Śladami „Tajemnicy Gaudiego” Estebana Martína i Andreu Carranzy
Data publikacji: 4 września 2010 A- A A+
Ruta del Modernisme. Jeden z najpiękniejszych szlaków turystycznych Barcelony. María aż mruknęła z zadowolenia na myśl o tym, że spędzi cały dzień wśród pereł katalońskiej architektury. Kobieta była historykiem sztuki. Niewielu jednak wiedziało, że była także wnuczką ucznia Antonio Gaudiego, Juana Givella, brutalnie zamordowanego przed kilkoma laty.

María zaczerpnęła głęboko powietrza. Poranek był rześki. Od strony portu docierała do niej przyjemna bryza. Hotel Marii znajdował się w samym sercu stolicy Katalonii, tuż przy Ramblach. Nie namyślając się, kobieta nałożyła okulary przeciwsłoneczne i ruszyła w górę ulicy. Jej spacer nie trwał długo. Szybko odbiła w lewo, w Nou de la Rambla. Poruszała się mechanicznie. Zatrzymała się dopiero, gdy wyrósł przed nią monumentalny gmach Palau Güell.

Gaudí zbudował go dla swojego mecenasa, Eusebia Güella y Bacigalupi. Zaprojektował go, myśląc o tym, że rezydencja protektora będzie scenerią najważniejszych wydarzeń towarzyskich, wieczorków i spotkań kulturalnych, za którymi Güell przepadał. Elewacja parteru i antresoli wykonana była w marmurze, elewacja wyższych pięter zaś z cegły. Dwa łuki paraboliczne, idealnie symetryczne, zdobiły główne wejście do pałacu.. E i G. W adresu tego literze pierwszej Trzej Królowie ujrzeli krzyż i serce światła Maryi Przenajświętszej – María uśmiechnęła się na myśl o treści dawnej zagadki.



Grupa hałaśliwych turystów wyrwała kobietę z zamyślenia. María obróciła się na pięcie i czym prędzej zawróciła w kierunku Plaça Reial. Zbliżając się do niego, kątem oka dostrzegła mężczyznę, który kierował się ku środkowi placu. Pośród palm, na kamiennej podstawie, stały dwie sześcioramienne latarnie z lampami z brązu, żelaza i szkła. Uniósł laskę i z całej siły zaczął walić w bestię wykutą na jednej z nich: owijającego się wokół latarni węża. Echo uderzeń rozniosło się po placu. María zamarła. Szybkim ruchem ręki przetarła oczy. Kiedy je otworzyła, dostrzegła, że stoi na placu zupełnie sama. Nieśmiało podeszła do latarni. Żelazny lampion o dziwacznych zwierzęco-roślinnych kształtach zaprojektował sam Antonio Gaudí.



María przemierzyła plac i weszła w ulicę Lleona. Po zaledwie paru krokach znalazła się na słynnej carrer d’Avinyó, do dziś jeszcze noszącej ślady zdradzające profesję dam, które niegdyś mieszkały przy tej ulicy. Jak głosi legenda, to do tych lupanarów chodził Pablo Picasso ze swym przyjacielem, Manuelem Pallarèsem. To tu rzekomo stał się on mężczyzną i to mieszkanki tej ulicy uwiecznił na swoim obrazie, Panny z Awinionu. A właściwie „Panny z Awiniońskiej” – pomyślała María.



Tymczasem kobieta wróciła na Ramblę. Minęła modernistyczny Casa Doctor Genové, dom wybudowany w 1911 roku przez Erica Sagniera…



…najsłynniejszy secesyjny sklep, który mieścił się pod numerem 83, Antigua Casa Figueres…



…olbrzymi budynek hali targowej, Mercat de la Boqueria…



…aż doszła do Plaça de la Boqueria, gdzie w 1976 roku wbudowano w chodnik mozaikę autorstwa Joana Miró.



María chłonęła smaki i zapachy Rambli. Powoli przeszła obok Królewskiej Akademii Nauki i Sztuki, w której ścianie znajduje się zegar miejski wskazujący oficjalną godzinę w Katalonii…



…a następnie obok ostatniego przy Rambli modernistycznego zabytku, secesyjnej apteki z 1850 roku, Farmàcia Nadal.



Z każdym kolejnym krokiem towarzyszyło Marii coraz większe napięcie. Kobieta zbliżała się bowiem do szerokiego bulwaru, Gran Vía de las Cortes, przy którym 10 czerwca 1926 roku zginął Antonio Gaudí. Kiedy dotarła do skrzyżowania ulicy Bailén z aleją Cortes, przystanęła. To właśnie w tym miejscu doszło do wypadku. To tu zakończył się żywot wielkiego architekta.



Jak na ironię, bowiem nieopodal Gran Vía znajduje się pierwszy budynek mieszkalny zaprojektowany przez Antonio Gaudiego. Casa Calvet powstał w 1899 roku. W porównaniu z innymi projektami mistrza nie jest nowatorski. Choć mimo to, pomysłowy – pomyślała María. Wśród dekoracji balkonu, wykonanych z kutego żelaza, znalazły się cyprysy i… grzyby. To dlatego, że Calvet był zapalonym grzybiarzem. Zresztą jak większość Katalończyków. Grzybobrania od wieków należą do katalońskiej tradycji.



Antonio Gaudí uwielbiał łączyć katalońskie tradycje z modernistyczną architekturą. Casa Calvet nie był jedynym tego rodzaju przykładem. Nie tracąc czasu, María dotarła do Passeig de Gràcia i stojącego przy ulicy szeregu trzech domów znanych jako Mansana de la Discòrdia. Powstały w różnym czasie, zaprojektowali je różni architekci, jednak wszystkie są secesyjne. Odznaczają się tak bardzo, że Katalończycy nazywają je „Kwartałem Niezgody”.

Pierwszy z domów to Casa Lleó Morera – rezydencja projektu Lluísa Domènecha i Montanera.



Drugi – Casa Amatller, powstał w 1898 roku; osiem lat po tym, jak zbudowano Casa Lleó Morera. Zaprojektowany przez Josepa Puiga i Cadafalcha, łączy w sobie style gotycki i mauretański.



Ostatni w szeregu Mansana de la Discòrdia dom najbardziej zachwyca. Mowa o Casa Batlló, przeprojektowanym przez Gaudiego. María pamiętała jak przed laty spotkała się w tym miejscu ze swoją przyjaciółką, Taimatsu, i z Miguelem. Razem wpatrywali się w balkony przypominające weneckie maski, a Taimatsu opowiadała:

- Historia Casa Batlló jest niezwykle interesująca, mamy bowiem do czynienia z przebudową. Dom istniał wcześniej i został zakupiony przez przemysłowca Josego Batlló. Był to niczym niewyróżniający się budynek, którego remont powierzono Gaudiemu w 1904 roku. Przebudowa była tak radykalna, że… jednym słowem, po oryginalnym domu nie pozostał nawet ślad. Elewacja pierwszego piętra i parteru jest praktycznie nowa, wykonano ją w kamieniu z Montjuïc; przyjrzyjcie się dobrze: efekt pofałdowania powierzchni osiągnięto zwykłymi kilofami, później fasada została pokryta tysiącem kolorowych szkiełek i wielobarwną ceramiką. (…) Chodziło o to, by poranne słońce, którego promienie oświetlają elewację, wydobywało z niej olśniewający blask, wszystkie kolory szkiełek. Mówi się, że Gaudí, stojąc na chodniku Paseo de Gracia, osobiście wskazywał robotnikom, które fragmenty dekoracji wybrać z koszyków i w jaki sposób rozmieścić je na fasadzie. Na fasadzie, której fragmenty składają się na scenę starcia św. Jerzego, patrona Katalonii, ze smokiem. María przypatrzyła się żelaznym balkonom przypominającym czaszki ofiar smoka, wykuszowi na pierwszym piętrze ukazującym ich kości i ścięgna, dachowi wyobrażającemu potwora i wreszcie okrężnej wieży przebijającej niczym włócznia cielsko smoka.



Kobieta wzdygnęła się. Mijając liczne grupy turystów, María ruszyła przed siebie. Chciała dotrzeć pod numer 92 przy Passeig de Gràcia. To właśnie tam znajduje się Casa Milà Gaudiego – rezydencja, którą Katalończycy pieszczotliwie nazywają La Pedrera, czyli „Kamieniołom”. Był to budynek tajemniczy, jedna z ostatnich świeckich budowli Gaudiego. Kiedy nad nią pracował, był już architektem powszechnie znanym, mogącym się poszczycić wieloletnim doświadczeniem. Miał za sobą eksperymenty z nowymi formami i materiałami, wypracował własny charakterystyczny styl i włączył do swojego zespołu pomocnika Josepa Marię Jujola i innych architektów, których wyobraźni nie krępował, wręcz przeciwnie, pozwalał, by stopiła się z tajemną matematyką jego struktur. Niektórzy zarzucali mi eklektyzm, przesadną fascynację barokiem, naturą, motywami roślinnymi. Lecz mimo to musieli podziwiać jego nowatorstwo – dodała w myślach María. – To nie do wiary, że w Casa Milà nie ma ani jednego kąta prostego i ani jednej ściany nośnej!



Po ukończeniu La Pedrery, Gaudí całkowicie poświęcił się pracy nad dziełem swojego życia. Temple Expiatiori de la Sagrada Família.

Kamień węgielny wmurowano w 1882 roku, w dniu świętego Józefa. Idea zrodziła się, kiedy Pierwszy Sobór Watykański ogłosił świętego Józefa patronem Kościoła powszechnego. Pewien księgarz, José María Bocabella, założył Bractwo Świętego Józefa. Jego celem było krzewienie wśród katalońskich robotników doktryny społecznej Kościoła katolickiego. Bocabella nabył działkę odpowiadającą wielkością typowej parceli w barcelońskiej Ensanche, w dzielnicy Sant Martí de Provençals z zamiarem wybudowania na niej świątyni pokutnej. Architekt Pedro Villar zrobił projekt kościoła za darmo. Budowę Sagrada Familia powierzono Gaudiemu ostatecznie w 1883 roku. Architekt postanowił wówczas zmodyfikować oryginalny projekt świątyni, stworzony przez Villara. María pamiętała, co o tych zmianach opowiadał jej Miguel: Gaudí wyszedł od neogotyku, stylu, który zdominował jego epokę. Jak zapewne wiesz, stworzony przez Villara projekt Sagrada Familia – katedry ubogich, mieści się w konwencjonalnej stylistyce neogotyku. Gaudí idzie znacznie dalej. Wielu go krytykuje, wielu nie docenia, zarzuca jego architekturze eklektyzm, nazywa ją chaotyczną fuzją nieprzystających stylów. Gaudí, w pewnym sensie, wyszedł od neogotyku, ale także od sztuki mudejar, a wiele z jego budynków czerpie inspiracje z romantyzmu – który programowo kładzie akcent na związek sztuki z naturą. Pamiętała też, co sama mu wówczas odpowiedziała: Tak, to prawda. Muszę ci przyznać rację, Miguelu. Ale mylisz się, jeśli sądzisz, że chodzi tylko o problem estetyczny. Gaudí był bardzo religijny, zwłaszcza pod koniec życia, i jego architektura mówi nam bardzo wiele o jego duchowości. I nie mam wcale na myśli chrześcijańskiej symboliki, którą stosował, ani symboliki hermetycznej, którą, być może, stosował, nie, nie… Mówię o budynku jako takim. Tworzył budowle obdarzone życiem, jego architektura jest organiczna, żyje.



Kościół Świętej Rodziny… Gaudí pracował nad nim przez czterdzieści trzy lata. Ponad połowę życia. Zostawił po sobie makietę całej budowli, doczekał zakończenia prac nad Fasadą Bożego Narodzenia, dał dokładne wskazówki dotyczące symboliki wszystkich elementów, które miały znaleźć się w świątyni. Nie zostawił jednak żadnych wskazówek dotyczących tajemnic, jakie mieści w sobie Sagrada Familia. A tych jest wiele. Jedną z nich odkryła María na podstawie zagadki jej dziadka. To właśnie w oku żółwia znajdującego się po lewej stronie wejścia do świątyni odnalazła mechanizm uruchamiający sekretną skrytkę. Przypomniała sobie, jak usłyszała dziwny dźwięk przypominający wprawione w ruch koło zębate. Przednia część, głowa i dwie nogi żółwia, otworzyły się powoli, niczym szuflada.



María minęła żółwia i przeszła przez ostatnie z trzech drzwi, aby dostać się do Portyku Różańca. Dotarłszy na miejsce, kobieta podniosła głowę i spojrzała na postać, która intrygowała ją od dzieciństwa. Człowiek Kroksztyn. Kuszenie mężczyzny, któremu Szatan wręcza bombę Orsiniego. Zaprojektowane przez Gaudiego, wyrzeźbione przez Llorença Matamala. Gdzieś w oddali rozbrzmiały strzępy rozmów, jakie niegdyś prowadziła z dziadkiem.

- Mała byłaś, zawsze się go bałaś i zawsze chciałaś mu się przyglądać.
- No tak, pamiętam, anarchista z bombą Orsiniego w ręku, wyrzeźbiony na podporze Portyku Różańca Sagrada Familia. (…) Kuszenie, mitologiczny potwór czai się za plecami człowieka, daje mu siłę, popycha w stronę zła. Przecież znam to na pamięć, dziadku.




Tak, wciąż miała w pamięci te wszystkie wyprawy z dziadkiem, które odbywali do Sagrada Familia. Pamiętała też reakcję swojego przyjaciela, Miguela, kiedy po raz pierwszy wszedł do środka świątyni.

Zafascynowany przyglądał się tajemniczym liniom, niematerialnemu światłu, w którym unosiły się kolorowe refleksy witraży. Wszystko było eteryczne. Podziwiał tę budowlę jako matematyk. Nie znał się na architekturze, na matematyce tak. Znajdowała się tu strefa centralnej próżni, nierzeczywistej przestrzeni, z której wydawał się wywodzić cały porządek konstrukcji. Świątynia była żywą istotą, przypominała roślinę.



Będąc w środku, María nie mogła nie zajrzeć do ukrytego we wnętrzu pelikana, który pierwotnie miał być częścią Fasady Bożego Narodzenia, teraz stał jednak zapomniany w korytarzu znajdującego się w Sagrada Familia muzeum.



María wolno spacerowała po muzealnych alejkach, rozglądając się na boki.



Szukała znajomych twarzy, jednak w pracowni konserwatorskiej w ogromnym skupieniu pracowały zupełnie nieznane jej osoby.



Postanowiła więc złożyć wizytę temu, który był wiecznym lokatorem świątyni. Gaudiemu. Wielki architekt został pochowany zgodnie ze swoim życzeniem w krypcie kościoła. To właśnie tu María zatrzymała się na dłuższą chwilę.



Po wyjściu ze świątyni ostre światło oślepiło Maríę. Kobieta przemierzyła plac Gaudiego i weszła w aleję noszącą nazwisko wielkiego architekta.



Nie zatrzymała się, dopóki u wylotu ulicy nie ujrzała monumentalnego kompleksu modernistycznego szpitala św. Krzyża i św. Pawła.



Lluís Domènech i Montaner, autor projektu, wierząc w uzdrowicielską moc kolorów i roślin, postanowił podarować Barcelonie szpital, składający się z 26 pojedynczych pawilonów i parku, pełnego wyjątkowych drzew, kwiatów i krzewów.



Gaudí także wierzył w magię roślin – pomyślała María, przywołując w pamięci obraz ostatniej rezydencji katalońskiego architekta, którą pragnęła dziś obejrzeć. Kobieta wyszła ze stacji metra Fontana, przeszła szybkim krokiem Mayor de Gracia w kierunku Plaza Trilla…



…aż skręciła w lewo, w ulicę Carolines. Jest. Numer 18.



Casa Vicens była pierwszym ważnym projektem Gaudiego. Inspirowany stylem mudejar dom stanął w Gracii, która wówczas nie była jeszcze dzielnicą Barcelony, lecz odrębną miejscowością. Jego fasadę zdobiła malowana ceramika. Poziome linie parteru i pierwszego piętra tworzyły kontrast z ozdobionym liniami pionowymi dachem. María zwróciła uwagę na ogrodzenie z kutego żelaza, imitujące kształty liści porastającej okolicę palmy karłowej.



Oryginalny projekt Casa Vicens przewidywał rozległy ogród dochodzący aż do alei Príncipe de Asturias, ze wspaniałą fontanną, klombami i pawilonem w rogu. To, co dziś możemy oglądać to zaledwie część pomysłu Gaudiego – zasmuciła się María. Część ogrodzenia, którą zdemontowano, przeniesiono do położonego nieopodal rezydencji parku Güell, stanowiącego ostatni punkt trasy Marii.

Mitologiczne stwory, kolorowe smoki, Sala Stu Kolumn i najdłuższa ławka świata. W 1898 roku Eusebi Güell, mecenas Gaudiego, zamówił u artysty projekt miasta-ogrodu. Jego budowa trwała czternaście lat i zakończyła się w 1914 roku, choć sam architekt projektu nie ukończył, zaaferowany pracą nad świątynią ubogich. María miała przed sobą najbardziej rozległe dzieło Gaudiego, dzieło, które, będąc integralną całością, rozciągało się na obszarze dwudziestu hektarów. Nie licząc Sagrada Familia, był to najważniejszy projekt: miasto ogród, którego strzegło ogrodzenie i dwa pawilony zbudowane w modnym w ówczesnej Anglii stylu. María za każdym razem, kiedy odwiedzała park, nie mogła wyjść spod ogromnego wrażenia. Symbolika jest tu doprawy fascynująca. Z początku architekt chciał, by miał on siedem bram, jak mityczne Teby. Ostatecznie projekt osiedla upadł. Mieszkał tu jedynie sam Gaudí. Przez dwadzieścia lat…



María długo spacerowała krętymi alejkami parku. Chciała dotrzeć aż do szczytu wzgórza, skąd rozciągał się cudowny widok na Barcelonę.



Kiedy szła w kierunku wyjścia, niebo rozchmurzyło się, promienie słońca padały teraz prosto na kawałki ceramiki, które mieniły się intensywnym blaskiem. María odwróciła się, podniosła głowę i z dołu spojrzała na ławki wielkiego placu, pokryte łuskami grzywy falistego smoka. Smok zalśnił w nagłym rozbłysku światła, Marii wydało się nawet, że się poruszył. Jakby pomachał jej na pożegnanie…



Wszystkie cytaty pochodzą z: Martín Esteban, Carranza Andreu, Tajemnica Gaudiego, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2009.

Przeczytaj także recenzję książki Estebana Martína i Andreu Carranzy na Dzienniku Literackim.
Komentarze
  • 1
    nutta 5 września 2010 | 8:47:26

    Cudowny spacer. Niesamowite spotkanie z wyobraźnią Gaudiego:) Pozdrawiam:)

  • 2
    mary 5 września 2010 | 10:26:32

    ale pięknie.....

  • 3
    Annie 5 września 2010 | 14:20:00

    Ano, pięknie :) Modernizm jest jednym z moich ulubionych prądów w sztuce między innymi właśnie przez to, jak fantastycznie rozświetla szarość miasta. A Gaudi to już w ogóle mistrzostwo samo w sobie. Czysty surrealizm :D Buziaki!

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję