Bardzo trudno być człowiekiem. Spotkanie ze Swietłaną Aleksijewicz
Data publikacji: 22 października 2015 A- A A+
Kiedy tylko przekroczyła próg Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego, przywitała ją burza oklasków. Nic dziwnego, bo tacy goście nie zdarzają się w Krakowie na co dzień. Szeroko uśmiechnięta, długo odmachiwała swoim czytelnikom. Białoruska pisarka i dziennikarka. Pierwsza w historii reportażystka uhonorowana Literacką Nagrodą Nobla. Gość specjalny 7. Festiwalu Conrada. Swietłana Aleksijewicz! Spotkanie z tegoroczną Noblistką poprowadził Wacław Radziwinowicz.Jestem laureatką wielu nagród, ale ta nagroda jest szczególna. Jeszcze nie umiem sobie z nią poradzić – skomentowała już na wstępie. Chociaż to nie jest tak, że teraz jestem kimś innym niż wcześniej, przed otrzymaniem nagrody. Te ostatnie dni były szalone. Okazuje się, że szczęście wymaga bardzo wielu sił. A te Autorce są teraz szczególnie potrzebne, bowiem pracuje ona obecnie nad dwiema nowymi książkami. Jedna z nich będzie traktować o miłości. Gdyby każdego, kto znajduje się w tej auli, zapytać, co to jest miłość, to jestem przekonana, że nie byłoby osoby, która nie byłaby zagubiona. Tak samo jak ja teraz. Opowiadanie o miłości jest bardzo trudnym zadaniem. Miłość wymyka się słowom. To stan efemeryczny, krótkotrwały. Niesie z sobą pocieszenie, trwogę, dramatyzm. Miłość składa się z chwil. Dlaczego o niej piszę? Kiedy skończyłam swój ostatni cykl książek, pięcioksiąg o homo sovieticus – chociaż bardzo nie lubię tego sformułowania, ponieważ jest w nim pogarda, a przecież chodzi o tragedię setek ludzi, także moich rodziców, moich bliskich, moich przyjaciół – to zaczęłam się zastanawiać, wokół czego jeszcze kręci się życie. I odpowiedź jest bardzo prosta – ono kręci się wokół miłości i śmierci. Cała reszta to banał. Ten gatunek, w którym pracuję, to rodzaj polifonii. Spotykam się z setkami osób, rozmawiam z nimi, one o czymś mówią, a na końcu składam te wszystkie kawałki w jedną symfonię, w swój reportaż. Stary Zachód jest dziś rozczarowany konsumpcjonizmem. Chcę napisać książkę o tym, jak próbujemy być szczęśliwi, dlaczego nam się to nie udaje i że życie to szansa, której nie należy zmarnować – wyjaśniała.Druga książka, nad którą pracuje Swietłana Aleksijewicz, opowiada o starości. Postęp dał nam dodatkowych dwadzieścia, trzydzieści lat życia. A my nie mamy filozofii starości, nie wiemy co z tym zrobić. Człowiek albo rzuca to pod nogi dzieciom, albo biega po szpitalach – wyjaśniała. Jedni mówią, że starość to ciekawy okres w życiu, drudzy – że najciekawszy. Mężczyźni mówią, że nareszcie są wolni i nie muszą już uganiać się za spódniczkami. Słyszałam już wiele opinii, ale moje osobiste podejście do starości nie jest takie jednoznaczne. To smutne, kiedy odchodzimy z tego świata. To naprawdę tragiczne. Boris Akunin, który także pisze swoją najnowszą książkę o starości, pisze o niej inaczej, bo ma to rzadkie szczęście, żeby zawsze być szczęśliwym. Ma lekkość w tworzeniu mitów, a tworzy je z różnych fragmentów życia i postaci. Jego starość jest pogodna. Takie lektury są bardzo potrzebne, bowiem ludzie szukają pocieszenia. Niestety, moja twórczość ma zupełnie inny wydźwięk. Nie dlatego, że jestem surowym człowiekiem, ale z tego powodu, że zawsze zwracam uwagę przede wszystkim na tragiczne motywy. Tak jest i w tym przypadku – w końcu przecież kiedyś musimy ten świat opuścić – tłumaczyła.

Swietłana Aleksijewicz ma niezwykły dar docierania do ludzi i do wydobywania z nich fascynujących historii. Jej rozmówcy otwierają się przed nią. Obnażają swoje emocje, dzielą się strachem. Byłam niedawno w Moskwie, jechałam taksówką – opowiadała. Taksówkarz zapytał, czy jestem prawosławna. Odpowiedziałam, że tak, babcia mnie potajemnie ochrzciła. Usłyszałam: „Dobrze, to siedź sobie, nie będę cię wyrzucał”. Zapytałam dlaczego miałby to w ogóle robić. Odpowiedział krótko: „Bo to jest prawosławna taksówka”. Zaczęliśmy rozmawiać. To był potężny mężczyzna. Nagle odwrócił się do mnie, a jego moskiewska agresja rozbiła się o mój spokój. Powiedział: „A wiesz, moja baba mnie rzuciła.” I ma łzy w oczach. I dodaje: „A wiesz, kochałem ją. Biłem ją, ale kochałem”. Powiedziałam mu: „No tak, to też jest sposób na miłość”. Rozmowa sama potoczyła się dalej. Nie przychodzę do ludzi jako znana pisarka. Przychodzę do nich jako człowiek, który chce coś zrozumieć. Uczciwość jest bardzo ważna, nie należy się też spieszyć. Trzeba rzeczywiście interesować się cudzym życiem. Ludzi trzeba kochać, choć to bardzo trudne, bo ludzie są różni.Mimo, że Noblistka stara się zrozumieć innych, nie zawsze się jej to udaje. Tak było między innymi w przypadku pewnej kobiety, która przez siedemnaście lat była więźniem gułagu. Opowiadała o swojej codzienności za kratami, a jedna z jej historii dotyczyła apelów, na które nie można było się spóźniać. Kiedy jeden się spóźniał, to wszyscy musieli czekać na mrozie – przytaczała opowieść Swietłana Aleksijewicz. Pewnego razu moja bohaterka była bardzo słaba i spóźniła się na apel. Kiedy przyszła, wszyscy, którzy stali na placu, zaczęli na nią pluć. Niektórzy próbowali ją uderzyć. Skomentowałam, że po to, aby obnażyć prawdziwą naturę człowieka, trzeba było zrobić to, co zrobił Stalin, czyli zorganizować taki obóz. Wtem moja bohaterka, która do tej pory siedziała przykulona, wyprostowała się i powiedziała: „Zostaw Stalina. Stalin jest wielkim człowiekiem”. Była gotowa wyrzucić mnie ze swojego mieszkania. Szybko jednak wycofałam się, próbowałam załagodzić sytuację. Staram się bowiem kierować współczuciem w kontaktach z ludźmi. Moja bohaterka zaczęła mi wyjaśniać, że ona wierzy w słowa Stalina, że stalinizm to jej religia. Słuchałam tego i narastała we mnie desperacja. Dzisiaj jednak mamy jeszcze więcej powodów by popaść w rozpacz. W jaki sposób przeciwstawić się wpływowi propagandy na rozum zwykłego człowieka, który niewiele czyta i niewiele myśli? W ciągu ostatnich dwudziestu lat ta poprzeczka kulturowa jeszcze bardziej się obniżyła. Nie ma siły, ani możliwości, żeby zrozumieć i nazwać rzeczy po imieniu. Putin uderzył w najbardziej prymitywne, ciemne, mroczne tony. Powiedział: wstajemy z kolan, budujemy wielkie imperium, nie pozwolimy więcej naszym wrogom znęcać się nad nami, pokażemy im, że mamy dobrą broń. Pieniądze nie płynęły do ludzi, lecz do wojska. I dziś faktycznie jest ono dobrze wyposażone. A ludzie się cieszą, bo mamy wspaniałą broń, bo pokazaliśmy Amerykanom, bo daliśmy popis w Syrii. Niedawno byłam w Rosji i Putin faktycznie ma poparcie większości ludzi, ale kiedy rozmawia się z poszczególnymi osobami to powstaje pewien dysonans – rozmowy o Rosji, cerkwiach, duchowości idą dobrze. W rozmowach o polityce Rosjanie przytaczają frazesy zasłyszane w telewizji. To się nie klei. Myślenie jest pracą i nie każdego na nią stać. Tym bardziej, że cerkiew także nie sprzyja myśleniu. Uczy i domaga się posłuszeństwa – posłuszeństwa władzy. Hierarchowie mają piękne samochody, drogie zegarki. Żyją ponad stan i na pokaz. Nie chcą niczego zmieniać. Moim celem nie jest straszenie ludzi i przerażanie ich. Tym doskonale zajmuje się rosyjska telewizja. Ja chcę nieść wsparcie w tych obszarach, w których tego wsparcia brakuje. Chcę uczyć odwagi. Moim mottem życiowym są słowa: „Idź i pilnuj w sobie człowieka”. Bardzo trudno być człowiekiem.Jednak Swietłanie Aleksijewicz ani człowieczeństwa, ani odwagi nie brakuje. Trudno mi wytłumaczyć Rosjanom, że Donieck to zło. Kiedy powiedziałam, że Donieck to okupacja, że Putin rozpętał wojnę domową na Ukrainie, że jest to interwencja wojskowa obcego państwa, stałam się wrogiem. Tak przeczytałam w rosyjskich gazetach: „Nagroda Nobla powędrowała do naszego wroga”. I dalej: „Kiedy będziemy pod Paryżem, wtedy my otrzymamy Nagrodę Nobla”. Tak mówią zwykli Rosjanie, tak piszą dziennikarze, tak piszą pisarze. I to utalentowani pisarze. O tym mówiła Hannah Arendt – ten zmierzch, który zapada nad społeczeństwem, zapada także nad intelektualistami. Trudno jest mi się przez to przebić. Po prostu muszę przez to przejść. Straciłam bardzo wielu przyjaciół. Bardzo trudno mi o tym mówić. Odradza się rosyjski nacjonalizm i nawet nie wyobrażamy sobie do czego jest zdolny, na jakich płaszczyznach może się rozwinąć.

Noblistka wspomniała przy okazji, że przed laty sama była socjalistką. Wierzyła w socjalizm. Sądziłam, że jest to lepszy ustrój. Wyleczyłam się z tego w Afganistanie. Wtedy, gdy odwiedziliśmy jeden z afgańskich szpitali, aby przekazać zabawki rannym dzieciom. Placówka mogła przyjąć maksymalnie dwustu pacjentów, ale wówczas było ich prawie siedmiuset. Siedemset ofiar rosyjskiej artylerii. Bardzo młoda kobieta trzymała na rękach dziecko. Dałam jej zabawkę. Dziecko bardzo się ucieszyło i chwyciło ją zębami. Zapytałam: „Dlaczego zębami?” Kobieta w złości zerwała z niego małą kołderkę i powiedziała: „Popatrz!” Dziecko nie miało ani rączek, ani nóg. Usłyszałam: „To zrobili twoi Sowieci, twoi Rosjanie”. Praktycznie zemdlałam. To był wstrząs.Tematyka polityczna zdominowała także refleksje pisarki dotyczące Literackiej Nagrody Nobla. Swietłana Aleksijewicz przyznała, że gratulacje złożyli jej nawet Michaił Gorbaczow i Aleksander Łukaszenko. Władimir Putin nie zdobył się na taki gest. Za to zgromadzeni w Auditorium Maximum czytelnicy zrekompensowali pisarce ten nietakt z nawiązką. Gratulacjom i brawom nie było końca. Podobnie jak prośbom o złożenie autografu. W końcu każdy chciał zdobyć podpis kobiety, która jako pierwsza w historii stała się twarzą światowego reportażu.


Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję