Miss Marple
17 wrzesień 2008 | 23:14
Panna Marple tak zwinnie wkradała się w moje życie, że nawet nie zauważyłam jej przybycia. (…) Nie miała nic wspólnego z moją babką. Była stokroć bardziej drobiazgowa i pełna staropanieńskich nawyków. Jeżeli coś je łączyło, to tylko jedno: mimo pogodnego usposobienia obie spodziewały się najgorszego po wszystkim i wszystkich, a co więcej, ich przewidywania zazwyczaj się sprawdzały z niemal przerażającą dokładnością. (…) Dzisiaj w listach od czytelników wciąż się powtarza jedna i ta sama sugestia - spotkania panny Marple z Poirotem. Tylko po co mieliby się spotykać? Na pewno nie byliby zachwyceni. Poirot, stuprocentowy egoista, nie zniósłby pouczeń ze strony starej panny w podeszłym wieku. Jako zawodowy detektyw nie pasowałby do jej świata. Nie, oboje są gwiazdorami, gwiazdorami do szpiku kości.
Agatha Christie o Jane Marple*
Czy stara panna może stać się ikoną popkultury? Chyba tak. Inaczej nie dałoby się przecież wytłumaczyć fenomenu niepozornej staruszki z hrabstwa Hampshire. Jane Marple, obok Herkulesa Poirot druga kluczowa bohaterka powieści Agathy Christie, zjednała sobie swoim urokiem osobistym rzesze fanów na całym świecie. Postać drobnej, ale niezwykle temperamentnej Brytyjki przez lata stanowiła wyzwanie dla anglojęzycznych aktorek. Niemniej jednak, dziś, niemal cztery dekady po śmierci Królowej Kryminału, udało się filmowcom zbliżyć do ideału. A wszystko to dzięki Geraldine McEwan. Proszę Państwa, oto prawdziwa Jane Marple!
W 2003 roku sieć brytyjskich regionalnych nadawców telewizyjnych (ITV) podjęła decyzję o przeniesieniu na ekran, przy udziale amerykańskiej sieci PBS, dwunastu powieści Agaty Christie, których główną bohaterką miała być nietypowa detektyw amator. Już rok później pierwsze premierowe odcinki (Noc w bibliotece, 4.50 z Paddington, Morderstwo odbędzie się…) zagościły na antenie stacji. Nie był to jednak pierwszy raz, kiedy filmowcy postanowili zekranizować kryminały angielskiej pisarki. W latach 60. XX wieku w postać Jane Marple wcieliła się Margaret Rutherford, zaś w kolejnych latach – Angela Lansbury, Helen Hayes i Joan Hickson. Producenci zdecydowali się obsadzić w roli nowej panny Marple aktorkę stosunkowo nieznaną. Jednak trzeba przyznać, że ich wybór okazał się strzałem w dziesiątkę.
Geraldine McEwan w cudowny sposób udało się wychwycić nie tylko wszystkie osobliwości charakteru Jane Marple, ale przede wszystkim świetnie wkomponować w sylwetkę granej przez siebie bohaterki. Krucha, delikatna, wręcz eteryczna staruszka, ubrana schludnie, acz zdecydowanie niemodnie, bezbłędnie wyczuwa w powietrzu nierozwiązane zagadki i rozgrywające się zbrodnie. Jej zmysł detektywistyczny może wprawić w zakłopotanie nawet najbardziej doświadczonego inspektora. Łobuzerki błysk w oku, ironiczny, momentami kpiarski uśmiech i mina niewiniątka, nie pozwalają przypuszczać, że ta oto niepozorna staruszka jest w stanie przechytrzyć nawet najbardziej przebiegłego przestępcę. Aby go wykryć, nie potrzebuje tabunu asystentów, nakazów rewizji czy ninhydryny do zdejmowania odcisków palców. Jej arsenał stanowią: permanentna czujność, sokoli wzrok i zamiłowanie do… ploteczek.
Właśnie taką Pannę Marple poznajemy na kartach powieści Agathy Christie. Taką też Jane przedstawili swoim widzom twórcy serialu. Trzeba przyznać, że ich produkcja robi niesamowite wrażenie. Tu każde ujęcie jest przemyślane, a każdy pomysł dopięty na ostatni guzik. Oprócz kreacji aktorskiej Geraldine McEwan, niezwykłe wrażenie robi stworzona na potrzeby filmów scenografia. Doskonała! Soczyście zielone łąki, bajecznie kolorowe rabatki kwiatów, przejrzyście błękitne niebo… Filmowe St. Mary Mead w niczym nie przypomina typowej angielskiej wsi. Toż to kraina wyjęta z najpiękniejszych baśni! Rustykalne domki wypełnione rodzinnymi pamiątkami nęcą zapachem świeżo zaparzonej herbaty, zaś mieszkańcy zapraszającym gestem zachęcają do odwiedzenia swoich domów. Ta nigdzie indziej niespotykana atmosfera jest niewątpliwym atutem prozy Christie. To właśnie dzięki niej, jej kryminały nie odstręczają brutalnością zbrodni, a przyciągają czytelników wewnętrznym ciepłem. Serial telewizyjny ma dodatkowo jeszcze jeden atut. W wyśmienity sposób oddaje bowiem klimat lat 50. XX wieku. Eleganccy mężczyźni w typie Marlona Brando czy Humphreya Bogarta, przepiękne kobiety nieustępujące urodą samej Marilyn Monroe, nastrojowa muzyka w stylu Franka Sinatry… Oglądając filmy, nie można oprzeć się wrażeniu, że wkracza się do idyllicznego, utraconego świata.
Podsumowując, serial ITV uważam za najlepszą ekranizację wszech czasów. Nigdy dotąd żadnemu reżyserowi nie udało się w tak zachwycający sposób oddać atmosferę czyjejkolwiek prozy. To jest moja Panna Marple, moje St. Mary Mead i moja Agatha Christie. Nie sądziłam, że kiedykolwiek ktoś dogoni moją wyobraźnię. A jednak… ;)
* źródło: www.agathachristie.pl/detektywi.html

szamanka30| 2008-9-18 15:10:59
Obejrzałam wszystkie filmy z serii "Miss Marple" latem na moim niezastąpionym kanale Hallmark. Geraldine McEwan jest świetna!!:)
1nutta| 2008-9-18 16:15:33
Wolałam Herkulesa, ale doceniałam finezję dochodzenia prawdy przez pannę Marple. Ta akrorka jest dealną dociekliwą starszą panią:)
2Inblanco| 2008-9-19 9:10:17
No to szykuje się miły wieczór przed ekranem! Bo kupiłam "Noc w bibliotece" i dwa pierwsze odcinki Poirot. Ale w przypadku tego drugiego, to powiem, że zdecydowanie bardziej odpowiadają mi te najnowsze filmy, trwające prawie 90 min. Te 40 minutowe odcinki są trochę innej klasy... moim zdaniem. Ale to moje wrażenia ze starych czasów, gdy przygody małego Belga oglądałam w tv. Zobaczymy, jak będzie teraz...
3Morgana| 2009-6-2 11:33:20
A ja jednak wolę Margaret Rutherford w roli Jane Marple. Fantastyczna gra i unikatowa mimika twarzy aktoki stworzyły - w moich oczch - unikatową postać!!! Zakupione za granicą 4 odcinki z Margaret Rutherford oglądam od czasu do czasu na poprawę humoru. I za każdym razem bawię się wyśmienicie :)
POZDRAWIAM4Ysabell| 2010-3-28 11:09:20
Geraldine jest rzeczywiście wspaniała jako miss Marple, to jej zmarszczenie czoła i minka, kiedy się zastanawia... Ale niestety scenarzyści tych filmów już mniej mnie zachwycają, bo niektóre z tych przeróbek wołają o pomstę do nieba. Ja rozumiem, że mamy poprawność polityczną, ale wtykanie wszędzie homoseksualistów nie jest może najlepszym sposobem na jej pokazanie. A nie wybaczę im zrobienia z Tuppence Beresford żałosnej alkoholiczki, bo serię z Tommym i Tuppence bardzo lubię.
A pani McKenzie w najnowszych ekranizacjach też mi się spodobała, chociaż scenarzyści grzeszą tak samo...5

Portret nieobecnej
Nigdy jeszcze nie odczuwała aż do tego stopnia porowatości istnień, cienkości granic między jestestwami. To wymazanie samej siebie wprawiało ją w upojenie; kroczyła po najwyższej z gór...

Bardzo nie lubię jedynie słusznych dróg - wywiad z Ewą Stachniak
Jej „Konieczne kłamstwa” mnie zaintrygowały, „Ogród Afrodyty” urzekł, zaś „Dysonans” zachwycił, upewniając w przekonaniu, że to jedna z moich ulubionych pisarek. O emigracji do Kanady...

Ekranizacja „Bez mojej zgody” Jodi Picoult
Zawsze z recenzowaniem ekranizacji mam kłopot. Trudno jest mi bowiem zdystansować się od książki i rzetelnie zaopiniować obejrzany obraz jako autonomiczne dzieło kultury. Podobnie rzecz się ma z filmowym Bez mojej zgody. Co z tego, że dobre...

Śladami Henri Toulouse-Lautreca. Montmartre bez tajemnic
Takim był Montmartre wiosną 1888 roku, oaza naiwnego hedonizmu, gdzie uprawiano kult uciech cielesnych na marginesie świata hołdującego wiktoriańskiej pruderii. Wesołe siedlisko cyganerii i beztroskich, romantycznych przygód...

Fryderyk Chopin, Lucyna Olejniczak i Warszawa
Wydawnictwo Aurum zaprasza na spotkanie autorskie Lucyny Olejniczak, autorki Dagerotypu. Tajemnicy Chopina. Odbędzie się ono już 15 kwietnia o godz. 18.00 w warszawskim Traffic Clubie (ul. Bracka 25).
O książce:
Szampania, rok 2006...

