Z dziennika pokładowego Davida Shallecka. Antibes
Data publikacji: 11 września 2012 A- A A+
Podróż z Nicei trwała zaledwie pół godziny, lecz mimo to z utęsknieniem czekałem na ten moment, kiedy będę mógł wysiąść z samochodu. W niewielkim peugeocie czułem się klaustrofobicznie. Z każdym kolejnym kilometrem coraz bardziej zżerały mnie nerwy. Za kilka godzin miałem objąć stanowisko szefa kuchni na jachcie należącym do bogaczy i wciąż nie wiedziałem, czy nie rzucam się na zbyt głęboką wodę. Zatopiony w myślach nawet nie zauważyłem, kiedy minąłem rogatki miasta. Z ciekawością rozejrzałem się dookoła, lecz ku mojemu zdziwieniu wyglądało dokładnie tak, jak je zapamiętałem. Przytulne, kameralne i wciąż zbyt niepozorne, jak na jeden z największych ośrodków żeglarskiego światka.



Miasto Antibes, położone między ekskluzywnym Cannes a rojną Niceą założyli greccy koloniści i nazwali Antipolis, co znaczyło „miasto naprzeciwko”, a odnosiło się do jego położenia po drugiej stronie Zatoki Aniołów, naprzeciwko starszej Nicei. Później przez stulecia pozostawało pod panowaniem rzymskim, po czym przechodziło z rąk do rąk – włoskich, liguryjskich, dynastii sabaudzkiej. Dopiero w połowie dziewiętnastego wieku oficjalnie zostało włączone do terytorium Francji, co tłumaczy silne kulturalne wpływy włoskie. Patrząc poniżej dziobu Serenity, dostrzegałem Fort Carré – szesnastowieczną kamienną fortecę po drugiej stronie portu. Kiedy pierwszy raz przybyłem do Antibes, Annie pokazała mi miasto i jego zabytki – najważniejszym była właśnie twierdza. Przebywał w niej Napoleon, jako gość, a później jako więzień.



Budowę twierdzy zakończono w 1710 roku. Wtedy też miasto zamknięto pierścieniem murów, które miały za zadanie chronić Antibes przed atakiem najeźdźców i groźnych fal przypływów wywoływanych przez legendarny mistral. Siła tego wiatru potrafi dać się we znaki, tak na morzu, jak i na lądzie. Potężne podmuchy nadchodzą z doliny Rodanu, rozdzielają się, atakując Zatokę Lwią, jedna część uderza na wschód, druga na zachód. Annie uspokoiła mój lęk przed burzą morską, powiedziała, że silny mistral w lecie zdarza się niezmiernie rzadko.



To dlatego z takim spokojem wędruję wzdłuż fortyfikacji.



Także podczas tej wizyty chcę odwiedzić w Port Vauban człowieka, który przesiaduje tam z podkulonymi nogami, wpatrując się w morze. To Nomad. Ma osiem metrów wysokości, zbudowano go z sześciu ton stali. Wyszedł spod dłuta Jaume Plensa, hiszpańskiego artysty i rzeźbiarza.



Przepiękne, przepojone słonym zapachem miasteczko portowe z widokiem na Morze Śródziemne od ponad stu lat przyciąga interesujących gości. To tu Jules Verne napisał „Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi”. Od lat dwudziestych dwudziestego wieku zaroiło się tu od pisarzy, gwiazd filmowych i artystów.



Przybywali tu Max Ernst i Nicolas de Staël, Jacques Prévert i Juliette Greco. Ernest Hemingway, Scott Fitzgerald, Gerald i Sara Murphy sącząc pastis, zagrzebywali palce stóp w tutejszym piasku, a Picasso, jak i wcześniej Monet, przyjeżdżał tu w poszukiwaniu odpoczynku i inspiracji. (…) Jacques Cousteau podczas badań na Morzu Śródziemnym cumował swoją łódź Calypso właśnie w przystani Antibes.



Pablo Picasso wspaniałomyślnie podarował miastu kolekcję powstałych tu dzieł, które znalazły siedzibę w zamku Grimaldich, przemianowanym obecnie na muzeum malarza. Czas spędzony w Antibes był jednym z najpłodniejszych okresów w jego twórczości. Od połowy września do połowy listopada 1946 roku stworzył 24 obrazy, 80 prac z ceramiki, 44 rysunki, 32 litografie, 11 olejów na papierze, 2 rzeźby i 5 gobelinów.



Niepodal Musée Picasso znajduje się katedra Antibes – Église de L'Immaculée Conception. Budowla niewielka i skromna, wzniesiona na miejscu dawnej świątyni greckiej, w której posiadaniu znajdują się dwa skarby: drewniany krucyfiks z 1447 roku i XV-wieczny ołtarz.



Vis-à-vis wejścia do kościoła znajduje się uznawany za jeden z najładniejszych w regionie targów prowansalskich. W dni targowe pod XIX-wiecznym zadaszeniem stłoczone są stragany, na których piętrzą się sterty kwiatów, ziół, kozich serów, miodu i oliwy. André Masséna, marszałek Francji, od którego wzięła nazwę aleja, przy której znajduje się Marché Provençal, sprzedawał tu oliwki i mydło, zanim okrył się sławą podczas kampanii napoleońskich.



Pod warstwą pozłotki, jakiej nabrało dzięki obecności artystów i pisarzy, miasto pozostało wierne swej pierwotnej portowej funkcji. Przystań Antibes stała się jedną z najważniejszych na świecie, w najlepsze kwitła w niej sprzedaż jachtów, dokowanie, czarter i serwisowanie, a pracownicy zatrudnieni w tych sektorach osiedlili się na miejscu.



Towarzystwo obieżyświatów składające się z kapitanów, marynarzy, specjalistów i najemnych robotników portowych, nieźle opłacane przez swych pracodawców, budziło zadowolenie sklepikarzy, właścicieli nieruchomości, agencji naboru załogi, restauratorów i właścicieli barów. Nie mogłem się doczekać, aby stać się częścią lokalnej marynarskiej społeczności.
Sam nie wiem, jak długo stałem na nadbrzeżu, podziwiając Serenity. Wreszcie na pokładzie pojawił się mężczyzna o szerokich ramionach i wojskowym obejściu i zawołał do mnie najczystszym brytyjskim akcentem:
– W czym mogę pomóc?
– Mam na imię David – odpowiedziałem. – Właściciele przyjęli mnie do pracy jakiś miesiąc temu.
– Kucharz, zgadza się?
.
Kiwnąłem głową. Poprosiłem o pozwolenie wejścia na pokład. Zdjąłem buty i wstąpiłem na trap. Zaczerpnąłem głęboko powietrza. Stojąc na „passerelli”, rozejrzałem się wokół. Od dziś każdego dnia zaraz po przebudzeniu się i na chwilę przed zaśnięciem będę oglądał ten las masztów. Ale wiecie co, cholernie mi się on podoba.



Wszystkie cytaty pochodzą z: Shalleck David, Śródziemnomorskie lato, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję