FANDORIN JEST ZARAZEM SUPERMANEM I IDIOTĄ. Spotkanie z Borisem Akuninem
Data publikacji: 28 października 2014 A- A A+
Prozaik, eseista, japonista, tłumacz, autor pięćdziesięciu czterech książek wydanych w zaledwie szesnaście lat. Ojciec Erasta Fandorina i mniszki Pelagii z Zawołża. Pisał jako Anna Borisowa i Anatolij Brusnikin, jednak świat zapamiętał go jako Borisa Akunina. Tymczasem naprawdę nazywa się Grigorij Szałwowicz Czchartiszwili i w minionym tygodniu był gościem specjalnym szóstej edycji Festiwalu Conrada. Autor spotkał się z czytelnikami 23 października w krakowskim Centrum Kongresowym ICE. Spotkanie poprowadził Wacław Radziwinowicz, wieloletni współpracownik „Gazety Wyborczej”. Już na wstępie Grigorij Czchartiszwili powiedział, że na tyle zazdrościł Borisowi Akuninowi popularności, że postanowił zmusić go do napisania wspólnej książki. Tak w 2004 roku powstały Historie cmentarne. To nie jedyny nietypowy tekst, jaki wyszedł spod pióra rosyjskiego prozaika. Pisarz tłumaczył, że w ten sposób ucieka przed nudą. To, czego obawiam się w życiu, to rutyna. Przeraża mnie perspektywa robienia ciągle tego samego, perspektywa napisania stu pięćdziesięciu jednakowych powieści. To dlatego, kiedy pisałem o Eraście Fandorinie, starałem się każdą z książek napisać inaczej. Mimo to w pewnym momencie poczułem jednak, że mam już tego dosyć. Chciałem zrobić coś zupełnie innego – wspominał. – Żeby zrobić coś zupełnie innego, musiałem zacząć inaczej pisać. Jednak żeby inaczej pisać, musiałem się inaczej nazywać. W Japonii kiedyś było tak, że kiedy człowiek osiągał określony wiek i zaczynał odczuwać znużenie tym, co dotychczas robił, to wtedy przybierał inne imię. Wprawdzie ja nie mam takiej potrzeby w moim prawdziwym życiu, ale w tym literackim owszem. I to się stało. To trochę jakbym zmienił uprawianą dyscyplinę sportu.

Grigorij Czchartiszwili co i rusz dokonuje zwrotów w swoim pisarstwie. Jednak zanim w ogóle zajął się pisaniem, przez lata wykonywał zawód tłumacza. Podczas spotkania przyznał, że zarzucił je na rzecz tworzenia literatury tylko dlatego, że poczuł, że już wszystko co mógł, to osiągnął. Poczułem, że nie mogę tłumaczyć lepiej, że nie stanę się lepszym tłumaczem. Osiągnąłem swoje maksimum. Nie mam więcej talentu. Co więcej, zaczęło narastać we mnie pewne rozdrażnienie względem autorów, których tłumaczyłem. Przekładając ich książki, myślałem sobie: „Boże, już kończ to, to jest zbędne! Zatrzymaj się! To jest nie tak, to nie tak trzeba zrobić! Ten bohater jest papierowy!” Nadszedł moment, kiedy zachciałem pisać za nich.Grigorij Czchartiszwili został pisarzem w wieku czterdziestu lat. To właśnie wtedy autor zrozumiał, że trzeba tak żyć, aby swoje hobby uczynić swoją pracą. Zajmuję się tym, co mi się podoba. Nigdy nie towarzyszyły mi żadne męki twórcze. Męki były wcześniej, zanim zacząłem się tym zajmować. Pisanie książek to coś wspaniałego. Wszystkim to serdecznie polecam.

W 1999 roku Grigorij Czchartiszwili wydał książkę pt. Pisarz i samobójstwo. To odpowiedź na najważniejsze zdaniem prozaika pytanie w życiu człowieka, na Szekspirowskie: „Być albo nie być?”. Czy życie z tymi wszystkimi swoimi nieprzyjemnościami jest warte tego, aby przeżyć je do końca? Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie, zacząłem pisać tę książkę. Początkowo wcale nie byłem zainteresowany samobójstwami pisarzy, jednak okazało się, że to właśnie oni jako jedyni pozostawiają wyjaśnienie, dlaczego postanowili odebrać sobie życie. Jeśli sąsiad wyskakuje przez okno, to nie wiemy, dlaczego to zrobił. Jeśli pisarz strzela do siebie, to wiemy, bo pisarz zostawia list albo powieść. Ta mroczna tematyka Pisarza i samobójstwa nie pozostała bez wpływu na Grigorija Czchartiszwiliego. Pogrążyłem się w tym bez reszty. Potrzebowałem jakiegoś rozweselenia. Zrozumiałem, że zanim skończę tę książkę, to muszę napisać coś zupełnie innego. Odłożyłem ją więc na bok i napisałem swoją pierwszą powieść detektywistyczną. Tak powstał „Azazel” i tak narodził się Fandorin. Pierwsze cztery książki cyklu napisałem do szuflady.

Zaledwie przed kilkoma dniami w Polsce ukazał się czternasty tom serii o Eraście Fandorinie. Książka nosi tytuł Czarne miasto. Tym razem 58-letni detektyw ściga terrorystę o pseudonimie „Odyseusz”. Recenzenci częstokroć pisali o tym pościgu jako o ostatnim śledztwie Rosjanina. Jednak Grigorij Czchartiszwili zaprzeczył jakoby miała to być ostatnia część cyklu. Książek będzie szesnaście, tak jak to planowałem od początku. Jestem dzieckiem gospodarki socjalistycznej, planowej, jak zostało zaplanowane, tak będzie. Będą więc jeszcze dwie książki, kolejna wyjdzie na wiosnę. Dlatego między innymi jestem w Krakowie, po to, żeby zobaczyć tu coś, co ma związek z książką. Obie powieści noszą tytuł: „Przygody Erasta Fandorina w XX wieku”. W pierwszym tomie wydarzenia rozgrywają się przed I wojną światową. Akcja dzieje się więc wcześniej niż w „Czarnym mieście”. Ale nic więcej nie mogę Wam zdradzić.Grigorij Czchartiszwili wielokrotnie podczas spotkania wspominał, że już wyrósł z kryminałów. Czuje, że się zmienił i z tego też powodu będzie się zmieniać jego proza. Chcę teraz pisać inaczej, o poważnych rzeczach. I właściwie już zacząłem to robić. Chcę się zajmować innymi gatunkami, zupełnie inną literaturą. Kończę cykl o Fandorinie tylko dlatego, że obiecałem to czytelnikom. Chcę doprowadzić tę historię do końca. Następnie pisarz ma zamiar zająć się dwoma wielkimi projektami. Pierwszy z nich to „Historia Państwa Rosyjskiego”. W którymś momencie zrozumiałem, że nie rozumiem kraju, w którym mieszkam. Nie do końca rozumiem, dlaczego jest on taki, jaki jest, dlaczego nie jest taki, jaki powinien być. Z wykształcenia jestem historykiem. Chciałbym przyjrzeć się historii politycznej Rosji i wyjaśnić ją sobie samemu. Chcę opowiedzieć ją językiem nienaukowym, tak, żeby chcieli ją przeczytać ludzie, którzy nie interesują się historią. Tak, jak moja żona. Kiedy napisałem pierwszy tom tego cyklu, opowiadający o dawnej Rusi, to dałem go do przeczytania mojej żonie i zapytałem: „Czy to jest ciekawe?”. Powiedziała: „Nie”. Wtedy zacząłem myśleć dalej. Doszedłem do wniosku, że należy stworzyć wiele paralelnych narracji, żeby ludzi rzeczywiście zainteresować historią. Zacząłem pisać powieści historyczne. Zacząłem tworzyć fikcję literacką. Ktoś, kto przyjdzie do księgarni, kupi, a później przeczyta powieść historyczną Borisa Akunina, zacznie się zastanawiać: dlaczego tak było? I wtedy właśnie sięgnie po historię, którą napisał Akunin. Mam zamiar napisać historię Rosji w ośmiu tomach, a każdemu z nich będzie towarzyszyć powieść historyczna. Wszystkie złożą się na historię jednego rodu, obejmującą okres jednego tysiąclecia. Fakty historyczne będą mieszać się z fikcyjnymi perypetiami bohaterów. Oczywiście będzie też o miłości, bo bez miłości żaden ród nie ma swojej kontynuacji – z uśmiechem dopowiedział pisarz. – Wydałem już dwa tomy tej ośmiotomowej historii. Doszedłem do połowy XV wieku. Ta praca sprawia mi wiele radości. Jest dla mnie interesująca. Dowiaduję się wielu nowych rzeczy, odkrywam wiele Ameryk. Chciałbym, żeby jak najwięcej Rosjan zainteresowało się swoją historią. Może wtedy zaczną myśleć trochę inaczej. Podsumowując, to jest jeden projekt, który bardzo mnie angażuje. Drugi projekt jest związany z literaturą piękną, ale nie beletrystyką, tylko z literaturą poważną.W rozmowie z Grigorijem Czchartiszwilim nie zabrakło także wątków politycznych. Komentując bieżące wydarzenia, pisarz stwierdził, że jeszcze przez długi czas Rosja nie będzie miała zapotrzebowania na demokrację. Zdradził też, że przez krótki moment, dokładnie w 2011 i 2012 roku, miał jednak wrażenie, że stanie się to na jego oczach. To właśnie wtedy tysiące ludzi zgromadziło się w centrum Moskwy, aby utworzyć Wielki Biały Krąg – ludzki łańcuch okalający liczącą 15,6 kilometrów obwodnicę stolicy Rosji, Pierścień Sadowy. Przebywający wówczas we Francji Grigorij Czchartiszwili czym prędzej powrócił do Rosji. Był w euforii. Sam też zorganizował będący formą protestu spacer pisarzy po moskiewskich bulwarach. Oprócz Grigorija Czchartiszwiliego wzięli w nim udział: Dmitrij Bykow, Ludmiła Ulicka, Julia Łatynina, Michaił Weller i Michaił Uspienski. Miałem nadzieję, że teraz wszystko się zmieni; że będzie inaczej; że ludzie przejrzą na oczy – wspominał pisarz. – Okazało się, że się pomyliłem. Nadal uważam, że Rosja się zmieni, bo jej obecny system polityczny nie jest trwały. Ale, niestety, nie stanie się to szybko. I na pewno nie na drodze ewolucji. Rosja stała się państwem totalitarnym. Jest to straszne i sprawia wrażenie jakiejś choroby narodowej. Wszyscy obecnie sprawiają wrażenie pijanych.Mimo że jedna z powieści Borisa Akunina nosi tytuł Świat jest teatrem, on sam za teatrem zdecydowanie nie przepada. Nie lubię teatru. Napisałem kilka sztuk, są wystawiane w teatrach, ale nie lubię teatru. Mam problem z wyobraźnią, jakoś nie mogę się odłączyć, wyłączyć, abstrahować od tego, co jest wokół sceny. Patrzę albo na reflektor, albo na scenę, albo na bileterkę. Nie mogę się skupić. Co ciekawe, moi czytelnicy nie lubią tej książki. Uważają, że Fandorin jest idiotą; że postępuje dość głupio. I właściwie mają rację. Faktycznie, Erast Fandorin z jednej strony jest supermanem, a z drugiej zachowuje się jak idiota w relacjach z kobietami. A ja tylko demonstruję to w tej powieści w całej okazałości.

Tak jak za teatrem, Grigorij Czchartiszwili nie przepada także za czytaniem literatury pięknej. Jak przyznał, nie robi tego od dawna. Szybko zrozumiałem, że to szkodzi mojej profesji. Mogę czytać klasykę, ale nie mogę czytać dzieł współczesnych pisarzy. To mi przeszkadza. Każdy pisarz ma swój własny, silny zapach. To mąci moje powonienie. Jeśli coś jest dobrze napisane, to podpadam pod wpływ tego stylu, a to pozbawia mnie samodzielności. Jeżeli coś jest źle napisane, to zamieram. Po prostu mnie to paraliżuje. Nie czytam więc w ogóle współczesnej literatury pięknej. Pisarz czyta za to różnorakie opracowania i monografie, zwłaszcza, kiedy pracuje nad kolejną książką. Pisanie zajmuje mu wiele czasu. Jeśli chodzi o beletrystykę, buduję konstrukcję książki niczym inżynier, według planu. Na początku jest jakaś myśl, jakiś zamysł, wokół którego wszystko będzie się kręciło. Jakieś ziarenko, jakiś początek. Potem zaczynam budować szkielet powieści. Zaczynam wypełniać ją ludźmi. Każda postać powinna być żywym człowiekiem. Dla każdej z nich trzeba ułożyć sobie historię, nawet jeżeli nie wszystko trafi do książki. Bohaterowie muszą mieć swoje życie. Potem te osoby zaczynają nawiązywać relacje między sobą. Powstają między nimi jakieś powiązania, to jest właśnie ten szkielet książki. Dopiero potem przygotowuję scenariusz powieści, planuję poszczególne rozdziały. Na końcu zaś dodaję dialogi. Jak widać, jest to kwestia bardzo, bardzo techniczna. Natomiast jeśli piszę tekst niebeletrystyczny, to piszę go zupełnie inaczej. Nie myślę wtedy o odbiorcach, piszę dla samego siebie. Mam potrzebę wyłożenia czegoś na papierze i to robię. Piszę absolutnie bez planu. Czekam tak długo, aż coś we mnie dojrzeje i to czasem trwa bardzo długo. Ale ja się nigdzie nie śpieszę.

Grigorij Czchartiszwili zdradził też, że posiada mieszkania w czterech różnych krajach i we wszystkich posiada takie same gabinety. Być może kolejny kiedyś powstanie w Krakowie. Kraków jest pięknym miastem, czarującym. Nie może się nie podobać. To dlatego właśnie tu Fandorin zakończy swoją pogoń za kolejnym łotrem. Od razu dementuję plotki, żadnego romansu nie będzie. Detektyw nie zakocha się w żadnej krakowiance. Trochę szkoda, bo być może wtedy Fandorin zostałby nad Wisłą na dłużej. Podobnie zresztą jak Boris Akunin.


Recenzje książek Borisa Akunina na Dzienniku Literackim
Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję