polskiej duszy dostojewszczyźnie. On to bowiem pierwszy uderzył na alarm i przestrzegł przed chorobliwem wsłuchiwaniem się w szmery kałmyckiego robactwa, toczącego ducha narodowego i trującego w zarodku porywy szczerej polskiej radości życia. Książki jego pisane żywym, czystym, polskim językiem czytane są przez wszystkie warstwy bez wyjątku. Czytają je i bogaci, i ubodzy, i więźniowie, i młodzież. Wszystkim niesie Makuszyński w swych utworach wesele i bunt przeciw melancholji i jałowym hasłom. Z każdego jego utworu tchnie radość życia i prawdziwe umiłowanie ludzkości.*(28)



*(1) Makuszyński Kornel, Panna z mokrą głową, Wydawnictwo „Nasza Księgarnia”, Warszawa 2018, s. 5.
*(2) Makuszyński Kornel, Straszliwe przygody, Instytut Wydawniczy „Biblioteka Polska”, Warszawa 1922, s. 139-140.
*(3) Makuszyński Kornel, Straszliwe…, dz. cyt., s. 135.
*(4) Urbanek Mariusz, Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017, s. 122.
*(5) Tamże, s. 108.
*(6) Makuszyński Kornel, Straszliwe…, dz. cyt., s. 134.
*(7) Urbanek Mariusz, Makuszyński…, dz. cyt., s. 124-125.
*(8) Makuszyński Kornel, Straszliwe…, dz. cyt., s. 133.
*(9) Urbanek Mariusz, Makuszyński…, dz. cyt., s. 127.
*(10) Tamże, s. 122.
*(11) Tamże, s. 128.
*(12) Tamże, s. 136.
*(13) Makuszyński Kornel, Straszliwe…, dz. cyt., s. 165.
*(14) Tamże, s. 183-184.
*(15) Tamże, s. 186-192.
*(16) Urbanek Mariusz, Makuszyński…, dz. cyt., s. 129.
*(17) Makuszyński Kornel, Straszliwe…, dz. cyt., s. 174.
*(18) Urbanek Mariusz, Makuszyński…, dz. cyt., s. 217.
*(19) Tamże, s. 141.
*(20) Tamże, s. 7-8.
*(21) Budrowska Kamila, Nieznane archiwum wydawnictwa „Gebethner i Wolff”, czyli o pożytkach z przeglądania „Przewodnika polonisty”, w: „Pamiętnik Literacki”, Instytut Badań Literackich PAN i Towarzystwo Literackie im. Adama Mickiewicza, Wrocław-Warszawa 2014, s. 158.
*(22) Urbanek Mariusz, Makuszyński…, dz. cyt., s. 236.
*(23) Tamże, s. 267-268.
*(24) Tamże, s. 271.
*(25) Wierzyński Kazimierz, Szkice i portrety literackie, Warszawa 1990, s. 199.
*(26) Urbanek Mariusz, Makuszyński…, dz. cyt., s. 9-10.
*(27) Tamże, s. 12.
*(28) Dunin Markiewicz Kazimierz, Laureat literackiej nagrody państwowej Kornel Makuszyński, w: „Od A do Z: dwutygodnik ilustrowany”, 1926, nr 3, s. 3.


Zdjęcia: Marcin Stanisławski. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dziękujemy Muzeum Tatrzańskiemu im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem za pomoc w realizacji projektu.

Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję