Oddałem niebu, co z nieba do mnie przyszło. Zygmunt Krasiński w Złotym Potoku
Data publikacji: 31 sierpnia 2020 A- A A+
Przyjeżdżaj (…) miejsca nie brakuje, powietrze jest lekkie, świeże, pachnące, woda jest prawdziwym nektarem, spacery urocze, dom dobry i solidny – słowem, Potok podoba mi się, jestem pewna, że i Tobie się spodoba. (…) Nic łatwiejszego jak przyjechać – w Myszkowie wysiada się z wagonu, wszyscy konduktorzy Wam to powiedzą i tam znajdziecie czekające na Was powozy potockie, które radośnie żwawo przywiozą Was pod bramy poczciwego domu, z którego ten list jest wysłany. Trzeba przejechać przez trochę arabskiego piasku, ale ten piasek wcale nie jest głupi i płaski, udaje pagórki, co czyni go mniej nudnym, słowem, w mgnieniu oka dociera się do celu, a gdy tylko człowiek znajdzie się na potockim terenie, porusza się wyłącznie po cudownych lasach*(1) – tak w liście z 17 lipca 1857 roku adresowanym do Katarzyny Potockiej pisała Eliza z hrabiów Branickich Krasińska, żona Zygmunta Krasińskiego. Złoty Potok to miejsce szczególne w historii rodziny Krasińskich: miało wzmocnić – czy wręcz przywrócić – związek wieszcza z krainą przodków, zachęcić go do zarzucenia licznych podróży i osiedlenia się w kraju nad Wisłą. Tymczasem to właśnie w tym malowniczym zakątku Jury Krakowsko-Częstochowskiej rozegrała się tragedia, po której Zygmunt Krasiński prędko opuścił ziemie polskie i nigdy już do ojczyzny nie powrócił.

Dwór w Złotym Potoku trafił w ręce Krasińskich na początku lat 50. XIX wieku. W lipcu 1851 roku w Warszawie Wincenty Krasiński, ojciec poety, podpisał umowę zakupu klucza janowskiego, potwierdzoną dokumentem wydanym przez pisarza aktowego, Józefa Noskowskiego (wcześniej generał sprzedał majątek Dunajowce na Podolu). Nowy nabytek obciążony był licznymi długami, ponadto w 1852 roku mieszkańcy Przyrowa wnieśli skargę graniczną wobec kilku osób, w tym wobec Wincentego Krasińskiego jako właściciela złotopotockiego dworu (jeszcze tego samego roku sprawa zakończyła się szczęśliwie dla generała, korzystnym rozstrzygnięciem Mazowieckiego Trybunału Cywilnego). Wydaje się, że wybór potockiego majątku był nieprzypadkowy z kilku powodów. Po pierwsze, wcześniej należał on do małżonki jednego z dawnych właścicieli, Stanisława Koniecpolskiego, którą była prababka generała ze strony matki – Krystyna Lubomirska. Po drugie, Wincenty Krasiński wierzył, że z uwagi na niezwykłe walory przyrodnicze okolicy, zachęci on Zygmunta do częstszego pobytu w ojczyźnie. Poeta miłował przyrodę, zachwycał się zwłaszcza różnego rodzaju formacjami skalnymi. A tych na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej nie brakowało – usiana wąwozami z wapiennymi ostańcami, licznymi jaskiniami oraz XIV-wiecznymi warowniami i zamkami, powstałymi za czasów Kazimierza Wielkiego (znanymi dziś jako Szlak Orlich Gniazd), zachwycała wszystkich, którzy ją odwiedzali. A po trzecie – i co najistotniejsze – Iwan Paskiewicz, ówczesny namiestnik Królestwa Polskiego, w liście z końca lipca 1850 roku informował Wincentego Krasińskiego, że jego syn obcy własnej ojczyźnie, nie może się liczyć w poczet ludzi cieszących się sławą w oczach rządu (…), wszelkie dwuznaczne zachowanie się narazić go może na ciężką przed prawem odpowiedzialność..*(2) Dla ojca poety to ostrzeżenie miało niezwykłe znaczenie. Generał Krasiński był dowódcą pułku szwoleżerów w gwardii Napoleona Bonapartego (niepoparte dokumentami legendy mówią, że cesarz Francuzów był ojcem chrzestnym małego Zygmunta) i uczestnikiem kampanii napoleońskich, który od sądu sejmowego w r. 1829 uchodził za odstępcę i moskala.*(3) Był wielkim przeciwnikiem powstania listopadowego z lat 1830-31, po 1830 roku członkiem rosyjskiej Rady Państwa, a po śmierci Paskiewicza w 1856 roku – pełnił obowiązki namiestnika Królestwa Polskiego. Jako zwolennik współpracy z Rosją i podporządkowania Polski carowi, nie mógł sobie pozwolić na to, aby postawa jego syna była poddawana w wątpliwość przez dwór Mikołaja I, a później – Aleksandra II. Konsekwencją udzielonego ostrzeżenia, skutkującego pojawiającymi się problemami z uzyskaniem paszportu, jest powolne wycofywanie się poety z politycznego życia Wielkiej Emigracji, o którym świadczyć może pogrzeb Mickiewicza – pomimo obecności w tym czasie w Paryżu, co prawda incognito, Krasiński nie bierze w nim czynnego udziału, przypatrując się konduktowi żałobnemu z okna w hotelu. (..) To ojciec zdecydował również (…), że wakacje (latem 1857 roku – przyp. red.) spędzą całą rodziną w Polsce.*(4)Dwór w Złotym Potoku stanowił część zespołu rezydencjonalnego usytuowanego w dolinie rzeki Wiercicy w północnej części Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, przy niegdysiejszym szlaku handlowym, łączącym Wielkopolskę ze Śląskiem. Potok należał do rodowego majątku Potockich herbu Szreniawa do drugiej połowy wieku XVI, stając się następnie własnością Jana Silnickiego herbu Doliwa. W 1625 roku majątek sprzedano hetmanowi polnemu koronnemu Stanisławowi Koniecpolskiemu (który przekazał go swojemu bratankowi Janowi Koniecpolskiemu, założycielowi Janowa – przypis red.). W tekście datowanym na rok 1672 siedzibę scharakteryzowano jako otoczoną murem kamienicę. Inwentarz sporządzony piętnaście lat później zawiera informacje o murowanym, dwukondygnacyjnym dworze obronnym z wewnętrznymi schodami z drewna dębowego, z ceglaną podłogą w sieni, drewnianymi drzwiami i posadzkami w pokojach. Parter obejmował sześć pomieszczeń, a piętro dziesięć. W kolejnym stuleciu i na początku XIX wieku Złoty Potok wielokrotnie zmieniał właścicieli.*(5) Majątek należał między innymi do Piotra Potockiego, uczestnika konfederacji barskiej, a następnie – z nadania carycy Katarzyny II – do księcia Kurlandii Karola Ernesta Birona, który jednak nigdy w nim nie mieszkał. Kolejni właściciele – Stanisław Kostka Szaniawski i Michał Pruszak – użytkowali jedynie część budynku, przez co zamek znacząco podupadł. W 1829 roku nie nadający się do zamieszkania dwór obronny przejął siostrzeniec Pruszaków, Stanisław Leski, i to on ze względu na wysokie koszty jego utrzymania, zlecił wybudowanie obok zamku parterowego dworku, który później stał się miejscem zamieszkania kolejnych właścicieli potockiego majątku – rodów Skarżyńskich i Pintowskich. Tymczasem dwór obronny stał pusty i obracał się w ruinę, do czasu aż nie nabył go hrabia Wincenty Krasiński, który tchnął w to miejsce zupełnie nowe życie.

Z inicjatywy Krasińskiego siedzibę przebudowano, zachowując układ przestrzenny oparty na kompozycyjnym powiązaniu budowli z kościołem parafialnym.*(6) Dotychczasowy zamek został przekształcony w rezydencję pałacową w stylu pseudoklasycystycznym z elementami neorenesansowymi. Generał zlecił również wykonanie rejestrów pomiarowych okolicznych gruntów oraz sporządzenie planów granic lasów. Kolejny etap przekształceń wiązał się z otoczeniem rezydencji, między innymi z uzupełnieniem stanu zadrzewienia oraz pracami porządkowymi na dziedzińcu przed głównym wejściem.*(7) Tak majątek prezentował się, kiedy w 1857 roku przyjechali do Złotego Potoku Krasińscy. Czy był to pierwszy przyjazd Zygmunta Krasińskiego na Jurę? Informacje w tej sprawie są sprzeczne. Józef Mikołajtis twierdził, że poeta kilkukrotnie odbył pielgrzymki na Jasną Górę. Krzysztof Czajkowski pisze o dwóch: Jedna z roku 1849, potwierdzona wpisami Wincentego, Zygmunta i Elżbiety Krasińskich w „Książce Arcybractwa Aniołów Stróżów”, czyli tzw. „Księdze Złotej” klasztoru. I druga, bardziej już domniemywana, z grudnia 1852 roku. W drodze powrotnej z Drezna do Warszawy Krasiński zatrzymał się dwa dni w Częstochowie. Odbycie pieszej pielgrzymki ze Złotego Potoku na Jasną Górę w 1857 roku, chociaż poparte „relacją ustną o. Alfonsa Jędrzejowskiego, liczącego 90 lat”, wydaje się fizycznie niemożliwe, biorąc pod uwagę ówczesny stan zdrowia Krasińskiego. Sędziwemu zakonnikowi mogły się najzwyczajniej pomylić osoby, nie mówiąc już o miejscu i czasie.*(8) Podobnie nie jest pewne, kiedy dokładnie Zygmunt Krasiński przyjechał do potockiego majątku. Jak ustalono według korespondencji ówczesnego administratora dóbr złotopotockich – Kotarbińskiego (poeta przebywał w nim – przyp. red) w okresie od połowy maja do połowy września 1857 roku.*(9) Tymczasem Edward Raczyński wspomina, że Zygmunt Krasiński odwiedził go tylko raz jeden podobno i to na krótko.*(10) Potwierdzenie tego faktu można odnaleźć w listach Elizy Krasińskiej, żony poety. W liście z 29 lipca 1857 roku tak pisała do Katarzyny Potockiej: Spieszę się, gdyż wychodzę na spotkanie Zygmuntowi, który dzisiaj przyjeżdża! Zostawiam Cię zatem i spieszę tylko do Myszkowa.*(11) W oparciu o informacje zawarte w korespondencjach, można stwierdzić, że 19 lipca 1857 roku Zygmunt Krasiński wyjechał z Paryża – i przez Frankfurt, Baden, Fryburg i Drezno, skąd wyjechał 29 lipca, a następnie przez Wrocław i Mysłowice – przybył 30 lipca do Złotego Potoku. Data przyjazdu Elizy Krasińskiej z dziećmi do potockiego majątku nie jest znana. Z Paryża, zgodnie z zapowiedzią w jednym z listów, miała wyjechać 2 lipca 1857 roku.Zygmunt Krasiński w czasie pobytu w dobrach swego ojca mieszkał w zachowanym do dziś dworku staroszlacheckim obok pałacu*(12) – tak twierdzą niektórzy badacze. Pól do domysłów jest wiele, gdyż pobyt wieszcza w Złotym Potoku jest praktycznie nieobecny w listach Zygmunta Krasińskiego. Zdecydowanie więcej na ten temat pisze w swoich korespondencjach jego małżonka. I to w oparciu o te dokumenty można jednoznacznie stwierdzić – wbrew przytoczonej powyżej, a zarazem obiegowej opinii – iż poeta podczas swojej bytności w potockim majątku wcale nie zamieszkiwał w dworku, będącym dziś muzeum jego imienia. W budynku zatrzymała się jedynie Eliza Krasińska z dziećmi i tak opisywała go w jednym z listów do Katarzyny Potockiej: Są w domu oprócz salonu cztery do pięciu dobrych pokoi i jeszcze kilka pokoi w „oficynce” zwanej pałacykiem, a przeznaczonej dla Zygmunta.*(13) W liście z 30 lipca 1857 roku do Aleksandry Potockiej zaś tak pisała: Zygmunt zajmuje dwa pokoje w domu na górze, co sprawia, że obok niego są tylko dwa do dyspozycji.*(14) Na potrzeby poety przeznaczono pomieszczenia w pałacu z uwagi na jego zły stan zdrowia.

Matka Zygmunta Krasińskiego umarła w 1822 roku na – jak to określano – chorobę piersiową. Syn odziedziczył po niej organizm wątły i słabowity, twarz niepiękną (z wyjątkiem oczów, a i tych piękność zginęła prędko, bo od młodości były zawsze chore), cerę czerwoną, i zaród chorób, które go przez całe życie dręczyły.*(15) Towarzyszył mu permanentny ból fizyczny nieznanego pochodzenia, doznał niemal całkowitej ślepoty, w końcu umarł na gruźlicę. Mówiono o jego hipochondrii, dużo też o pozie romantycznej, autokreacji na naznaczonego przez los odmieńca. To bywało i modne, i towarzysko skuteczne, ówczesny ideał kochanka faworyzował schorowane widma klecące wiersze na rzymskich i innych ruinach, im bledsze, tym bardziej kolorowe i pociągające; do Chopina, jego brata w konaniu, Georges Sand słała listy z nagłówkiem „Mój drogi trupie”. (…) Jak było naprawdę z tym codziennym konaniem, agonią w piątek i świątek, którą odgrywał w swych listach i w salonach, trudno powiedzieć. W każdym razie lubował się w ponuractwie, w czarnych obrazach, w pisaniu o swym rozpadającym się ciele, o ciągłych krwotokach. Któregoś wieczoru w Rzymie, wracając do domu, dostał konwulsji: „krwią całą sień zbroczyłem, niezawodnie ze trzy szklanki jej wyszło mi ustami”. Nazajutrz – opowiadał dalej w liście do Delfiny – „zgromadziło się grono ciekawych i nie rozumieli skąd tyle krwi się czerwieni w tych sieniach. Jakiś żandarm przechodzący wdał się w to i wszedł aż na górę pytając, co to znaczy. Dopierom ja wystąpił i zaręczył za identyczność tej krwi mojej”. *(16)Jakimi zajęciami zajmował się Zygmunt Krasiński w Złotym Potoku wiadomo niewiele. Rąbka tajemnicy uchyla znów w swoich listach Eliza. Na pewno odwiedzali ich rozliczni goście. W liście z 20 sierpnia 1857 roku żona poety tak pisze do Zofii Potockiej o wizycie Aleksandry Potockiej: Mój dzielny Zygmunt potrafi ją cenić i naprawdę cieszy się z jej pobytu tutaj. Spędzaliśmy miłe wieczory na długich, długich rozmowach, chodziliśmy na spacery, podczas których słowa biegły równie szybko jak nogi, a ostatniego dnia urządziliśmy sobie święto – czytaliśmy strony z Gratry.*(17) Oprócz lektury De la connaissance de Dieu tego francuskiego teologa, Krasińscy zaczytywali się w gawędach Ludwika Kondratowicza, znanego pod pseudonimem Władysław Syrokomla. 27 sierpnia 1857 roku Eliza Krasińska pisała do Aleksandry Potockiej: Zygmunt przeczytał „Nocleg” i „Chatę” Syrokomli i (…) jest zachwycony. Wiersz jest dobry i piękny, i pomysł szlachetny.*(18) W kolejnym liście szybko jednak skorygowała tę informację: Pomyliłam się, to nie „Chata” a „Stare wrota” tak się Zygmuntowi podobały, jednak każe Ci powiedzieć, że „Nocleg” najpiękniejszy. Jan Cmentarnik wycisnął łzy z oczu Adziura, wszystko to jest piękne i zacne i szlachetne*(19) Umiłowanie czytania było tym, co – jak się wydaje – szczególnie łączyło małżeństwo Krasińskich. Córka Władysława i Róży Potockich, a zarazem wnuczka hetmana Franciszka Ksawerego Branickiego, została wydana za Zygmunta Krasińskiego w Dreźnie w lipcu 1843 roku. I, zdaniem Ferdynanda Hoesicka, XIX-wiecznego historyka literatury, wyszła za niego, bo takie było życzenie rodziców; bo była w wieku, kiedy wypadało iść za mąż; bo wychodząc za Krasińskiego, robiła lepszą partię, aniżeli by mogła zrobić, wychodząc za kogokolwiek innego. Był to zwykły „mariage de raison” czy też „de convénance”, nie zaś „un mariage d’amour”.*(20) Co ciekawe, wbrew temu, do czego wydawała się predestynowana (a więc do roli osoby, której egzystencja spełniać się miała w cieniu i zgodnie z zamysłami wybitnego, choć niezbyt sympatycznego małżonka oraz jego rodziny), odznaczała się dużą aktywnością towarzyską i intelektualną, angażowała w sprawy społeczne i polityczne Europy, była koneserką sztuki, nie brakowało jej uzdolnień artystycznych.*(21) Była zaangażowaną czytelniczką, czytała wiele i w swoich listach do przyjaciół i rodziny chętnie wdawała się w dyskusje na temat przeczytanych lektur. Kierowała się własnym gustem, ale też korzystała z rekomendacji męża. Lektury polskie często podsuwa Elizie małżonek, tak dzieje się na przykład w przypadku dramatu Edwarda Antoniego Odyńca „Felicyta, czyli męczennicy kartagińscy” (1849), który poecie bardzo się podobał, czy wydanej przez Henryka Rzewuskiego powieści „Łaska i przeznaczenie” (1851). (…) Z inspiracji Krasińskiego wynika prawdopodobnie uwaga Elizy na temat opublikowanego w 1851 roku „Promethidiona”: „Wszystko, co o nim można powiedzieć to to, że napisał go Norwidion!...”.*(22) Stwarzając swój portret jako odbiorcy literatury, Krasińska ukazuje się także jako osoba współuczestnicząca w pasjach męża. A to z kolei może zarówno przyczyniać się do budowy wizerunku Elizy i Zygmunta jako dobrego stadła, na czym prawdopodobnie zależało tej odpowiedzialnej i powodowanej poczuciem obowiązku kobiecie (…), jak i być czynnikiem kompensującym uczuciowe i erotyczne karencje tego związku.*(23)Czy poprzez swoje listy budowała pozytywny wizerunek swojego nie najszczęśliwszego małżeństwa, wie tylko ona sama. Ale dając wiarę przytaczanym przez nią faktom, dzięki jej korespondencjom można odtworzyć codzienne życie rodziny Krasińskich w potockim majątku. W jednym z listów pisała: Byłam z Zygmuntem i chłopcami „na polowaniu z obławą” – ponad stu ludzi na nogach i ani jednego zabitego zająca; dziś zaczynamy od nowa.*(24) Polowania zajmowały szczególnie obu synów Krasińskich. Eliza w liście do Katarzyny Potockiej z 22 sierpnia 1857 roku opowiadała: Dzieci czują się dobrze, Lili zabił dwa zające, czuje się jak bohater i jest bardzo szczęśliwy. Adzio cieszy się chwałą swojego brata, w oczekiwaniu, iż dozna podobnej.*(25) Nie mniejszą radość sprawiały dzieciom kąpiele w przypałacowym stawie. Pod oknami domu mamy mały staw z przezroczystą wodą, nad którym stoi „budka”, znakomita do zanurzeń „à la Graeffenberg”, prosto z łóżka*(26) – entuzjastycznie wspominała o wodnych harcach w liście do Aleksandry Potockiej. Rodzina wiele czasu spędzała na łonie natury, ciesząc się niezwykłością jurajskiego krajobrazu. Kopiemy, ryjemy, drążymy w lesie za Twardowskim. Jak widzisz w duszy jesteśmy wieśniakami, toteż żal mi Potoku z jego ciszą. Zygmuntowi również bardzo się tu podoba i trudno mu będzie stąd odjeżdżać*(27) – zwierzała się Aleksandrze Potockiej w liście z 27 sierpnia 1857 roku, napisanym na niespełna dziesięć dni przed planowanym wyjazdem do Warszawy.Według świadectwa współczesnych to właśnie Zygmunt Krasiński nadał nazwy skałom, źródłom i stawom w Złotym Potoku. Jego fantazji poetyckiej zawdzięczać należy nazwy: „Brama Twardowskiego” i „Most Diabelski”. Jego imię – Zygmunt – nosi główne źródło złotopotockie, tak jak dwa stawy on też ochrzcił imionami Elżbiety – na cześć swej ukochanej córeczki – i „Irydiona” – ku upamiętnieniu najlepszego swego dzieła poetyckiego.*(28) To poeta miał także nazwać jeden z baśniowych stawów na rzece Wiercicy, w rezerwacie „Parkowe”, stawem „Nocy Letniej” i związać go ze szczególną legendą: staw miał zatrzymywać w pamięci ludzkie twarze, a letnią nocą w srebrnej poświacie księżyca odtwarzać zapamiętane wizerunki ludzi. Urzeczony pięknem źródła, znajdującego się nieopodal stawu „Nocy Letniej”, Zygmunt Krasiński miał nazwać je „Źródłem Spełnionych Marzeń”, co wprost miało określać jego szczególne właściwości.Wspomniana „Brama Twardowskiego” to skalny ostaniec, będący bramą do lasów złotopotockich. W myśl legendy, kogut dosiadany przez czarnoksiężnika Twardowskiego odbił się właśnie od tej skały i poszybował na Księżyc. Odbijając się, pazurami wybił w wapieniu dziury, które można zobaczyć po dziś dzień na zwieńczeniu otworu. Co ciekawe, skała już za czasów obecności Krasińskich w Złotym Potoku została udostępniona turystycznie poprzez wybudowanie do niej drewnianych schodów.Do udostępnienia innego ostańca przyczynił się zaś sam hrabia Krasiński. „Diabelskie Mosty” swoją nazwę zawdzięczają poecie, ale także decyzji jego ojca o wybudowaniu pomiędzy wierzchołkami wysokich, osiągających nawet 15 metrów, skał wiszących mostków. Z tymi blokami skalnymi także wiąże się pewna legenda: otóż diabeł, wypatrując Twardowskiego na Księżycu, miał wpaść w te szczeliny skalne i zaklinować się. Aby uniknąć podobnego wypadku, diabeł miał wyczarować na szczycie skał wspomniane już mosty. Druga z legend mówi o istniejącym tu niegdyś diabelskim zamku Tatarzyna, który za sprawą diabła zapadł się pod ziemię. Na koniec, żeby pobudzić wyobraźnię, warto dodać, że jedna ze skał wewnętrznych przypomina w kształcie głowę diabła.Dla wielu to namacalny dowód na prawdziwość obu przytoczonych legend.Czy Zygmunt Krasiński rzeczywiście nazwał te cuda natury ich obecnymi nazwami? Ponieważ nie zachowały się żadne dokumenty w tej sprawie, zagadnienie pozostaje nierozstrzygnięte. Związanie miejsca z osobą, w tym przypadku wykreowanie charyzmatyczno-symbolicznej przestrzeni na zasadzie „genius loci”, w równej mierze przypisać można fantazji poetyckiej autora „Pana Trzech Pagórków”, co legendotwórczej pragmatyce „późnych wnuków”.*(29) Warto przy tej okazji wspomnieć, że do poznania tych wszystkich zjawisk krasowych przyczynili się istotnie tak zwani naturaliści warszawscy. Byli to badacze różnych dziedzin nauk przyrodniczych, którzy przebywali w majątku Krasińskich od czasu do czasu od 1854 roku. W czasie pobytu Krasińskich w Złotym Potoku latem 1857 roku w ich majątku gościł Antoni Waga – znakomity przyrodnik, uczestnik wypraw podróżniczo-naukowych organizowanych przez braci Branickich, autor kilkudziesięciu prac naukowych i podręczników szkolnych z zakresu przyrodoznawstwa. Eliza Krasińska w swoich listach z radością odnotowywała, że uszczęśliwiał dzieci opowieściami o roślinach i owadach. Pisała: Jest nadal z nami ku uciesze dzieci – codziennie znajduje jakieś nowe cudo o czterech lub sześciu łapach!...*(30)Zygmunt Krasiński podczas swojego pobytu w potockim majątku sporo czasu spędzał z dziećmi. Eliza podkreśliła to między innymi w liście z 27 sierpnia 1857 roku do Aleksandry Potockiej, pisząc, że poeta całkiem zamienia się w guwernera.*(31) Małżeństwo doczekało się czworga dzieci: dwóch synów i dwóch córek (Władysława Wincentego, Zygmunta Jerzego, Marii Beatrix oraz Elżbiety, zwanej pieszczotliwie Elizką lub Lilizką). Dla najmłodszych Krasińskich wakacje na Jurze były istną arkadią, co szczególnie cieszyło ich matkę. Dzieci dosłownie szaleją z radości. Są w siódmym niebie, mogą łowić ryby, polować, jeździć konno – jutro wyruszają o świcie by polować na kaczki, codziennie kąpią się o 6 rano.*(32) Poeta w wolnych chwilach zajmował się przepisywaniem i poprawianiem utworów, co zresztą było stałą troską poety*(33), oraz sprawami majątkowymi, które w owym czasie wyjątkowo się skomplikowały.Zygmunt i Eliza Krasińscy ulokowali u Auguste’a Thurneyssena półtora miliona franków. Mężczyzna stał na czele założonego w 1852 roku banku Sociéte de Crédit Mobilier. W czerwcu 1857 roku paryski bankier ogłosił bankructwo. Posiadający udziały w banku ponieśli wielkie straty: pieniądze przepadły, podobnie jak ich zarządca, co wzburzyło małżeństwo. Eliza w jednym z listów pisała: „La Gazette des Tribuneaux” zawiera atak na Thurneyssena i jego obronę – wyobraź sobie, że od 1841 w książkach i w kasie Thur(neyssena) panował nieporządek!!!*(34) Krasiński planował wyjechać ze Złotego Potoku do źródeł w Wiesbaden na początku września, aby po pierwsze, poddać się kuracji, a po drugie – przypilnować procesu bankiera. W liście do Katarzyny Potockiej z 17 sierpnia 1857 roku Eliza zwierzała się: Wydaje mi się, że to jest w tej chwili najważniejsze, lecz nie mogę niczego się dowiedzieć, niczego przewidzieć i nie wiem co będzie jutro. Takie życie jest może bardzo chrześcijańskie, ale dość smutne. Czuję się bardzo zmęczona wśród tych lęków i niepewności.*(35) Jej niepokój nie był bezpodstawny – ostatnie dni sierpnia 1857 roku przysporzyły Krasińskim wielu zmartwień.Końcówkę słonecznego lata zasnuł smutek. W liście z 27 sierpnia 1857 roku adresowanym do Zofii Potockiej Eliza pisała: Wiesz, że Eliza Brzozowska zmarła na tyfus. Aureliuszowie, którzy zostawili swoje dzieci, zastaną już tylko jedno z nich – również mała Tereska właśnie umarła!... To smutne!*(36) Dwór w Złotym Potoku również nawiedziły choroby. Guwerener Zeidel zachorował na dyzenterię, także Maxime – pokojówka pani Krasińskiej – przestała domagać. Ponadto 7 września rozchorował się Zygmunt Krasiński, któremu dokuczały wymioty i ból żołądka. W liście do Zofii Potockiej Eliza pisała: Zygmunt leży dziś w łóżku, tej nocy dostał rodzaju choleryny.*(37) Jednak największy niepokój matki wzbudzał stan zdrowia najmłodszej córeczki, Elizy.

Pierwsze informacje na temat złego stanu zdrowia dziewczynki Eliza Krasińska zawarła w liście do Aleksandry Potockiej z 3 września 1857 roku. Pisała: Elizka jest bardzo chora i od tygodnia leży w łóżku. Ma gorączkę i zapalenie migdałów. Już nie wiem ile nocy prawie nie śpię, gdyż to biedne dziecko bez przerwy (wyraz uszkodzony). Czekam z wyjazdem do Warszawy, aż ona będzie w takim stanie, żeby ją móc przetransportować; myślę, że będzie musiała wziąć kąpiele siarczane.*(38) Tego samego dnia zatroskana matka skreśliła również parę słów na temat kondycji dziecka do Katarzyny Potockiej: Ma gorączkę, jest nerwowa, płacze dzień i noc, boli ją gardło, od wczoraj podajemy jej chininę.*(39) Eliza wraz z dziećmi miała wyjechać 4 lub 5 września do Warszawy, aby dołączyć do generała Krasińskiego, który opuścił Złoty Potok już 1 września, aby powitać cara Aleksandra II. Pogarszający się stan małej Elizki uniemożliwił jej planowany wyjazd. 7 września pani Krasińska pisała do Zofii Potockiej: Moja biedna, mała Lilizka dostała wrzodów w gardle. To jest niezmiernie bolesne, nie może niczego przełknąć, robię jej iniekcje, bo sama nie potrafi płukać gardła. To wszystko jest trudne i smuci mnie. Obawiam się czy to nie pochodzi od humorów (tj. płynów organicznych), które trzeba za wszelką cenę wytępić.*(40) Mimo troskliwej opieki matki i bony, czuwającej przy dziewczynce w dzień i w nocy, choroba nie ustępowała. Zdenerwowana Eliza Krasińska dała upust swoim emocjom w liście z 11 września 1857 roku adresowanym do Aleksandry Potockiej: Jestem mocno zaniepokojona. Elizka jest bardzo chora. Nie wiem czy lekarz się na tym nie zna, lecz po dwóch wrzodach w gardle zaczyna się zapalenie i obawiam się, że to może być krup. Wczoraj widziałam, że jest z nią źle, lekarz nic nie widział! Którego lekarza wołać, którego wezwać, żaden nie budzi we mnie absolutnego zaufania! To wszystko jest trudne, człowiek jest bezradny, otoczony pustą przestrzenią, nie wiadomo co począć, gdzie szukać pomocy. Już od dwóch dni nie można rozgrzać tego biednego dziecka, zawijamy jej nogi we wrzącym occie, za chwilę wszystko znowu jest lodowate, jak gdyby nie było już krążenia. Módl się i proś o modlitwy. Od przyjazdu tutaj była ciągle cierpiąca, miała brzydki kaszel i całkowity brak apetytu.*(41) 12 września 1857 roku 4-letnia Elżbietka umiera. Zrozpaczona Eliza pisze dzień później do Zofii Potockiej: Moja biedna, mała Lilizka nie żyje, zmasakrowana przez lekarzy. O Ciociu, moja Ciociu, Ty znasz ten ból. Całuję krzyż i uginam się pod krzyżem, niech święta wola mojego Boga będzie błogosławiona. Powtarzam te słowa w głębi mojego łona i czuję, że to stamtąd mi ją wyrwano. Moja dobra Cioteczko, módl się za mną, jest tu jej biedne ciałko.*(42) Także dla Zygmunta Krasińskiego utrata córki jest tragedią nie do udźwignięcia. W pisanym do synów – Władysława i Zygmunta – liście, skreślonym w Baden miesiąc po śmierci Elżbietki, poeta wspominał: Żaden z nas nie domyśliwał się wracając do domu przy zachodzącym słońcu, że ten pogodny wieczór tak żałobnie, tak grobowo się zakończy – że nim ostatnia godzina nocy wybije, opuści nas i dom ten biały, i ziemię tę dusza ukochana, pozostawiając nam tylko do złożenia w trumnę ciałko umęczone swoje. Biedna Lilizka, ale ta tylko, co tego wieczora tak okrutnie cierpiąc skonała, nie ta, co dziś żyje i modli się o Was […].”*(43)W pięknie położonym Potoku, miał przy ojcu, żonie i dzieciach spokojnie przebyć lato i do zdrowia niby powracać. I tam właśnie spadł na niego cios, który ostatecznie to zdrowie złamał, a śmierć jego przyspieszył.*(44) 16 grudnia poeta pisał do Adama Sołtana: Oddałem niebu, co z nieba było do mnie przyszło, pochowałem na cmentarzu potockim Elizkę moją, a matka jej, ojciec mój i ja szliśmy we troje za tą trumienką, w której spoczywał aniołeczek. Nic na ziemi piękniejszegom nigdy nie oglądał, nad te rysy pośmiertne dziecka mojego. Śmierć była rozwiodła jakąś potęgę nadziemską, wyrosłą ze słabości, z niewinności, z męki ostatniej, przy wyrazie której pomysły Rafaela słabizną.*(45)

Dziewczynka została pochowana w podziemiach wybudowanej na zlecenie Zygmunta Krasińskiego kaplicy, w kościele św. Jana Chrzciciela w Złotym Potoku. Ból spowodowany stratą ukochanego dziecka przesłania wszelkie uroki krajobrazu. W dziesięć dni później wyjeżdża poeta ze Złotego Potoku, by nie powrócić tu już nigdy.*(46) 22 września 1857 roku Zygmunt Krasiński opuszcza potocki majątek i sam udaje się do Drezna. Eliza z trojgiem dzieci być może tego samego dnia lub dopiero parę dni później wyrusza do Warszawy, do swojego teścia.Pism już nie będzie żadnych (z wyjątkiem kilku wierszy do żony); żywot poetyczny Krasińskiego jest skończony. Żywot człowieka trwać ma jeszcze lat kilka.*(47) Lecz z uwagi na trapiące poetę choroby, jest to żywot trudny. Krasiński szuka więc dla siebie ratunku w europejskich uzdrowiskach. Jedzie na kąpiele do Plombières w czasie, gdy przebywa tam cesarz Napoleon III. Plombières nie pomogło, owszem zaszkodziło jeszcze. Radzono Ems; Ems zaszkodziło tym więcej. Bliskość Drezna skłoniła Krasińskiego, że tam pojechał, dla poradzenia się doktora Waltera, do którego miał szczególne zaufanie. Walter nie pocieszył; owszem, powiedział choremu otwarcie, że z nim źle. Powrócił wtedy do Paryża, a tu lekarze radzili próbować gorącego afrykańskiego słońca, jako ostatniego jeszcze możliwego środka ratunku. Gotowano się więc w drogę do Algieru. Wtedy przyszła wiadomość (w listopadzie) o chorobie ojca, a wkrótce o jego śmierci. To już ostatecznie dobiło syna.*(48) Dwie tak wielkie straty, w tak krótkim czasie, to było zbyt wiele dla schorowanego serca poety. Zygmunt Krasiński umiera trzy miesiące po śmierci ojca, 23 lutego 1859 roku, w wieku zaledwie 47 lat.Po śmierci Zygmunta Krasińskiego, klucz janowski przejęła Eliza Branicka wraz z dziećmi, jednak od czasu wyjazdu rodziny ze Złotego Potoku po śmierci Elizki pałac i dwór nadal pozostawały niezamieszkane. Dopiero gdy w kwietniu 1877 roku Maria Beatrix, starsza córka poety, poślubiła hrabiego Edwarda Aleksandra Raczyńskiego z Rogalina, majątek znów stał się stałą siedzibą rodu. Warto w tym miejscu wspomnieć, że według Róży Raczyńskiej, drugiej żony hrabiego, oraz niektórych historyków literatury, Edward Raczyński był jednym z pierwowzorów Leona Płoszowskiego, bohatera powieści Bez dogmatu Henryka Sienkiewicza.Dziś pałac stoi pusty, zaś w stojącym nieopodal niego dworku znajduje się Muzeum Zygmunta Krasińskiego, w którym zgromadzono nieliczne pamiątki po nim i jego pobycie w Złotym Potoku. Do najważniejszych można zaliczyć marmurowe popiersie poety autorstwa Pietro Teneraniego z 1856 roku oraz marmurowe popiersie jego żony wykonane przez Henryka Stattlera w 1861 roku. Obie rzeźby pierwotnie znajdowały się w pałacu, podobnie jak pianino marki Érard (w którego wyborze pomagał, jak mówi legenda, sam Fryderyk Chopin) oraz meble, wśród których na szczególną uwagę zasługuje niewielki stolik, intarsjowany sceną z bajki La Fontaine’a. Z dawnego wyposażenia pałacu pozostały także szafy biblioteczne, serwantka oraz nieliczne obrazy, a wśród nich portret dzieci Krasińskich pędzla Franza Xavera Winterhaltera, portret Elizy Krasińskiej autorstwa tego samego malarza, a także portret Zygmunta Krasińskiego w wieku dziecięcym wykonany przez Louisa René Letronne’a z 1819 roku. Uwagę zwracają także drobniejsze eksponaty, jak szklany barometr z XVIII wieku, figurka z kości słoniowej czy odlew dłoni Elżbiety Krasińskiej. Zaś najbardziej osobisty przedmiot to laska Zygmunta Krasińskiego. Wnętrze dworku nie jest w pełni autentyczne – po pożarze w 1952 roku, zostało ono przebudowane z zachowaniem układu dwutraktowego, lecz schody na poddasze przeniesiono z zewnątrz do środka.Ten bardzo wybitny twórca, o równie genialnym początku co żałosnym schyłku, ongiś współuczestnik trójcy wieszczów na równych prawach z Adamem i Juliuszem, znajduje się obecnie w jakiejś szczególnej pozycji.*(49) Wszak autor „Nie-Boskiej komedii”, „Przedświtu” i „Trzech Psalmów” znalazł się na „cenzurowanym” po 1945 roku. Był renegatem i konserwatystą, a jego twórczość – passé.*(50) Zygmunt Krasiński – ponad sto sześćdziesiąt lat po swojej śmierci, wciąż czeka na odkrycie i wydobycie z odmętów niepamięci, a jego utwory – na dalsze czytanie. W końcu Krasiński to umysł nadzwyczaj żywy i mimo wszelkich klasowych przesądów i społecznych zabobonów paradoksalny, niedający się łatwo przyszpilić, chodzący własnymi drogami.*(51)



*(1) Sudolski Zbigniew (red.), Listy Elizy z Branickich Krasińskiej z lat 1835-1876, tom 3, Warszawa 1996, s. 218.
*(2) Sudolski Zbigniew, Zygmunt Krasiński, Warszawa 1974, s. 374.
*(3) Tarnowski Stanisław, Zygmunt Krasiński, Kraków 2014, s. 32.
*(4) Czajkowski Krzysztof, Józefa Mikołajtisa „złotopotocka" legenda o hrabim Zygmuncie Krasińskim, w: „Wiek XIX : Rocznik Towarzystwa Literackiego imienia Adama Mickiewicza”, nr 5 (47), 2012, s. 654.
*(5) Barczyk Alina, Pałac Raczyńskich w Złotym Potoku. Źródła do dziejów architektury i wyposażenia, w: „HISTORIA – KONSERWACJA – REWITALIZACJA. Funkcjonowanie rezydencji regionu łódzkiego w kontekście doświadczeń europejskich. Prace dedykowane pamięci Profesora Leszka Kajzera”, Łódź 2016, s. 101.
*(6) Tamże.
*(7) Tamże, s. 101-102.
*(8) Czajkowski Krzysztof,Józefa Mikołajtisa…, dz. cyt., s. 655.
*(9) Śliwińska Irmina i Stupkiewicz Stanisław (red.), Bibliografia literatury polskiej. „Nowy Korbut”. Romantyzm, tom 8, Warszawa 1969, s. 217.
*(10) Raczyński Edward, Ze wspomnień rodzinnych, w: „Krasiński żywy”, Londyn 1959, s. 88.
*(11) Sudolski Zbigniew (red.), Listy Elizy…, dz. cyt., s. 221.
*(12) Śliwińska Irmina i Stupkiewicz Stanisław (red.), Bibliografia literatury…, dz. cyt., s. 217.
*(13) Sudolski Zbigniew (red.), Listy Elizy…, dz. cyt., s. 219.
*(14) Tamże, s. 222.
*(15) Tarnowski Stanisław, Zygmunt…, dz. cyt., s. 36.
*(16) Bieńczyk Marek, Cierpiał i wieszczył, w: „Polityka”, nr 2846, 15.02.2012, s. 76.
*(17) Sudolski Zbigniew (red.), Listy Elizy…, dz. cyt., s. 223.
*(18) Tamże, s. 224.
*(19) Tamże, s. 225.
*(20) Hoesick Ferdynand, Incomparabile donna: z dziejów
serca Zygmunta Krasińskiego (1839–1859)
, Warszawa 1896, s. 481.
*(21) Płaszczewska Olga, „Najlepiej jest być sobą”: doświadczenia czytelnicze Elizy Krasińskiej, w: „Wokół Krasińskiego”, Kraków 2012, s. 217.
*(22) Tamże, s. 235-236.
*(23) Tamże, s. 239.
*(24) Sudolski Zbigniew (red.), Listy Elizy…, dz. cyt., s. 227.
*(25) Tamże, s. 224.
*(26) Tamże, s. 220.
*(27) Tamże, s. 225.
*(28) Śliwińska Irmina i Stupkiewicz Stanisław (red.), Bibliografia literatury…, dz. cyt., s. 217.
*(29) Czajkowski Krzysztof,Józefa Mikołajtisa…, dz. cyt., s. 654.
*(30) Sudolski Zbigniew (red.), Listy Elizy…, dz. cyt., s. 218.
*(31) Tamże, s. 224.
*(32) Tamże, s. 219.
*(33) Mikołajtis Józef, Z ostatnich lat życia Zygmunta Krasińskiego, w: „Ziemia Częstochowska”,tom 3, z. 4, 1947, s. 32.
*(34) Sudolski Zbigniew (red.), Listy Elizy…, dz. cyt., s. 224.
*(35) Tamże, s. 222.
*(36) Tamże, s. 225.
*(37) Tamże, s. 227.
*(38) Tamże, s. 226.
*(39) Tamże.
*(40) Tamże, s. 227.
*(41) Tamże, s. 228.
*(42) Tamże.
*(43) Krasiński Zygmunt, Listy do różnych adresatów, oprac. Sudolski Zbigniew, tom 2, Warszawa 1991, s. 354-355.
*(44) Tarnowski Stanisław, Zygmunt…, dz. cyt., s. 578.
*(45) Tamże, s. 578-579.
*(46) Sudolski Zbigniew, Zygmunt…, dz. cyt., s. 391.
*(47) Tarnowski Stanisław, Zygmunt…, dz. cyt., s. 568.
*(48) Tamże, s. 581-582.
*(49) Wyka Kazimierz, Posłowie, w: „Zygmunt Krasiński. W stulecie śmierci”, Warszawa 1960, s. 232.
*(50) Czajkowski Krzysztof,Józefa Mikołajtisa…, dz. cyt., s. 651.
*(51) Bieńczyk Marek, Cierpiał i wieszczył, w: „Polityka”, nr 2846, 15.02.2012, s. 76.




Zdjęcia: Marcin Stanisławski. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Dziękujemy Muzeum Regionalnemu im. Zygmunta Krasińskiego w Złotym Potoku oraz Muzeum Częstochowskiemu w Częstochowie za pomoc w realizacji projektu.

Część eksponatów znajdujących się w Muzeum Regionalnym im. Zygmunta Krasińskiego w Złotym Potoku jest własnością Muzeum Częstochowskiego.


Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci.


Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję