Dopiero nabieram do siebie zaufania – spotkanie z Carlą Montero w Krakowie
Data publikacji: 14 listopada 2013 A- A A+
Ulica Kanonicza 12, siedziba Instytutu Cervantesa w Krakowie. O godzinie 18.00 niewielka sala wykładowa właściwie świeci pustkami. Kiedy mijają kolejne minuty jest już pewne, że to spotkanie będzie bardzo kameralne. Mimo to atmosfera jest napięta. W powietrzu wyczuwa się nastrój oczekiwania. Balon zniecierpliwienia pęka, kiedy do sali wkracza Abel Murcia Soriano, dyrektor Instytutu, a zarazem gospodarz spotkania z hiszpańską pisarką.
Carla Montero urodziła się w Madrycie w 1973 roku. Ukończyła studia z zakresu prawa i zarządzania w biznesie. Od zawsze jednak uwielbiała pisać. Swoją pierwszą powieść, Wiedeńską grę, zaczęła pisać już w wieku dwudziestu lat. Wydała ją dopiero kilkanaście lat później. Książka szybko stała się bestellerem – w samej Hiszpanii sprzedała się w ilości ponad sześćdziesięciu tysięcy egzemplarzy. Została też wyróżniona nagrodą Círculo de Lectores, przyznawaną przez jury składające się wyłącznie z czytelników. W 2012 roku wydała swoją drugą powieść. Szmaragdowa Tablica powtórzyła sukces swojej poprzedniczki. Sama Carla Montero mówi o niej, że jest to taka książka, którą sama z chęcią by przeczytała, gdyż jest z rodzaju tych, które człowiek kończy z uśmiechem na ustach albo ze łzą w oku. Pisarka lubi czytać. Lubi też uprawiać jogę, podróżować i gotować dla rodziny i przyjaciół. Prywatnie jest pełnoetatową żoną i mamą. Razem z mężem wychowuje czwórkę dzieci. Doczekała się też setek wiernych czytelników.
Jednak jej samej trudno jest uwierzyć w to, że jest pisarką, choć jak sama przyznaje, od czasu, kiedy ukazały się jej książki, dokonała się w niej zmiana. – Zmiana mentalności. Nie ma żadnej uczelni, którą można ukończyć, żeby być pisarzem. Czyni nim po prostu pisanie. I publikowanie. A ja do tej pory miałam szczególny obraz pisarza w głowie. Że pisarze to mądrzy ludzie, a mi się wydaje, że taka nie jestem. Jestem zwyczajna – zawieźć dzieci do szkoły, przywieźć ze szkoły, ugotować obiad. Nałożenie kostiumu pisarki nie było proste. Dopiero nabieram do siebie zaufania.
Carla Montero przyznaje, że tak jak nie lubi klasyfikować innych, tak sama nie lubi być klasyfikowana. Choć przypisuje się jej pisanie powieści historycznych, ona sama nie zgadza się z takim stwierdzeniem. Zauważa, że w powieści historycznej opowiada się o faktach w sposób zbeletryzowany, ona zaś pisze historie fikcyjne, które są osadzone w konkretnym kontekście historycznym. Zdradza, że zanim zaczęła pisać przeczytała wywiad z Umberto Eco. Miało to miejsce zaraz po premierze Imienia róży. Włoski filozof zdradzał w nim przepis na napisanie bestsellera. Aby osiągnąć sukces wydawniczy, należało zmieszać ze sobą romans, makabryczną zbrodnię, kontekst historyczny i odrobinę sztuki. – Eco był dla mnie punktem wyjścia. Dlatego kiedy dziś pytają mnie, w obrębie jakiego gatunku piszę, odpowiadam, że piszę powieści koktajlowe w stylu Umberta Eco. – wyjaśnia Hiszpanka. I dodaje, że taka różnorodność faktycznie daje szansę na przyciągnięcie większej liczby czytelników.
Pisarka dodaje, że osobiście nie ma nic przeciwko temu, żeby pisać bestsellery. Słowo bestseller jest jej zdaniem niesłusznie zabarwione pejoratywnie. Jakby w opozycji do bestsellerów jest literatura przez duże L, która utożsamiana jest z literaturą dla elit. – Jak coś się staje bestsellerem, traci na wartości. A bestseller to książka, która jest najchętniej czytana i to też może być literatura przez duże L. Bestsellery w swoich czasach pisali Dickens i Cervantes, i nikt nie podważał wartości ich dzieł.

Carla Montero przyznaje, że bardzo dużą wagę przykłada do języka powieści. Skromnie zauważa, że jest samoukiem i że nauczyła się pisać po prostu pisząc. Tłumaczy, że nie ukończyła żadnych kursów kreatywnego pisania. Abel Murcia Soriano zauważył przy tej okazji, że Dickens i Cervantes także nie brali udziału w żadnych warsztatach literackich. – To mnie uspokaja – odpowiedziała rozbawiona pisarka.
Obok języka drugim najważniejszym elementem powieści jest dla Carli Montero kontekst historyczny. Przyznała, że zawsze długo zastanawia się nad tym, jaki moment w dziejach będzie atrakcyjny dla czytelników. Czas dokumentacji, zbierania informacji o epoce, to jej ulubiona część procesu pisania powieści. To realizacja jej wielkiej pasji – zamiłowania do historii. Wiele wysiłku pisarka wkłada także w budowanie sylwetek postaci. – Moje książki to historie moich bohaterów. Historie ludzi, które są fikcyjne, ale które mogły się wydarzyć. Uczucia, wartości nie zmieniają się na przestrzeni lat. Esencja jest taka sam, tylko decorum jest inne – puentuje.

Carla Montero przyznaje, że lubi pogłębiać sylwetki psychologiczne swoich bohaterów. Lubi też planować strukturę powieści. Proces ten przypomina jej prace architektoniczne. W jej ocenie pisarz także buduje – tworzy pewną konstrukcję. – Każdą historię można opowiedzieć na kilka sposobów. Czasami wybieram sobie najtrudniejszy sposób, nielinearny, ze skokami czasowymi. Pisarka uważa, że tak poprowadzona akcja sprawia, że opowiadana historia jest o wiele ciekawsza. Dodaje, że odkryła to jako czytelniczka. A wnioski płynące z dawnych lektur przekuła we własne pisanie. – Lubię pisać w sposób skomplikowany, ale tak, żeby czytelnik się nie zgubił. To dlatego autorka wzbogaca swoje powieści o krótkie wprowadzenie historyczne. Robi to także dlatego, że w jej odczuciu dobrze odmalowany kontekst historyczny pozwala czytelnikom na pełniejsze identyfikowanie się z opowiadaną historią. Choć Hiszpanka lubi, kiedy czytelnik staje na granicy prawdy i fikcji. Kiedy zastanawia się czy to, o czym przeczytał, wydarzyło się naprawdę. Ona sama też lubi tak gdybać, a jej rozmyślania często inspirują ją do napisania powieści. Tak się stało w przypadku Szmaragdowej Tablicy, do napisania której impulsem był film dokumentalny BBC o grabieży dzieł sztuki w czasie II wojny światowej, jaki pisarka obejrzała przed trzynastoma laty. Tak też było w przypadku jej najnowszej powieści, która swoją premierę będzie miała w kwietniu 2014 roku. Natchnieniem do jej napisania był jeden z obrazów Pabla Picassa, przedstawiający Pierrota. Carla Montero zobaczyła go w madryckim Muzeum Prado we wrześniu 2011 roku. – Zaczęłam zastanawiać się, kim był? Nikt nie znał odpowiedzi na to pytanie. Nie wiadomo było nawet czy Pierrot był dziewczynką czy chłopcem. I tak zrodziła się powieść.

Hiszpanka przyznaje, że zawsze jest jakaś iskra, z której rodzi się powieść. Jednak książka to zaledwie 1% inspiracji, a 99% potu i ciężkiej pracy. Dla niej tym trudniejszej, że wykonywanej tylko w nielicznych wolnych chwilach. – Dzielę pracę pisarki z etatem matki. Piszę przy dziecku odrabiającym lekcje czy jedzącym kolację. Dookoła mnie są zabawki, zeszyty. Zawsze pracuję w chaosie. Lecz kiedy już Carla Montero zaczyna pisać, zawsze wie dwie rzeczy: od czego zaczyna i na czym skończy. Reszta decyduje się w trakcie pisania powieści. Bo choć wie, do czego zmierzają jej bohaterowie, nigdy nie wie dokładnie, jaka będzie ich droga do celu ani jak będą oddziaływać z innymi bohaterami. Podkreśla, że jej bohaterowie do niej nie należą. Po tym jak obdarzy ich katalogiem różnych cech, zaczynają żyć własnym życiem.
Na koniec pisarka przyznała, że miała obawy związane z tłumaczeniem jej powieści na inne języki. Kiedy pisała Szmaragdową Tablicę pisała do znanego jej, hiszpańskiego czytelnika. Nawet nie zastanawiała się nad tym, że jej powieść kiedykolwiek może przeczytać ktoś inny. Kiedy dowiedziałam się, że książka będzie tłumaczona na inne języki z jednej strony poczułam ogromną satysfakcję, pomyślałam: super. Z drugiej jednak, zaczęłam się obawiać tego, jak na moją książkę zareagują ludzie, którzy to, o czym opowiadam odczuli na własnej skórze. Obawiałam się jednego zarzutu: jak Hiszpanka, której ojczyzna nie brała udziału w II wojnie światowej; której kraj nigdy nie dotknęła żadna grabież dzieł, może pisać o tak delikatnych sprawach? Dobre przyjęcie w Polsce mnie uspokoiło. Jest jakaś łączność duchowa między Polakami i Hiszpanami. Choć pochodzimy z pozornie różnych krajów, wywodzimy się z różnych kręgów kulturowych, to wydaje mi się, że jest między nami jakaś bliskość. I może dlatego książki hiszpańskich autorów tak bardzo podobają się Polakom.

Najnowsza powieść Carli Montero ukaże się w kwietniu 2014 roku. Wiadomo jedynie, że jej akcja będzie toczyć się w Wiedniu, w latach 20. XX wieku.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję