Pisarz na uchodźstwie. Relacja ze spotkania z Aslı Erdoğan
Data publikacji: 18 lipca 2015 A- A A+
Drobna i cicha przysiadła na kanapie niemal przez nikogo niezauważona. Dopiero zainteresowanie tłumaczki i prowadzącej spotkanie skupiło na niej wzrok publiczności. Nieśmiałe uśmiechy, które posyłała czytelnikom, nie były w stanie odciągnąć uwagi od jej zmęczonej twarzy i smutnych oczu. Ta niepozorna kobieta to Aslı Erdoğan – turecka pisarka i dziennikarka, niestrudzona działaczka praw człowieka, a przy tym pisarz-uchodźca, który przed prześladowaniami schronił się w Krakowie. Autorka właśnie otrzymała ramach stypendium Międzynarodowej Sieci Miast Uchodźstwa ICORN (International Cities of Refugees Network), oferującej azyl pisarzom i obrońcom praw człowieka, którzy z powodu prześladowań nie mogą swobodnie żyć i tworzyć we własnej ojczyźnie.Willa Decjusza to renesansowy pałac przybyłego pod Wawel w 1508 roku alzackiego dyplomaty Justusa Ludwika Decjusza. To właśnie w tej przepięknej budowli już od połowy XVI wieku istniał salon literacki i kulturalny Krakowa. I to właśnie tu od maja przebywa Aslı Erdoğan. To niezwykła postać. Mówię to jako turkolog i jako pół-Turczynka. To dla mnie zaszczyt – już na wstępie zaznaczyła prowadząca spotkanie dr Agnieszka Ayşen Kaim. Aslı Erdoğan urodziła się w Stambule w 1967 roku. Studiowała inżynierię komputerową i fizykę. Pracę magisterską na temat fizyki Higgsa napisała w Genewie, gdzie pracowała jako badacz wysokich energii w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN. W 1994 roku przeniosła się do Rio de Janeiro, gdzie rozpoczęła pisanie doktoratu, jednak rok później zrezygnowała z kariery naukowej. Postanowiła poświęcić się pisarstwu.

Niektórzy pisarze są wielojęzyczni. Ja piszę tylko w jednym języku. Wszystko wyklarowało się właśnie podczas wspomnianego pobytu w Brazylii, a dokładnie w Rio de Janeiro, dokąd po raz pierwszy uciekłam z Turcji i gdzie udało mi się znaleźć schronienie – wspominała pisarka. Zabrałam ze sobą pięćdziesiąt książek w języku tureckim – każdą na jeden tydzień mojego pobytu w Ameryce Południowej. Musiałam to zrobić. Miałam poczucie, że należę do języka tureckiego. Nie chciałam stracić tej więzi. Jednak w miarę upływu czasu coraz rzadziej używałam tureckiego. Mówiłam po angielsku, śniłam po portugalsku… Zdałam sobie sprawę z tego, że oba te języki zaczynają mnie bardzo mocno przenikać. Że właściwie już mną zawładnęły. A jakby tego było mało, zorientowałam się, że przestaję rozumieć strukturę tureckiego – bardziej skomplikowane struktury gramatyczne przestały być dla mnie oczywiste. Powiedziałam sobie: dosyć. Postanowiłam, że muszę wrócić i przywrócić sobie turecki jako język ojczysty. Od tej pory wiem, że jestem monolingwalna. Piszę tylko w jednym języku. W żadnym innym języku słowa nie mają dla mnie tyle znaczenia, tylu odcieni, tylu barw.Aslı Erdoğan zadebiutowała w 1994 roku powieścią Kabuk Adam. Jest autorką kilkunastu książek, w tym powieści, nowel, zbiorów opowiadań i tomików poezji. Popularność przyniosła jej powieść wydana w 1998 roku – Kırmızı Pelerinli Kent. Wtedy jeszcze nie wiedziała, jaką cenę będzie musiała zapłacić za oddanie życia literaturze. Jej głos wciąż się łamie, kiedy opowiada o wydarzeniach sprzed niemal dwudziestu lat: Kiedy w 1998 roku opublikowałam „Kırmızı Pelerinli Kent”, w gazetach pojawiło się kilka recenzji. Nie były szczególnie entuzjastyczne. Były oszczędne, ale były w porządku. W kolejnych miesiącach pojawiły się kolejne moje teksty. Pojawiły się także tłumaczenia na język niemiecki. Zaangażowałam się jako dziennikarka, miałam własną kolumnę. I kiedy po trzech latach wydałam kolejną książkę… To już nie doczekałam się żadnej recenzji. Zaproszono mnie tylko na jeden wywiad. Wokół mnie zapadła cisza. Byłam przerażona. Zdałam sobie sprawę z tego, że ciąży nade mną przekleństwo. Przekleństwo ciszy, przekleństwo braku zainteresowania. Ogarnęła mnie bezradność, bo już wtedy doskonale wiedziałam, że nic nie mogę z tym zrobić, choć miałam ochotę wykrzyczeć swoje pretensje do recenzentów i wydawców: dlaczego o mnie nie piszecie?! Dlaczego nie chcecie ze mną rozmawiać?! A to był dopiero początek. Dwa lata później rozpętało się piekło. Spotkał mnie prawdziwy lincz. Najpierw na rynku pojawiła się obmawiająca mnie książka, a następnie w jednej z największych ogólnotureckich gazet na pierwszej stronie pojawił się artykuł dotyczący mojej kobiecości, którego głównym tematem było to, że nie noszę biustonosza. To był haniebny atak. Co znamienne, ta sama gazeta przez dwadzieścia lat mojej pisarskiej działalności nigdy nie zająknęła się ani na temat moich książek, ani moich nagród. Jak mogłam z tym walczyć? To była moja śmierć społeczna. Co z tego, że krytycy porównywali moją prozę do twórczości Kafki czy Celi, skoro moi pobratymcy dostrzegali we mnie jedynie niemoralną kobietę bez stanika.

Jej dzieła, w dużej mierze ignorowane w jej własnym kraju, zostały przetłumaczone na wiele języków, w tym na francuski, duński, angielski, szwedzki, norweski, bośniacki, niemiecki i bułgarski. Utworami tureckiej pisarki zajmowali się tacy autorzy jak Ingo Arend, Ruth Klüger czy Eugene Schoulgin – i co więcej, stały się one przedmiotem ponad stu artykułów, esejów i prac akademickich publikowanych w czołowych gazetach i czasopismach literackich w całej Europie (wystarczy wymienić „Lire”, „Le Monde”, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, „Die Welt”, „Neue Zürcher Zeitung”, „Die Presse” czy „Aftenposten”). Orhan Pamuk napisał o niej, że jest pisarką o wyjątkowej wrażliwości i spostrzegawczości, która zawsze tworzy doskonałe teksty literackie. Fragmenty prozy Erdoğan były wystawiane na scenie w Mediolanie i prezentowane w teatrze, a jedno z jej opowiadań doczekało się nawet adaptacji filmowej we Francji. O klasie pisarki świadczy z pewnością fakt, że czasopismo „Lire” umieściło ją na liście „50 pisarzy przyszłości”, uznając jej twórczość za współczesną klasykę. Międzynarodowy sukces, który w innych okolicznościach wzbudzałby radość, powodował u Aslı Erdoğan jedynie smutek: Ogarnęło mnie poczucie absolutnego rozdarcia. Z jednej strony, zaczęto chętnie tłumaczyć moje książki. Były wydawane na Zachodzie. To był ogromny sukces, bo zachodni wydawcy, jeśli już sięgali po literaturę turecką, to tylko taką, która opowiadała o spotkaniu Wschodu z Zachodem. To oferował Pamuk, to oferowała Şafak, natomiast ja zawsze uważałam się za pisarkę uniwersalną. W swoich powieściach nigdy nie mówiłam o tym, czym się różnię jako osoba reprezentująca Orient od przedstawicieli zachodniej cywilizacji. Trudno mi było znaleźć wydawców, ale się udało. Z drugiej strony, zostałam odrzucona przez moje środowisko, w moim własnym kraju. Nikt nie chciał mnie wydawać w Turcji. To bolało.W międzyczasie autorka została felietonistką lewicowej gazety „Radikal”. Dziś tak wspomina początki swojej kariery dziennikarskiej: Z perspektywy czasu widzę, że był to największy błąd w moim życiu. Pisałam o Ormianach, pisałam o Kurdach. To nie były odezwy polityczne, nie sięgałam po język propagandowy. Czerpałam z narzędzi pisarskich. Kiedy pisałam o gwałtach dokonywanych na młodych Kurdyjkach, prowadziłam narrację w pierwszej osobie. Kiedy mówiłam o strajkach głodowych, to na bazie swoich własnych doświadczeń – brałam w nich udział. Korzystałam z różnych środków literackich, bazowałam na metaforze. Zorientowałam się, że nastąpiła we mnie zmiana. Że zabrnęłam za daleko. Już nie mogłam się cofnąć. Język i tematyka mojej kolumny znalazły odzwierciedlenie w mojej prozie. Wpłynęły na moją twórczość, wpłynęły też na moje życie. Dla wielu moja działalność okazała się nie do zaakceptowania. Z „Radikala” wyrzucono mnie dwa razy i jestem chyba jedyną osobą, która dwukrotnie została wyrzucona z tego samego miejsca pracy. Potem związałam się z dwujęzyczną kurdyjską gazetą „Özgür Gündem”. To tylko przysporzyło mi wrogów.

Aslı Erdoğan zajmowała się tak bolesnymi tematami, jak tortury, łamanie praw człowieka w więzieniach, prawa ludności kurdyjskiej i przemoc wobec kobiet (teksty z tego okresu zostały opublikowane w 2000 roku jako zbiór Bir Yolculuk Ne Zaman Biter). W odpowiedzi wielokrotnie spotykała się z pogróżkami, była poddawana aresztowaniom i oskarżeniom – co jednak nie przeszkodziło jej w odnoszeniu sukcesów w dziennikarstwie śledczym. Cały czas grozi jej areszt, a jak mówi, realna groźba trafienia za kratki budzi ogromny niepokój: Na kilka dni przed moim wyjazdem do Szwajcarii aresztowano mojego przyjaciela, także dziennikarza. Zdawałam sobie sprawę z tego, że byłam druga w kolejce. Zresztą zastanawiałam się, dlaczego to ja nie zostałam zatrzymana – on prowadził tylko niewielką kolumnę w gazecie, ja dodatkowo byłam pisarką. Jednak szczęśliwie udało mi się dotrzeć do Zurychu. Spędziłam tam pół roku. W ciągu dnia doświadczałam fantastycznych rzeczy – spotkania autorskie, tłumaczenia, drukowano mnie w prasie szwajcarskiej. Ale wieczorami dopadał mnie strach. Zastanawiałam się, co się ze mną stanie. Gdzie będę za kilka miesięcy? Czy trafię do domu? A może do więzienia? Byłam rozdarta, trwałam w dychotomii. To było najgorsze. Bo jeżeli człowiek, wie, że będzie aresztowany, to może się na to jakoś przygotować. Ale życie w takim zawieszeniu i niepewności jest na dłuższą metę zwyczajnie destruktywne.Proza Aslı Erdoğan uznawana jest za kobiecą, choć jej pierwotny zamiar był zupełnie inny. Starała się dać mu wyraz w powieści pt. Kırmızı Pelerinli Kent (1998). Chciałam stworzyć język, który byłby biseksualny. Taki, który by nie określał płci. To dlatego musiałam stworzyć analogiczną postać – opowiadała podczas spotkania w Krakowie. Özgür to imię, które może nosić kobieta lub mężczyzna. Nie chciałam, aby moja bohaterka była postrzegana przez pryzmat płci. Chciałam po prostu stworzyć postać ludzką. Özgür miała być uosobieniem człowieczeństwa. Zresztą jej imię nie jest pozbawione znaczenia – w języku tureckim słowo özgür oznacza wolność, swobodę, wyzwolenie. Tymczasem zaczęto odbierać moją prozę w zupełnie odmienny sposób. Ruth Klüger napisała, że sięgam po tematy zmonopolizowane przez mężczyzn, dokonuję ich dekonstrukcji i opisuję na nowo, ale już z punktu widzenia kobiety. Byłam zaskoczona. Nie było to intencjonalne. Nigdy nie chciałam zostać tak zwaną kobiecą pisarką. Chociaż ja sama w ogóle nie uznaję się za pisarkę. Nawet nie wiem, co oznacza sformułowanie kobieta-pisarz.

Aslı Erdoğan nigdy nie była tłumaczona na język polski. Jednak z okazji spotkania z nową stypendystką ICORN, oddano do rąk dziennikarzy pierwszy przetłumaczony na język polski tekst – niepublikowane dotąd opowiadanie pt. Drewniane ptaki (Tahta Kuşlar). To opowieść, której bohaterką jest Filiz Kumcuoğlu, nazywana także Felicitą, czyli Szczęściem. Jakby na przekór, bo kobieta była w rzeczywistości absolutną pesymistką, wycofaną i zgorzkniałą. Jej status uchodźcy politycznego, doktorat z historii i wszystkie książki, które leżały w jej pokoju sprawiały, że w oczach pacjentów była nie do końca przystępną intelektualistką.* Akcja rozpoczyna się na oddziale chorób pulmonologicznych w jednym z szwarcwaldzkich szpitali. Filiz wychodzi na przepustkę. Po ośmiu miesiącach szpitalnej izolacji chce nacieszyć się wolnością i poznać tajemnicę pacjentek z trzeciego piętra. Wie jedynie, że swój sekretny kącik nazywają Ekspresem Amazońskim. Mozolna wędrówka przez las okazuje się mieć nieoczekiwany finał. Zmysłowość i erotyzm stają się kluczem do radości i wyzwolenia, a odnajdywanie znaczeń w otaczającej bohaterów rzeczywistości – jedynym sposobem egzystowania w świecie. Nie sposób nie odnieść wrażenia, ze podobnie jak Kırmızı Pelerinli Kent, to tekst szalenie osobisty. Język Erdoğan jest bardzo poetycki, plastyczny, obrazowy. Wystarczy jej zaledwie kilka słów, aby stworzyć niepowtarzalną atmosferę.

Pisarka pracuje obecnie nad tomem poezji i zbiorem nowel. Podczas rocznego stypendium w Krakowie będzie także pracować nad tłumaczeniem na język turecki autobiografii Rudolfa Hessa. Jest to temat bardzo kontrowersyjny. „Mein Kampf”, kiedy już wyszedł w Turcji, sprzedał się w ogromnej liczbie egzemplarzy. Muszę się teraz zanurzyć w ten męski, okrutny świat. Może osłodzi mi pracę to, że wcześniej słowo wstępne napisał Primo Levi, a teraz mnie przypadło to w udziale. Na pewno pojadę do Auschwitz. Autorka będzie się także starać znaleźć polskiego wydawcę dla swoich utworów. Nieoficjalnie wiadomo, że już trwają rozmowy z jednym z krakowskich wydawnictw. Na jesieni zaś Aslı Erdoğan będzie jednym z gości na Festiwalu Conrada.--

Sieć ICORN powstała w 2005 roku w Norwegii. Jednym z jej pomysłodawców był jeden z najbardziej prześladowanych pisarzy XX wieku, Salman Rushdie, którego Szatańskie wersety wywołały gwałtowne protesty w świecie islamskim i nałożenie na autora przez ajatollaha Chomejniego słynnej fatwy – wyroku nakazującego każdemu prawdziwemu muzułmaninowi zabicie pisarza. Nazwa inicjatywy nawiązuje do przyświecającej jej idei promowania wolności słowa i budowania sieci międzynarodowej solidarności i współpracy. W ciągu dziesięciu lat jej działalności udało się znaleźć miejsce tymczasowego schronienia dla kilkuset pisarzy, intelektualistów, blogerów i działaczy praw człowieka. Sieć nie tylko koordynuje program miast tymczasowego schronienia (shelter cities), ale także współpracuje z rządami poszczególnych państw i wieloma organizacjami z całego świata, walcząc o wolność słowa i prawa człowieka. Obecnie tworzy ją ponad pięćdziesiąt miast, a jej działalność to jeden z najsilniejszych na świecie głosów w obronie prawa do wolności poglądów i wypowiedzi.

Kraków przystąpił do ICORN w 2011 roku jako pierwsze miasto z obszaru Europy Środkowo-Wschodniej. Helge Lunde, Dyrektor ICORN, wskazywał, że dzięki swoim tradycjom kulturalnym oraz bogatemu życiu artystycznemu i literackiemu, miasto będzie doskonałym miejscem schronienia i twórczej inspiracji dla prześladowanych ze względu na swoją twórczość pisarzy. Za równie istotne wskazał geopolityczne położenie Krakowa, nazywając go „bramą na Wschód”. Od tamtej pory Kraków gościł w ramach programów rezydencjalnych czworo pisarzy: Marię Amelie z Osetii Północnej, Kareema Amera z Egiptu, Mostafę Zamaninija z Iranu oraz Lawona Barszczewskiego z Białorusi. Niewykluczone, że już niebawem w ślady Grodu Kraka pójdą inne polskie miasta. Stolica Małopolski już wystosowała do Wrocławia zaproszenie do Sieci ICORN. Uczestniczący w spotkaniu Irek Grin, kurator literacki Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016, zauważył, że ICORN jest powinnością takiego miasta jak Wrocław, tak jak było to powinnością miasta Krakowa. Choć Wrocław z uwagi na swoją historię zajmuje w tej układance miejsce szczególne. Topos wygnania i topos schronienia to coś, co Wrocławiowi po prostu towarzyszy, co jest jego tkanką. Jest czymś na czym miasto buduje swoją tożsamość. Najprawdopodobniej Wrocław przystąpi do Sieci ICORN już w przyszłym roku. W ślad za nim chciałby pójść Gdańsk. A w kolejce już ustawiają się kolejne miasta. Dla Irka Grina takie deklaracje są budujące, ale i dość naturalne. Kultura nie powinna szczególnie interesować się polityką, bo to ją wyjaławia, ale Polska z taką historią, jaką ma i z takim położeniem, w jakim się znajduje, ma po prostu bardzo poważne obowiązki wobec tych ludzi, którzy znaleźli się w takiej sytuacji, w jakiej myśmy byli jeszcze siedemdziesiąt lat temu.


* Fragment opowiadania.
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję