"Bóg zwierząt"

- Autor: Kyle Aryn
- Tytuł: Bóg zwierząt
- Tytuł oryginału: The God of Animals
- Język oryginału: angielski
- Przekład: Ewa Penksyk-Kluczkowska
- Liczba stron: 320
- Rok wydania: 2009
- Oprawa: miękka ze skrzydełkami
- Wymiary: 140 x 205 mm
- ISBN: 978-83-928234-4-5
- Seria: Z przyprawami
- Wydawca: Smak Słowa, Agencja Wydawnicza
- Miejsce wydania: Sopot
Okładki niektórych książek bywają małymi dziełami sztuki. W poczet tych najpiękniejszych należy zaliczyć również tę, zdobiącą debiutancką powieść Aryn Kyle. Pełna wdzięku, subtelna, poetycka znakomicie koresponduje z treścią książki, którą wielu uznało za jeden z najbardziej obiecujących debiutów literackich w Stanach Zjednoczonych.
Bóg zwierząt to powieść, która zrodziła się z opowiadania. W 2007 roku Aryn Kyle opublikowała pierwszy rozdział książki w „Atlantic Monthly”, tytułując go Czas źrebienia (Foaling Season). Wśród krytyków zawrzało. Tekst Kyle uhonorowano nagrodą za najlepsze amerykańskie opowiadanie 2007 roku. Zasłużenie. Bóg zwierząt to znakomita powieść – dojrzała, mądra, przejmująca. Idealna.
Główną bohaterką, a zarazem narratorką powieści, jest dwunastoletnia Alice Winston. Kiedy jej starsza o cztery lata siostra, Nona, ucieka z domu, by poślubić jeźdźca rodeo, na barki dziewczynki spada ciężar rodzinnych problemów: cierpiąca na depresję matka, powściągliwy, przepracowany ojciec i podupadłe ranczo. Z dnia na dzień Alice zmuszona jest dorosnąć. Chociaż, czy kiedykolwiek wcześniej mogła poczuć się beztrosko? Matka, trzydziestosześcioletnia kobieta, od dnia narodzin Alice nie wychodzi ze swojego pokoju. Całe dnie spędza sama na piętrze, w pokoju, w którym jedyny snop światła pochodzi od ekranu telewizora. Jej skóra jest bielsza niż śnieg, delikatna jak pergamin. Podobno kiedyś była amazonką, podobno jeździła na narowistych koniach. Alice uważa opowieści dziadków za mity. Jej matka dała się jej poznać wyłącznie jako krucha, odsuwająca się od reszty rodziny istota. Kobieta unika nie tylko najmłodszej córki, również ojca Alice. Trzydziestodziewięcioletni Joe sypia w pokoju gościnnym, a w ciągu dnia samotnie bądź w towarzystwie córki oporządza ranczo. Dlaczego tak konsekwentnie wzmiankuję wiek bohaterów powieści? Bo jest on do ich pełnej charakterystyki niezbędny. Nastoletnia Nona oraz trzydziestokilkuletni rodzice Alice jawią się na kartach książki jako staruszkowie. Są pozbawieni jakiejkolwiek nadziei, są zrezygnowani. Permanentnie tkwią w melancholii. Nawet nie śnią. Nie marzą, bo jeśli ryzykują i decydują się podążyć śladem swoich marzeń, szybko zostają brutalnie ściągnięci na ziemię. Czują się wtedy przegrani. Tak jak ojciec Alice.
Ranczo, które prowadzi Joe, należy do jego rodziny od trzech pokoleń. Mężczyzna pragnie, aby było ono jak najlepsze. Inwestuje w nie wszystkie swoje oszczędności i dochody – odmalowuje stajnie, buduje nowy padok, kupuje kolejne konie. Choć sprawia wrażenie realisty, kiedy chodzi o ranczo, traci jakikolwiek rozsądek. Wydaje pieniądze na nowe siodła czy klacze, choć nie ma czym opłacić rachunków. Nie zauważa, że wszystkie ubrania Alice są na nią za małe: że jej bluzki się podciągają, a spodnie boleśnie piją ją w pasie. Nie chce widzieć, jak jego żona cierpi, spędzając całe dnie w dusznym, gorącym domu. Klimatyzacja się zepsuła. I co z tego? Nie ma pieniędzy na nową. Jeszcze rok temu Joe wierzył, że szczęśliwy los się do niego uśmiechnie. Nona była urodzoną amazonką. Z łatwością zdobywała najważniejsze jeździeckie wyróżnienia. Jej małżeństwo z Jerrym jest dla Joego osobistą tragedią: nie tylko stracił córkę, ale również jeźdźca, który mógł przynieść jego stajni sławę.
Nona jest oczkiem w głowie Joego. Alice czuje, że dorasta w cieniu starszej siostry. Choć tęskni za Noną, nie chce, żeby wróciła do domu. Marzy, aby teraz jedyny świadomy jej obecności rodzic wreszcie zwrócił na nią uwagę. Marzy, aby teraz to ona stała się nową Noną. Chce wierzyć, że tyko ona Joemu została. Alice mówi to sobie raz za razem. Ma nadzieję, że wypowiedzenie tych słów na głos wystarczy, żeby stały się one prawdziwe. W głębi duszy jednak wie, że to za mało. Że się myli. Że tak się nie da.
Nikt nie zwraca uwagi na Alice, gdyż każdy zaabsorbowany jest własnymi problemami. A dziewczynka tej uwagi wyjątkowo potrzebuje. Ciało jej koleżanki z klasy, jedenastoletniej Polly Cain, zostaje znalezione w kanale. Miasteczko jest w szoku, jednak z samą Alice nikt na ten temat nie rozmawia. Nikt nie zapyta, jak się czuje. Co z tego, że nie przyjaźniła się z Polly? Na Boga, to jej własny ojciec wyłowił jej ciało!
Alice nie ma przyjaciółek. Jedyną osobą aspirującą do tego miana jest Sheila, bogata dwunastolatka, która bierze lekcje jazdy w stajni Joego. Aby związać koniec z końcem, Winston przygotowuje dziewczynkę do zawodów. Zajmuje się także rozpieszczonymi końmi bogatych sąsiadów. Alice pierwszy raz w życiu ma okazję zetknąć się z władzą i bezpieczeństwem, które zapewniają pieniądze. Podoba jej się to nowe, nieznane jej wcześniej uczucie. Świetnie jednak zdaje sobie sprawę z ulotności tej chwili. Wie, że prezenty kiedyś się skończą. Że znowu będzie biedną, zaniedbaną dziewczyną, która musi donaszać za małe ubrania. Obserwując otaczających ją dorosłych, dowiaduje się również, że ich świat jest pełen tajemnic i trudnych prawd. Odkrywa, że ludzie – w tym ona – mogą być okrutni, mogą kłamać i oszukiwać, choć czasem potrafią także zrobić coś bezinteresownego i poruszającego serce. Jednak robią to bardzo rzadko. Świat, w którym żyją, nie ma im bowiem nic do zaoferowania. To świat pustki. Aż dziw, że ludzie zachowali w sobie determinację, by w nim chcieć żyć. Pomimo wszystko. Nadal.
John Wayne, Elvis, wszyscy ci ludzie, którzy napisali te wiersze niezbyt pilnie przeze mnie słuchane – oni wszyscy umarli, zanim przyszłam na świat. Może wielkość też umarła, może cały kraj był tylko ogromnym, pustym cmentarzyskiem zapominania. A jeśli szeroko otwarta nicość zawsze była twoim domem, to pewnie nie możesz się źle z tym czuć. Może nie umiesz sobie nawet wyobrazić, że w ogóle jest coś więcej.
Bóg zwierząt to cudowna powieść. Przejmująca, zadziwiająca, wielowątkowa. Opisywani przez Aryn Kyle bohaterowie są niejednoznaczni, ich sylwetki są złożone. Choć codzienność amerykańskiego Zachodu rządzi się odwiecznymi prawami natury, wcale nie jest prosta. To świat, który ulega powolnym przeobrażeniom. Niewolny od pretensji nowobogackich, ruszający do pędu za pieniądzem. Jest brutalny, nieludzki, okrutny. Zwłaszcza dla koni. To świat, w którym człowiek pretenduje do miana boga zwierząt. Miejsce, gdzie każdy chce być demiurgiem, decydującym również o losach innych ludzi. A jednak to rzeczywistość, w której narodziła się niezwykła pisarka. Jedyny w swoim rodzaju pustynny kwiatuszek…

|
|
|

mary| 2009-11-15 11:18:02
kurcze nic jeszcze z tej serii nie czytałam, ale wydaje się, że każda z książek o jakiej tu pisałaś jest na swój sposób warta poznania, egzotyczna i piękna. :)
1Orianka| 2009-11-15 20:33:43
Recenzja mocno zachęcająca, a okładka to prawdziwe dzieło sztuki :) Z przyjemnością przeczytam ;))
2Annie| 2009-11-17 20:26:19
Słusznie Ci się wydaje, Mary - seria "Z przyprawami" stała się jedną z moich ulubionych :) Gorąco polecam Wam "Boga zwierząt", dziewczęta! Na pewno się Wam spodoba :)
3

Las cieni
Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Szkoda tylko, że w przypadku prozy Thillieza skończyło się tak szybko. Na fali zainteresowania jakie wzbudził we mnie Pokój umarłych, sięgnęłam po Las cieni. I to był błąd. Duży błąd...

Alicia Giménez-Bartlett o "Statku pełnym ryżu"!
Specjalnie dla czytelników Dziennika Literackiego, znakomita hiszpańska prozaiczka, Alicia Giménez-Bartlett, opowiada o swojej najnowszej powieści pt. Statek pełen ryżu!

Tragedia nad rozlewiskiem
Po obejrzeniu pierwszego odcinka nie wiedziałam, co powiedzieć. Pomyślałam: może to tylko tak na początku, taki odcinek wprowadzający i stąd tak… inaczej. Jednak, kiedy zobaczyłam wczoraj, że w zasadzie nic się nie zmienia, zwątpiłam...

Śladami "Obietnicy anioła"...
- „Czarodziejski zamek wyrosły na morzu…” - zacytował François. – Szary cień, wznoszący się na tle mglistego nieba… O zachodzie słońca niezmierzone połacie piasku były czerwone...

Gorrrący październik ;)
Mam, mam, mam, mam! Całą piękną trylogię Allende! Ach, rozmarzyłam się ;) Ale chyba słusznie... Bo patrzę na stosik i aż sama nie wierzę ;) Ta jesień czytelniczo będzie przepiękna ;)
Zaczął się rok akademicki i przepadłam bez reszty...







