• Skup się na...

  • Wszystko
  • recenzje
  • artykuły
  • wydarzenia
  • W recenzjach szukaj po...

  • autor
  • tytuł
  • seria
Podróż Literacka

Śladami Henri Toulouse-Lautreca. Montmartre bez tajemnic

16 sierpień 2008 | 23:11 Obrazek upiększający ;)

Takim był Montmartre wiosną 1888 roku, oaza naiwnego hedonizmu, gdzie uprawiano kult uciech cielesnych na marginesie świata hołdującego wiktoriańskiej pruderii. Wesołe siedlisko cyganerii i beztroskich, romantycznych przygód, na pół wiejskie przedmieście Paryża, gdzie drzewa wiśniowe kwitły na pustych placach, kochankowie całowali się w cieniu bram, a młode praczki tańczyły kankana, bo miały lekkie serca i temperament w nogach. Był to jeszcze dawny Montmartre – rozwiązły i sentymentalny, wiecznie ten sam.W następnym roku [1889 – przyp. A.] przypadała setna rocznica rewolucji i zdobycia Bastylii. Dla uczczenia tych wiekopomnych wydarzeń rząd przygotował jedną z gigantycznych wystaw światowych, z których słusznie słynął Paryż. Na pustym terenie Chaps-de-Mars powstawało zaczarowane miasto jak z „Baśni tysiąca i jednej nocy”, stolica „na niby”, złożona z białych gipsowych pałaców, haremów, meczetów, wykładanych marmurem krużganków, mozaikowych fontann, minaretów, szałasów z palmowych liści z wyspy Tahiti, świątyń z Kambodży, wsi z dżungli Ubangi, bazarów afrykańskich i algierskich zaułków. Rosła wieża Eiffla, z każdym tygodniem stawała się wyższa i smuklejsza. Cała armia robotników podobna do roju mrówek czepiała się żelaznej, przezroczystej jak koronka konstrukcji, wycelowanej niby strzała w niebiosa. Dziennikarze wpadali na jej widok w ekstazę, gorączkowo szukając najwznioślejszych porównań. Niezmordowanie przypominali czytelnikowi, że była to najwyższa konstrukcja na świecie, wyższa niż Flatiron Building w Nowym Jorku, niż kopuła Świętego Piotra, niż obelisk w Waszyngtonie. Była dwa razy wyższa od piramidy Cheopsa, fundamenty jej sięgały czterdziestu ośmiu stóp w głąb ziemi; potrzebne będą dwa miliony czterysta tysięcy dwadzieścia trzy nity dla umocowania żelaznej konstrukcji.- I kankan ma panu przynieść milion, czy tak?- Tak – Fidler kiwnął głową ze spokojną pewnością siebie. – Kankan musi mi przynieść milion.- W takim razie wypijmy za pomyślność. (…)- Pan mi nie wierzy. Myśli pan, że mam bzika, prawda? Ale tak nie jest. Jeśli mi się uda mój zamysł – cały świat dowie się, co to jest kankan. Przemyślałem rzecz całą do gruntu. Po prostu nie mogę spudłować. Niech pan posłucha.Szybkim ruchem odsunął kufel piwa.- Na wiosnę otwarcie wystawy. Setki tysięcy ludzi ściągną do Paryża. I co tu będą robić?- Chyba zwiedzać wystawę.- Oczywiście będą jeździli na szczyt wieży, którą teraz budują. Będą się gapić na Murzynów, Chińczyków i zaklinaczy wężów. Na wielbłądy i słonie. A co dalej? Gdzie będą spędzać wieczory?Wyciągnął z kieszeni kawałek cygara i, nie zapalając, włożył do ust.- Widzi pan – ciągnął dalej, mnąc niedopałek w zębach. – Ludzie są dziwni. Nie znoszą swego własnego towarzystwa. Nie potrafią sami sobie zorganizować rozrywki. Ktoś musi to za nich zrobić. Chcą, żeby ich bawić, chcą mieć przyjemność. A przyjemność, proszę pana, to znaczy tylko jedno – kobiety. (…) Dlatego zainteresowałem się kankanem, dlatego kankan mnie wzbogaci. (…)- Gdzie pan chce zbudować swoją salę tańca?- Tu, w samym sercu Montmartre’u.- Czy nie zanadto na uboczu? To daleko od wystawy.- Nie, monsieur Toulouse. Montmartre to jedyne właściwe miejsce. Zbadałem tę rzecz dokładnie, łączy w sobie wszystkie zalety. Malownicze siedlisko nierządu i cyganerii artystycznej. Coś w guście turystów. Myślę, że artyści są romantyczni.- Większość artystów jest także tego zdania. – Henryk uśmiechnął się. – A czy wziął pan pod uwagę, że jest już i tak dużo sal tańca na Montmartrze?- Ale nie takich jak moja! Nie takich jak moja. Powiadam panu, że nie było jeszcze podobnej sali tańca nawet w San Francisco na Barbary Coast. A mają tam dużo nie byle jakich lokali rozrywkowych, niech mi pan wierzy. Mój będzie inny, jedyny w swoim rodzaju. Połączenie kawiarni, sali tańca i burdelu. Podobne zestawienie jest nie do pobicia. Nawet architektura będzie odmienna. Nadam mu kształt wiatraka. Dlaczego? Żeby było oryginalnie. I każę go pomalować na czerwono. Dlaczego? Bo w Paryżu nie ma ani jednego czerwonego budynku. Poza tym kolor czerwony jest piękny, zwłaszcza nocą. Kobietom w nim do twarzy, pobudza pragnienie mężczyzn: piją i chcą kochać.(…) Urwał, wpatrzony w przestrzeń, widząc oczami wyobraźni, jak obracają się w nocy czerwone, migocące światłem skrzydła. Potem sięgnął po kufel, wypił go duszkiem i otarł pianę z wąsów.- Tak, monsieur Toulouse. Wkrótce nastąpi otwarcie wystawy, tłumy angielskich i amerykańskich turystów zaczną napływać do Paryża. Za siedem, osiem miesięcy będę miał najsłynniejszą salę tańca we Francji. We Francji? Co ja mówię! Na świecie! Powiadam panu, że się nie mylę. Obliczyłem wszystko aż do najdrobniejszych szczegółów. Znalazłem nawet nazwę. Idealną nazwę. Wie pan jaką?- Nie mam pojęcia – przyznał się Henryk, podnosząc do ust kieliszek koniaku.- Nazwę go „Moulin Rouge”, proszę pana. Niech pan zapamięta: „Moulin Rouge”… MOULIN ROUGE.Foyer ozdobione jest malowidłami przedstawiającymi sylwetki dawnych gwiazd Moulin Rouge, La Goulue czy Jane Avril.Na jednym z nich, w lewym górnym rogu, widać niewielkiego brodacza. Nie tańczy. Siedzi, wpatrzony w kawałek tektury, po którym z niezwykłą szybkością i wprawą porusza się nieco stępiony już ołówek. To Henri Toulouse-Lautrec. Malarz Montmartre’u.Moulin Rouge otworzył swoje podwoje 5 października 1889 roku. W jego holu zawisło kupione przez właścicieli duże płótno, Au Cirque Fernando, l’écuyére. Obraz Lautreca.Powiedzenie więc, że Henri był związany z Moulin Rouge od samego jego początku nie byłoby nadużyciem. Dziś, z perspektywy czasu, zawieszenie akurat tego obrazu w tym miejscu jawi się niezwykle symbolicznie. Faktycznie, Moulin Rouge stało się istotnym miejscem w życiu Lautreca. Tu znalazł się w swoim żywiole. I to tu wreszcie poczuł, że naprawdę żyje. Swoją radość wyrażał w swoich obrazach. Prawdopodobnie pierwszym obrazem Henri’ego przedstawiającym świat czerwonego wiatraka, był Au Moulin Rouge, la danse z 1890 roku.W kolejnych latach, Henri namalował około trzydziestu obrazów przedstawiających życie Moulin Rouge. Stworzył również dlań w 1891 roku plakat.Podczas gdy Moulin Rouge zapraszał w swoje progi raczej snobistycznych gości, na Montmartrcie działały również inne tancbudy – nie tak spektakularne, bardziej zaciszne, rustykalne. Jedną z najpopularniejszych, a zarazem jedyną pozostałą do dziś niemal w swoim pierwotnym kształcie jest Moulin de la Galette.I ta sala tańca była dla Toulouse-Lautreca ważna. To tu spędzał przyjemne wieczory z przyjaciółmi i to tu poznał późniejszą gwiazdę Moulin Rouge, La Goulue, tancerkę. Swoje wspomnienia z tych nocy uwiecznił na płótnie, w pracy Au Bal du Moulin de la Galette z 1889 roku.Noce malarz spędzał w salach tańca. W ciągu dnia spacerował zaś uliczkami Montmartre’u. Upływ czasu zmienił ich charakter. Najpopularniejsza, Rue Lepic, pyszni się pięknie odrestaurowanymi fasadami kamienic i ugina pod ciężarem kolorowych markiz kolejnych kawiarni. Ulica odchodzi od Place Blanche, przy którym stoi Moulin Rouge i pnie się na szczyt wzgórza. To właśnie tu, w kamienicy pod numerem 54 mieszkał między innymi Vincent van Gogh ze swym bratem Théo.Zaś pod numerem 15 kryje się miejsce pracy perły Montmartre’u, filmowej Amelii.Nieco dalej znajduje się inny budynek. Moulin Rouge Palace. Druga czerwona budowla w Paryżu. Sklep z pamiątkami. Gdziekolwiek by więc nie spojrzeć, wspomnienia o dziewiętnastowiecznym Montmartrcie wciąż powracają. Czerwony wiatrak, jak i powstała przed nim zaledwie parę lat wcześniej bazylika Sacré-Coeur, dominują w krajobrazie dzielnicy, nadając jej swoisty, niespotykany nigdzie indziej charakter. Sacrum i profanum. Miejsce kultu Serca Jezusowego i nocnych uciech. To mogło się zdarzyć tylko tam, na paryskim butte

Wszystkie cytaty pochodzą z: La Mure Pierre, Moulin Rouge, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2006.

Inne literackie odniesienia:
* Crispino Enrica, Klasycy sztuki. Toulouse-Lautrec, Rzeczpospolita/HPS, Warszawa 2006.
* Frey Julia, Toulouse-Lautrec. Biografia, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2004.

Odbądź podróż po Albi, miejscu narodzin wielkiego malarza! Kliknij: Śladami Henri Toulouse-Lautreca. Kronika zapomnianego dzieciństwa

Komentarze
  • chiara76| 2008-8-16 23:52:18

    miło mi było przypomnieć sobie ścieżki, którymi przecież sama tak niedawno wędrowałam...;)

    1
  • nutta| 2008-8-17 9:54:17

    Znam te miejsca:) I ciągle miło się je wspomina, oglądając fotografie. Aniu, teraz śladami Lautreca powinnaś udać się do Albi. W pobliżu katedry jest nieduże, ale urocze muzeum malarza. Południe Francji przed Tobą.

    2
  • Annie| 2008-8-18 17:36:34

    Cieszę się, że udało mi się przywołać miłe wspomnienia :)

    Nutto, bardzo bym chciała zobaczyć i Albię, i inne miejsca należące dawniej do rodu Lautreców. Tym bardziej, że przez pierwsze lata życia Henri'ego należące do nich dwory i tuluskie zamki z powodu jego choroby były całym jego światem ;)

    3
  • szamanka30| 2008-8-19 20:08:11

    Piękny tekst i piękne zdjecia go ilustrujące. Kusi mnie powrót do ksiażki "Moulin Rouge" ;)

    4
  • Annie| 2008-8-20 13:46:51

    Dziękuję :) Ja właśnie tak mimowolnie powróciłam, bo zaczęłam ją kartkować w poszukiwaniu cytatów, a ostatecznie na nowo pochłonęłam całą... ;)

    5
  • beel| 2008-8-22 8:31:10

    Baaardzo mi się podoba Twój wpis. Zaraz przypomniały mi się francuskie wojaże sprzed lat. Lubilam klimat tej dzielnicy. Ktoś wspomniał tu książkę Moulin Rouge. no właśnie......

    6
  • foxinaa| 2008-8-22 20:03:41

    a ja miejsc nie znam i poznaję teraz dzięki Tobie Aniu! Przepiękne zdjęcia!:D

    7
  • asia| 2008-12-2 21:44:46

    Aniu, jestem pod ogromnym wrażeniem!!! Niezwykła strona!!!
    Z pewnością się z nią zaprzyjaźnię :)

    8
  • Login
Przepisz kod z obrazka

Siedlisko

Recenzję wydanych pół roku temu Twarzy Szatana zakończyłam, zastanawiając się, jak obaj autorzy wypadliby solo i w dłuższej formie. Nie sądziłam wówczas, że tak szybko przyjdzie mi poznać na zadane pytanie odpowiedź. Siedlisko to kolejna książka...

Naprawdę kocham Oslo! - wywiad z Jo Nesbø

Jo Nesbø, jeden z najpopularniejszych skandynawskich pisarzy kryminałów, zasłynął cyklem powieści kryminalnych, których bohaterem uczynił niekonwencjonalnego śledczego, komisarza Harry’ego Hole’a...

Ekranizacja "Człowieka, który gapił się na kozy"

Ten film powstał w oparciu o książkę. Nie jest jednak jej ekranizacją, choć opowiada podobną historię. O super-wojownikach, szpiegach psychotronicznych i niemeczących kozach. Tyle, że dużo, dużo sprawniej. I choć jest irytująco idiotyczny...

Śladami Trylogii Awiniońskiej

Posiwiały, lekko zgarbiony mężczyzna niespiesznie zamknął wrota bramy otwierającej się na Rue Jacob. Bertrand de Comminges przystanął i otarł czoło grzbietem dłoni. Nie wiedział dokąd pójść. Nie wiedział, skąd zacząć swoją wyprawę do przeszłości...

Angelus dla Josefa Skvoreckiego

Czeski pisarz emigracyjny Josef Skvorecky otrzymał w sobotę Literacką Nagrodę Europy Środkowej Angelus. Nagrodzony został za książkę "Przypadki inżyniera ludzkich dusz", opublikowaną przez wydawnictwo Pogranicze...

statystyka

copyright 2008-2010 dziennik-literacki.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone