Henry, Daisy i Rzym
Data publikacji: 21 września 2009 A- A A+
Daisy Miller Henry’ego Jamesa to nowela, która ma trzech bohaterów. Pierwszym jest tytułowa Amerykanka, drugim – Frederick Winterbourne, zaś trzecim – miasto, w którym autor powieści spędził sporą część swojego życia. Często w Rzymie bywał, chętnie doń wracał i wielokrotnie o nim pisał. Włochy, obok Szwajcarii, stały się jednym z najważniejszych punktów na mapie świata dla Henry’ego Jamesa. Swoją pierwszą podróż do Włoch Henry James odbył w 1869 roku. Trwała ona krótko, niespełna rok, a przerwała ją wieść o śmierci ukochanej kuzynki, Minny Temple. Załamany stratą, James powrócił do Stanów Zjednoczonych, jednak już w dwa lata później, w październiku 1872 roku, pisarz ponownie na dwa lata wyjechał do Europy, wiele czasu poświęcając na pobyt w Rzymie i w Szwajcarii. W 1877 roku ostatni raz wyjechał do Rzymu. I to właśnie wspomnienia z tej podróży pozwoliły narodzić się opowieści o uroczej Daisy. Uczyńmy ją zatem naszą przewodniczką i pozwólmy jej oprowadzić się po Wiecznym Mieście.Salon pani Walker to pierwsze miejsce w Rzymie, w którym spotykają się Daisy i Winterbourne po przybyciu tego ostatniego do stolicy Włoch. Niewielki, nasłoneczniony, ozdobiony szkarłatnymi dodatkami, znajduje się na trzecim piętrze kamiennicy przy Via Gregoriana. Ta niepozorna uliczka znajduje się w północnej części śródmieścia Rzymu, zwanym Tridente, w jego najbardziej ekskluzywnej dzielnicy, dzielnicy artystycznej, obejmującej obszar wokół Piazza di Spagna. To właśnie w sercu tego placu znajdują się słynne Schody Hiszpańskie. U ich szczytu leży Kościół Trinità dei Monti, przy placu, który swą nazwę wziął o nazwy kościoła. Przy jego południowej pierzei swój bieg rozpoczyna Via Gregoriana. Podobnie jak przed stu laty, dziś również jest to bardzo prestiżowy adres. Choć po prawdzie, ulica sama w sobie nie jest warta większej uwagi.Idąc na północ od Via Gregoriana……można dotrzeć do ogrodów Pincio i Villa Borghese – miejsc, które są najważniejsze w rzymskim rozdziale historii Daisy. Droga, jaka do nich wiedzie, jest niezwykle malownicza – ogrody znajdują się bowiem na wzgórzu i, podążając w ich kierunku, mamy szansę obejrzeć piękną panoramę miasta.W swoich wspomnieniach związanych z podróżą do Rzymu, Henry James opisuje ogród Pincio jako piękne, skąpane w słońcu miejsce, które każdego dnia jest tłumnie odwiedzane przez Włochów i pomieszkujących w Wiecznym Mieście turystów. Niektórzy z nich spacerują, niektórzy wolno suną swoimi powozami. Nad ich bezpieczeństwem czuwają bourgeoisie, drobnomieszczanie, którzy odganiają zbliżających się do bogatych spacerowiczów żebraków. Wystrojone w pyszniące się soczystymi kolorami suknie damy obserwują innych i same są obserwowane. W dobrym tonie jest wybrać się do Pincio. W jeszcze lepszym – wybrać się i zrobić na wszystkich niezapomniane wrażenie. Tak było kiedyś. Dziś ogrody Pincio to miejsce pozbawione jakiegokolwiek uroku. Brudne, zaniedbane, wyasfaltowane; zamiast nieść ukojenie, napełniają niepokojem. Nie dają ani chwili wytchnienia, bo ich tętno bije równie mocno i szybko, jak rozgorączkowane serce Rzymu. Gdzieniedzie zza drzew wychylają się zniszczone popiersia bohaterów antycznych i wybitnych postaci z historii Włoch, znajdujące się tu od czasu zaprojektowania ogrodu przez Giuseppe Valadiera na początku XIX wieku. Gdyby nie wspaniała panorama na śródmieście Rzymu i zdobienia, na których oparto taras widokowy parku, niewiele byłoby tu dziś warte zobaczenia.Tym niemniej, warto wspomnieć, że znajdziemy w tej okolicy drobny polski akcent – jeden z wątpliwej urody placów ogrodów nosi imię i nazwisko Henryka Sienkiewicza.Ogród Pincio sąsiaduje z malowniczymi terenami Villa Borghese, znajdującymi się za murami aureliańskimi, na północ i północny wschód od miasta. Dawniej była to dzielnica ogrodów i patrycjuszowskich willi, otoczona gajami oliwnymi i ogromnymi obszarami otwartej przestrzeni. Jedną z trzech najważniejszych letnich rezydencji jest ta, należąca do rodziny Borghese, obecnie przekształcona w publiczny park z kilkoma znaomitymi muzeami. Pięknie zdobiony budynek kryje w sobie wyjątkowy zbiór dzieł, który naprawdę warto zobaczyć. Drugim niezwykle ważnym dla Daisy miejscem jest Forum Romanum, a właściwie nie tylko ono, bo również sąsiadujące z nim Koloseum, Palatyn i Wzgórze Celio. Podobnie, jak to ma miejsce w przypadku ogrodu Pincio i Villa Borghese, zabytki antycznego Rzymu znajdują się na otwartej, rozległej, upstrzonej zielenią przestrzeni, wyraźnie kontrastującej z nieludzko gęstą, duszną zabudową całego miasta. Spragniona wolności Amerykanka mogła więc odnaleźć tu choć na chwilę upragniony spokój. Choć, co trzeba powiedzieć sobie jasno, pomimo pewnej słabości do tych miejsc, samego Rzymu nie darzyła sympatią. Zapytana, czy jej się podoba, odparła: Muszę przyznać, że jestem rozczarowana. Tyle słyszeliśmy o nim… Przypuszczam, że słyszeliśmy zbyt wiele. Jednak nic na to nie poradzimy. Zwiedziono nas bowiem i nakazano oczekiwać czegoś zupełnie innego.* Żałuję, że Daisy nie było dane poznać miejsca, które, jestem o tym przekonana, na pewno przypadłoby jej do gustu. To Coppedè, cudowna dzielnica, leżąca daleko poza turystycznymi szlakami i jeszcze, na szczęście, wśród turystów aż tak bardzo nieznana. Quartiere Coppedè zostało zaprojektowane przez florenckiego architekta, Gina Coppedè. Dzielnica, składająca się z siedemnastu willi i dwudziestu sześciu budynków mieszkalnych, została zbudowana w latach 1913-1927. Dlaczego jest taka wyjątkowa? Coppedè jest tak frywolna jak Daisy – cudownie eklektyczna, niepoddająca się konwenansom, pełna fantazji. Aby do niej wejść, należy przejść przez bramę, która jest niczym zwierciadło, które przeniosło Alicję do Krainy Czarów. Jest niezwykła – pięknie zdobiona, udekorowana cudownymi płaskorzeźbami, pyszniąca się ukwieconymi balkonami i, co chyba najbardziej niezwykłe, monumentalnym żyrandolem z kutego żelaza, oświecającym wejście do malowniczego Coppedè. Centrum dzielnicy jest Piazza Mincio. Na środku placu znajduje się powstała w 1924 roku Fontanna Żab. Jednak to nie ona zwraca uwagę, a stojący przy placu Dom Wróżek……oraz Dom Królestwa – budynek, którego wejścia strzeże potężny, żółty pająk. Coppedè, choć niewielkich rozmiarów, to dzielnica, która sprawia, że niemal każdy ze zwiedzających ją ma wrażenie, jakby przekroczył granicę oddzielającą rzeczywistość od świata baśni. Pewnie również dlatego, że leniwa atmosfera tego miejsca, pozwala odetchnąć od codziennego zgiełku, a obecność z rzadka przemykających obok ludzi jest absolutnie nienachalna. Myślę, że Daisy Coppedè bardzo by się podobało. Kto wie, może któraś z żabek fontanny obdarzona przez nią pocałunkiem przemieniłaby się w jej upragnionego księcia?...

* Tłum. własne – A.K.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję