Śladami "Młodych lwów"...
16 styczeń 2009 | 22:40
| A- | A | A+ |
Barka zgrzytnęła o dno przed równą, płaską plażą. Rampa opadła. Noe dał susa. Czuł, że rynsztunek obija mu boki, a zimna woda chlupie w butach. Co tchu pobiegł za niską diunę i przywarował. Koledzy szybko wyskakiwali z barki. Rozpraszali się. Niknęli w zagłębieniach gruntu lub pod osłoną kęp wątłej trawy. Strzelcy otworzyli ogień do bunkra odległego o osiemdziesiąt kroków, widocznego dokładnie na niewysokiej nadmorskiej wydmie. Inni podpełzli do zasieków i umieściwszy rurę dynamitową pod drutami kolczastymi, zapalili lonty. Potem cofnęli się biegiem. Ładunki zaczęły wybuchać. Zaczął się D-Day.

6 czerwca 1944 roku wojska alianckie wielkim desantem w Normandii otwarły drugi front w Europie. Operacja pod kryptonimem „Overlord” zaczęła się od lądowania dziesiątek tysięcy żołnierzy na wybrzeżach na północ od Caen i Bayeux. Zrzucono 6,5 tysiąca spadochroniarzy, którzy mieli zająć strategiczne punkty w pobliżu plaż, gdzie rankiem 6 czerwca wylądowały oddziały piechoty. Plan zakładał istnienie pięciu plaż D-Day: Utah, Omaha, Gold, Juno i Sword.
Noe, przemarznięty do szpiku kości, brodził w miałkim piasku. Rosnąca przed nim zielona skała, zarośnięta gęstymi chaszczami, wydawała się nie do pokonania. Jednak świeżo przybyły pluton (…) piął się pod górę, groźny i niezwyciężony. (…) Kompania powoli weszła za nim między wysokie, bujnie zieleniejące żywopłoty. W gęstwinie było ciemniej i zaciszniej, choć armaty grały nieustannie, a ludzie spod oka zerkali ku plątaninie gałęzi i liści, jak gdyby stworzonej na zasadzkę.

Wreszcie dróżka wyprowadziła oddział na otwartą przestrzeń. (…) Było późne popołudnie, dziwnie łagodne i ciepłe. (…) Słońce – wielka pomarańczowa kula – wolno zapadało w wodę. Ostre trawy na wydmach stały spokojnie w wieczornej ciszy. Kręta nadbrzeżna szosa była pusta, a widoczne w oddali kamienne zabudowania farm wyglądały tak, jak gdyby ludzie opuścili je dawno temu. Behr dumał. Przez zasieki z drutów kolczastych spoglądał na morze.– Nie ma przyszłości – powtórzył głucho. – Nie ma przyszłości.
Dziś w miejscu, w którym w 1944 roku lądowali żołnierze amerykańskiej piechoty, w Colleville-sur-Mer, znajduje się cmentarz mieszczący groby niemal 10.000 z nich…


Cmentarz w Colleville, założony w 1956 roku, jest jednym z czternastu stałych cmentarzy amerykańskich z czasów II wojny światowej. Założony na niemal 173 akrach, ma kształt prostokąta. Jego główne ścieżki wyznacza kształt krzyża łacińskiego. W sercu cmentarza, przecięciu dróg, znajduje się kaplica, której ołtarz wykonano z czarnego i złotego marmuru, na którego froncie wygrawerowano zaczerpniętą z Biblii inskrypcję: I Ja daję im życie wieczne i oni nigdy nie zginą. Nad ołtarzem zaś znajduje się okno z witrażem z gołębicą, które stanowi jedyne źródło światła w kaplicy. Sklepienie kaplicy ozdabia mozaika przedstawiająca Amerykę błogosławiącą swoich synów oraz Francję okrywającą zmarłych żołnierzy wieńcem laurowym.

We wschodniej części cmentarza znajdują się ogrody oraz memoriał, w którego wnękach wyrysowane zostały plany przeprowadzanych operacji. Bitwa rozgrywa się na wielu rozmaitych szczeblach. Przede wszystkim o jakieś osiemdziesiąt mil od głosu armat istnieje szczebel czysto abstrakcyjny, Naczelne Dowództwo. (…) W owych salonach i gabinetach wiszą ogromne mapy z oleatami, na których czarne i czerwone krechy obrazują płynną sytuację, a bitwę ujmuje się tam szybko w konkretne, formalne ramy. Na mapach zawsze działa jakiś plan.


Na rozległym polu zrytym lejami po bombach i pociskach odbywał się błyskawiczny pogrzeb zabitych Amerykanów. Do dziś w niektórych miejscach w Normandii zachowały się ślady po wybuchach. Na Pointe du Hoc, na szczycie klifów ponad plażą Omaha i wysuniętym w morze skalistym cyplem, teren wokół resztek niemieckich umocnień zryty jest licznymi lejami. Kiedy myśli się o tysiącach zabitych w tym miejscu Amerykanów, aż nie chce się uwierzyć, że ponad sześćdziesiąt lat później, po tej samej wypalonej słońcem trawie beztrosko biegają dzieci.






W 1979 roku teren przylądka Pointe du Hoc został przekazany przez Francję rządowi Stanów Zjednoczonych jako miejsce pamięci narodowej Amerykanów. Kilka kilometrów od niego i od wieńczącego klif przylądka betonowego monumentu wsłuchującego się w spokojny szum fal morza, powstała srebrząca się w słońcu statua, której przesłanie jest jedno – umiłowanie światowego pokoju.[/i]
Innym miejscem upamiętniającym walczących w II wojnie światowej jest francuskie Muzeum Bitwy o Normandię, umiejscowione na obrzeżach Bayeux. Co ciekawe, w swoich zbiorach muzeum posiada czołg Crocodile Winstona Churchilla.


Tak naprawdę cała Normandia upstrzona jest śladami toczącej się ponad pół wieku temu wojny. W Longe-sur-Mer znajdują się zachowane niemieckie działa, których zasięg wynosił 20 km i obejmował niemal wszystkie plaże desantu (prócz Utah). Zaś w okolicy miasteczka znajdują się wykute w skałach bunkry czy most, jaki żołnierze rozkładali w mroku nocy do przepraw na drugą stronę rzeki.






Natomiast w maleńkiej wsi Bénouville, leżącej przy szosie D514 z Caen do Ouistreham, znajduje się Pegasus Memorial – miejsce lądowania brytyjskich spadochroniarzy z 5 czerwca 1944 roku – most żelazny oraz pierwszy wyzwolony przez aliantów dom, przemieniony dziś w muzeum i kawiarnię.

Dzisiejsza Normandia tchnie spokojem. Nazwy zalanych słońcem miast, wycięte ze stronic Prousta: Marigny, Countances, St. Jean le Thomas, Avranches, Pontorson, pojawiają się w nadmorskiej zaczarowanej krainie, spowitej w mgłę legend i piękna. Obok legend o Frankach, Normanach i Bretonach, istnieje jeszcze jedna. Legenda o bohaterskich żołnierzach, o których poświęceniu, zatracając się w pięknie krajobrazu, bezwzględnie musimy pamiętać.







Wszystkie cytaty pochodzą z: Shaw Irwin, Młode lwy, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2008. Mapka plaż D-Day pochodzi z: Francja. Praktyczny przewodnik, Wydawnictwo Pascal, Bielsko-Biała 2007.

-
1
nutta 2009-1-18 21:37:43 Wakacyjnych perygrynacji ciąg dalszy:). Zdjęcia świetnie się wpisują w lekturę. Na krzyżach na cmentarzu wojskowym jest wiele polskich nazwiski potomków emigrantów.
-
2
Annie 2009-1-20 0:37:42 Owszem, Nutto :) To już ostatnie wspomnienia z lata 2008. Muszę przyznać, że te wakacje były dla mnie niezwykle poruszające właśnie ze względu na potężną dawkę emocji, którą niosło ze sobą każde z oglądanych przeze mnie miejsc. Ano nic, teraz czas przygotowywać się do lata 2009. Zobaczymy co się wydarzy w tym roku ;)
-
3
nutta 2009-1-20 9:15:52 A jakieś plany już masz? Gdzie tym razem drogi mogą prowadzić?
-
4
Annie 2009-1-20 18:45:28 Tak naprawdę, Nutto, jeszcze nic pewnego nie wiem. W planach jest Rzym (i tu na pewno jedną z podróży byłaby ta, śladami 'Aniołów i demonów', część zdjęć już mam z poprzednich eskapad do wiecznego miasta; nad innymi lekturami będę dopiero myśleć ;), zaś drugi tydzień chciałabym spędzić w miejscu, w którym jeszcze nie byłam, na Słowenii. Btw Nie znasz może jakichś powieści, których akcja toczy się w Lublanie? :D
-
5
nutta 2009-1-21 17:38:37 Niestety, nie zetknęłam się w książkach ze Słowenią. Może ktoś z wydawnictwa Czarne udzieli Ci informacji, a przy okazji zrecenzujesz im książkę.
-
6
Annie 2009-1-21 18:13:17 O, to jest myśl, dziękuję :) Nawet nie tyle, co z recenzowaniem czegoś wydawnictwu, co z zainteresowaniem się ich ofertą. Jak do tej pory mam tylko dwie ich książki i póki co żadnej nie czytałam, a oni faktycznie interesują się powieściami z tamtego regionu. No nic, jeśli to wypali, to będę wiedziała, gdzie szukać :)

Trucicielka i inne opowiadania
Marie Maurestier ma siedemdziesiąt pięć lat. Miejscowi wołają na nią na kilka sposobów. „Trucicielka z Saint-Sorlin”, „Diablica z Bugey”, „Messalina z Saint-Sorlin-en-Bugey”...

Nie każdy może być Joanną Chmielewską... - wywiad z Tobiaszem W. Lipnym
Barocco, Kurlandzki trop, Brukselska misja - czytelnikom Dziennika Literackiego, a także wszystkim pasjonatom kryminałów te tytuły zapewne nie są obce. Jednak tak, jak o powieściach pisało się wiele i często, tak o ich autorze w zasadzie nic...

Ekranizacja "Hańby" J.M. Coetzee'ego
Podobno John Maxwell Coetzee przez lata odmawiał reżyserom zgody na ekranizację swojej najsłynniejszej powieści. Jednak Steve Jacobs otrzymał od noblisty zielone światło. To zasługa Anny Marii Monticelli...

Cortona Frances Mayes
Pora arbuza – ulubiona przerwa po południu. Arbuz – chociaż można się z tym nie zgadzać – ma smak najlepszy na świecie, i muszę przyznać że te toskańskie nie ustępują ciepłym od słońca arbuzom Sugar Baby, z pól południowej Georgii...

Podsumowanie Kolorowego Czytania
Przystępując do wyzwania planowałam przeczytać cztery książki:
• „Sto odcieni bieli” Preethi Nair,
• „Portret w sepii” Isabel Allende,
• „Sen Zielonych Powiek” Edyty Szałek...
