"Chłopiec w pasiastej piżamie" John Boyne
13 marzec 2009 | 18:59
Po przeczytaniu Chłopca w pasiastej piżamie postanowiłam obejrzeć jego ekranizację. Tym bardziej, że zaledwie tydzień temu weszła ona na ekrany polskich kin. Dziś wiem, że nie powinnam była tego robić. Film bowiem niezwykle mnie zirytował, znudził i… pozostawił z wyjątkowo silnym poczuciem, iż kinematografia jest uboższą krewną literatury.
Prawa do sfilmowania książki, która przez wiele tygodni utrzymywała się na listach bestsellerów, sprzedano Davidowi Heymanowi, producentowi Harry`ego Pottera. Obraz wyreżyserował Mark Herman – reżyser mający na koncie zaledwie cztery filmy (w tym Miasto nadziei z Colinem Firthem w roli głównej), ale już znany w przemyśle filmowym, zwłaszcza z tego, iż sam przygotowuje scenariusze dla kręconych przez siebie obrazów. Światowa premiera Chłopca w pasiastej piżamie przypadła na 14 listopada 2008 roku. W Polsce ukazał się on z półrocznym opóźnieniem – dopiero teraz, 6 marca, i wbrew oczekiwaniom, bynajmniej nie okazał się kinowym hitem. Nie tylko dlatego, że od kilku miesięcy co ciekawsi produkcji mogli swobodnie obejrzeć go w internecie, ale przede wszystkim dlatego, że wbrew szumowi medialnemu, który zorganizowała wokół obrazu jego firma producencka – Miramax/Disney – film zwyczajnie, po ludzku, nie jest dobry.
Ciężko mi napisać o filmowej wersji Chłopca w pasiastej piżamie coś pozytywnego. Film uważam za jedno wielkie nieporozumienie, które jest wariacją na temat książki, a nie jej wierną ekranizacją. Zachowano jedynie plan zdarzeń fabuły – wszystko inne uległo przekształceniu. Wypaczono znaczenie wielu wydarzeń, wypaczono znaczenie sylwetek i zachowań wielu postaci; wypaczono, by stworzyć nieprzekonywujący, nieautentyczny, nędzny wyciskacz łez, odarty z jakiejkolwiek magii. Młodzi aktorzy (Asa Butterfield w roli Brunona i Jack Scanlon w roli Szmula) nie są doskonali w swoich rolach. Z całej obsady wyróżnia się jedynie znakomita gra Very Farmingi, filmowej matki Brunona, która została uhonorowana za rolę brytyjską nagrodą filmową British Independent Film Award, w kategorii „najlepsza aktorka”. Jednak co z tego, skoro sam film byłby świetnym kandydatem w kategorii „film najgorszy”?... Dłużący się i niewiarygodny, zamiast poruszać, razi swoją banalnością i bynajmniej nie zachęca do lektury książki. Szkoda, wielka szkoda…
Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony filmu: www.boyinthestripedpajamas.com.

amber2046| 2009-3-13 20:58:56
Coś jest z tymi ekranizacjami książek ostatnio kiepsko. Gomorrę też spartaczono, a czyta się ją fenomenalnie. :(
1Annie| 2009-3-13 22:23:28
Otóż to, dlatego tak bardzo obawiam się ekranizacji "Szkarłatnego płatka..." Fabera :( Ano nic, kolejna ekranizacja na mojej liście to "Lektor". Zobaczymy co tu reżyserowi udało się wykrzesać ;)
2Kamil| 2009-12-24 21:41:44
ja bym się nie do końca zgodził, książki w prawdzie nie czytałem , ale film dla mnie nie jest pozbawiony magii, oczywiście w stylu nazistowskich niemiec, warto go zobaczyć, i pozostawia w nas piętno, nie mogłem o nim przestać myśleć, przez kilka godzin, co jest u mnie bardzo rzadkie.
3Annie| 2009-12-26 21:11:34
Ale film zawdzięcza tę magię wyłącznie fabule książki i pomysłowości jej autora. Sam w sobie niczego nie wnosi. Jeśli będziesz miał możliwość, przeczytaj powieść. Dopiero wtedy zobaczysz, jak ta historia oddziałuje na człowieka i jak nie pozwala o sobie zapomnieć ;)
4

Mętne szkło
Wiosna w Warszawie, wiosna w Krakowie i w Wenecji też wiosna. Soczysta, pachnąca, odświeżająca. Przyroda budzi się do życia, drzewa się zielenią, rozwijają się pierwsze pąki. A komisarz Guido Brunetti flirtuje z wiosną...

Bardzo nie lubię jedynie słusznych dróg - wywiad z Ewą Stachniak
Jej „Konieczne kłamstwa” mnie zaintrygowały, „Ogród Afrodyty” urzekł, zaś „Dysonans” zachwycił, upewniając w przekonaniu, że to jedna z moich ulubionych pisarek. O emigracji do Kanady...

„Kod Leonarda da Vinci”. Reaktywacja
Po obejrzeniu Kodu Leonarda da Vinci w reżyserii Rona Howarda powiedziałam sobie: nigdy więcej. Fatalna ekranizacja tej dobrej skądinąd książki skutecznie zniechęciła mnie do dalszego poznawania innych adaptacji...

Śladami "Aniołów i demonów"...
Z powietrza Rzym wyglądał jak ogromny labirynt starożytnych ulic wijących się wokół budynków, fontann i rozsypujących się ruin. Robert Langdon z ciekawością przyglądał się miastu. Jego wzrok natknął się na ruiny rzymskiego Kolose

"Miłość" Hanne Ørstavik
Już w listopadzie nakładem wydawnictwa Smak Słowa ukaże się wyjątkowa powieść z wyjątkowej serii "Z przyprawami". Miłość Hanne Ørstavik opowiada o Jonie i jego matce, Vibeke...

