Cień Barcelony. Śladami Carlosa Ruiza Zafóna (I)
15 sierpień 2010 | 21:33
| A- | A | A+ |
Pablo De Santis w Kaligrafie Woltera napisał, że w trakcie podróży łatwo kreślić plany i podejmować jednoznaczne decyzje; z daleka miasta są jakby budowane przez dzieci z klocków: wszystko jest łatwe, bliskie i możliwe. Jednak gdy dociera się w wybrane miejsce, okazuje się, że miasta składają się wyłącznie z trudności. Mój wakacyjny plan był zbudowany na tej ułudzie. Na pierwszy rzut oka mój cel nie był taki irracjonalny. Chciałam jedynie przejść Barcelonę śladami powieści Carlosa Ruiza Zafóna ;)
Swoją wyprawę zaczęłam od Carrer de Santa Ana. To właśnie przy tej ulicy znajdowało się mieszkanie bohatera Cienia wiatru – Daniela Sempere.



Mieściło się ono nad antykwariatem, przy placu kościelnym. Mniej niż dwadzieścia metrów od kościoła Santa Ana.









Kiedy Daniel nie mógł zasnąć, wychodził na balkon i obserwował świetliste opary wydobywające się z latarni na Puerta del Angel.


Zapewne łowił wówczas uchem gwar dobiegający z La Rambla. Choć kiedy ojciec prowadził go ulicą w kierunku Arco del Teatro zapewne nie słyszał bożego świata.


Zapuściliśmy się w uliczki dzielnicy Raval, przechodząc pod arkadą rysującą się niczym sklepienie wzniesione z niebieskiej mgły. Szedłem z ojcem wąskim zaułkiem, wydeptaną ścieżką, bardziej niż ulicą, czując, jak za naszymi plecami coraz szybciej znika poświata Rambli. (…) W końcu ojciec zatrzymał się przed drzwiami z litego, sczerniałego od starości i wilgoci drewna. (…) Uśmiechnął się i puścił do mnie oko. – Danielu, witamy na Cmentarzu Zapomnianych Książek.



To nie jedyne miejsce, do którego Daniela zabrał ojciec. Nieopodal istniało jeszcze inne, nie mniej magiczne od poprzedniego.
Owego wieczoru, po zamknięciu księgarni, ojciec zaproponował mi, byśmy przeszli się do kawiarni Els Quatre Gats na ulicy Montsió, gdzie Barceló i jego koledzy spotykali się regularnie, gawędząc w gronie bibliofilów o przeklętych poetach, martwych językach i arcydziełach oddanych na łaskę i niełaskę moli. (…) Tam właśnie, w roku tysiąc dziewięćset trzydziestym drugim, poznali się moi rodzice, nie bez powodów więc przypisywałem urokowi tej starej kawiarni, przynajmniej po części, początek mej podróży ku życiu na tym świecie. Kamienne smoki strzegły fasady osaczonej nakładającymi się cieniami, a jej gazowe latarnie zatrzymywały w miejscu i czas, i wspomnienia. Wewnątrz lokalu goście współżyli z przeróżnymi echami z innych epok. Buchalterzy, marzyciele i czeladnicy dzielili stół z duchami Pabla Picassa, Isaaca Albeniza, Federica Garcii Lorki czy Salvadora Dalí. Tutaj byle chłystek mógł czuć się przez chwilę ważną postacią historyczną za cenę kawy z odrobiną mleka.



Drugą kawiarnią, gdzie Daniel zawsze mógł się schronić, była stara kawiarnia przy teatrze Poliorama. To tu wychudzony kelner przynosił mu kawę z mlekiem i pieczywko z szyneczką.



Gdyby jednak chłopiec miał ochotę na inne delicje, wystarczyło, żeby wybrał się na targ Boqueria. Świeże owoce, aromatyczne przyprawy, soczyste mięsiwa… Nic dziwnego, że to tu swoje zakupy robiła sąsiadka Daniela Sempere, Merceditas.






Od zgiełku Rambli młody Sempere uciekał na plac Catalunya – monumentalny, dookoła obrośnięty wielkimi budynkami.



Gdy dotarłem na plac Catalunya, dostrzegłem na środku stado gołębi. Zasłoniły sobą wszystko niby szal białych skrzydeł falujący w ciszy. Zamierzałem obejść cały plac, ale w tej samej chwili zobaczyłem, że ogromne stado gołębi, nie zrywając się do lotu, rozstępuje się przede mną i puszcza mnie środkiem. Zacząłem iść po omacku, patrząc, jak gołębie rozstępują się przede mną, by ponownie połączyć się za moimi plecami.



Kiedy zaś Daniel chciał odwiedzić Klarę, musiał udać się na zgoła inny plac, Plaça Reial. To właśnie tu znajdował się pałacowy apartament don Gustava Barceló, który księgarz zajmował razem z siostrzenicą.





Droga do niego wiodła pod arkadami ulicy Fernando.

Gustavo Barceló, kolega ojca z tej samej branży, był właścicielem księgarni znajdującej się w suterenie przy ulicy Fernando i najwspanialszym zarazem przedstawicielem barcelońskich antykwariuszy.
Możemy tylko przypuszczać, jak wyglądała jego księgarnia. Być może tak, jak ten antykwariat, znaleziony przeze mnie w innej części miasta?


Wypatrzyłam go nieopodal miejsca, przy którym mieszkała kolejna z ważnych kobiet w życiu Daniela – Nuria Monfort (córka Izaaka Monforta, strażnika Cmentarza Zapomnianych Książek).
Plac San Felipe Neri jest ukrytą za starymi rzymskimi murami drobną szczeliną w labiryncie ulic, pokrywających Dzielnicę Gotycką. Mury kościoła spryskane zostały w dniach wojny domowej ogniem karabinu maszynowego. Tego poranka grupa dzieciaków bawiła się w żołnierzy, za nic mając pamięć kamieni.





A kamienie pamiętają. Cierpienia wszystkich tych, których niegdyś więziono w komisariacie policji przy Via Laietana…


…czy wspaniale spędzone chwile nad nabrzeżem w gronie najbliższych.
Wałęsałem się ponad godzinę, aż dotarłem do pomnika Kolumba. Ruszyłem dalej ku nabrzeżu i usiadłem na stopniach zapadających się w mroczne wody, tuż obok przystani dla motorówek. Ktoś widocznie wykupił nocną wycieczkę, bo nad wodą portowego basenu unosiła się procesja świateł, zza której słychać było śmiech i muzykę.



Przypomniały mi dni, kiedy z ojcem płynęliśmy wynajętą łodzią na koniec cypla. Stamtąd można było zobaczyć cmentarz na zboczu Montjuïc i bezkresne miasto umarłych.

To właśnie tu kończy się dzisiejsza podróż. Postaci z mgły, ojciec i syn, znikają w tłumie. (…) Ich kroki na zawsze giną w cieniu wiatru.
Wszystkie cytaty pochodzą z: Zafón Carlos Ruiz, Cień wiatru, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S. A., Warszawa 2006.
Recenzje książek Carlosa Ruiza Zafóna na Dzienniku Literackim.
To nie koniec! Zobacz drugą część podróży śladami powieści Carlosa Ruiza Zafóna!

-
1
nutta 2010-8-15 23:01:27 Podziwiam pracę z książką, do której musiałaś jeszcze raz wrócić. Udokumentowałaś nazwy, ale i wybrałaś oddające klimat utworu detale. Cienie kładły się tam, gdzie trzeba, gołębie spełniały życzenia, na ulicach było gwarnie lub tajemniczo. Pozdrowienia i uściski podziwu:)
-
2
mary 2010-8-16 19:39:17 pięknie..
-
3
amber2046 2010-8-22 9:07:27 jestem pod wrażeniem, przeczytałam z ogromną przyjemnością :)
-
4
Annie 2010-8-23 16:44:36 Nutto, Mary, Amber - ogromnie Wam dziękuję! To naprawdę największy komplement usłyszeć, że lektura tekstu sprawiła czytelnikom przyjemność. Podróże literackie są kłopotliwe, ale jak widać... warto je robić :) Buziaki, dziewczyny!
-
5
ajka 2010-11-12 15:45:54 wybieram się w styczniu do barcelony i tez zamierzam ruszyć w tą podróż! Super, dzięki!

Zawiść nieznajomego
Jak to jest – czytać powieść, podświadomie oczekiwać na ulubionych bohaterów i nie doczekać ich się wcale? Chciałoby się odpowiedzieć – źle. I tak było ze mną na początku lektury książki. Cały czas trwałam w oczekiwaniu...

Chciałbym spotkać Hitlera – wywiad z Philipem Kerrem
Po sukcesie Komisarza Maciejewskiego Marcina Wrońskiego, wydawnictwo Red Horse przedstawiło czytelnikom nowy cykl znakomitych czarnych kryminałów. Ich autorem jest Philip Kerr...

Ekranizacja "Człowieka, który gapił się na kozy"
Ten film powstał w oparciu o książkę. Nie jest jednak jej ekranizacją, choć opowiada podobną historię. O super-wojownikach, szpiegach psychotronicznych i niemeczących kozach. Tyle, że dużo, dużo sprawniej. I choć jest irytująco idiotyczny...

Śladami „Tajemnicy Gaudiego” Estebana Martína i Andreu Carranzy
Ruta del Modernisme. Jeden z najpiękniejszych szlaków turystycznych Barcelony. María aż mruknęła z zadowolenia na myśl o tym, że spędzi cały dzień wśród pereł katalońskiej architektury. Kobieta była historykiem sztuki. Niewielu jednak wiedziało...

Gdyńskie Miasteczko Literackie
To już tuż, tuż! Po raz pierwszy ruszy, zbudowane od podstaw, Gdyńskie Miasteczko Literackie. Miejsce, które przez pięć dni będzie obfitować w wydarzenia kulturalne. W jego ramach odbędą się "Literaturomanie 2011 - Dni Nagrody Literackiej Gdynia"...
