Ekranizacja “Drogi” Cormaca McCarthy’ego
4 październik 2010 | 22:49
| A- | A | A+ |
Taaaaaak… – zamruczała w pełni ukontentowana. – Tak… – powtórzyła ciszej. – To jest to.
Choć zazwyczaj sceptycznie podchodziła do adaptacji powieści, ta jej się spodobała. Nie była doskonała, nie. Ale była odpowiednia. Po prostu należyta. Taka stosowna. A to w zupełności jej wystarczyło.
Wydawało się, że Droga to powieść nie do zekranizowania. Ot, historia pozornie nie mającej kresu wędrówki ojca i syna po spustoszonym świecie. Fabuła właściwie okrojona z akcji, niespieszne tempo, cały ciężar przeniesiony do sfery emocji bohaterów. John Hillcoat stanął przed trudnym zadaniem. W sukurs przyszli mu jednak współpracownicy: Joe Penhall napisał świetny scenariusz, Viggo Mortensen kapitalnie odegrał główną rolę, a Nick Cave okrasił całość doskonałą muzyką. Cormac McCarthy musi być zadowolony. A przynajmniej ja byłabym, gdybym nim była.
Początkowo byłam zła, że za adaptację nie zabrali się (znowu) Coenowie. Pisarza trzeba „czuć”, a bracia opanowali rozczytywanie McCarthy’ego do perfekcji. John Hillcoat był (i właściwie nadal jest) dla mnie człowiekiem całkowicie anonimowym. Mój sceptycyzm, co do jego kompetencji, wzrósł jeszcze bardziej po tym, jak opublikowano pierwsze trailery. Nie napawały one optymizmem. Tymczasem Hillcoat znalazł złoty środek i umiejętnie wpisał w ramy współczesnego kina ambitną amerykańską prozę.
Fajerwerków na ekranie nie ma. Podobnie zresztą jak w powieści. Droga to wyłącznie post-apokaliptyczny świat. Wieżowce już się zawaliły, pożary wygasły, a to, co miało wymrzeć, wyginęło. Wszędzie unoszą się tumany kurzu. Krajobraz Drogi jest iście księżycowy. Świat ojca (Viggo Mortensen) i syna (Kodi Smit-McPhee) to świat zszarzały od popiołu. Opustoszały, jałowy, zwęglony, ogołocony, wyblakły i zwietrzały. Tylko sceny, w których ojciec wraca wspomnieniami do przeszłości, jako jedyne odmalowane są w ciepłych barwach. Sny pełne kolorów. Czy śmierć może przyzywać inaczej?
Zwęglone rośliny, wypalone przez sól morza szkielety ptaków. I garstka ludzi. Obok świetnej kreacji Viggo Mortensena, intrygująca rola Roberta Duvalla. Charlize Theron trochę bez wyrazu, za to trzynastoletni Kodi Smit-McPhee wyśmienity. Podobnie zresztą jak muzyka skomponowana przez Nicka Cave’a i Warrena Ellisa. Melancholijna, kameralna, ujmująca. Tchnąca nadzieją, że całe piękno nie umarło. Ono się tylko skryło w tych, którzy niosą światło…










-
1
Nawia 2011-1-2 16:45:10 Ojej, nie wiedziałam, że to na podstawie książki! Koniecznie muszę przeczytać.

Lampa Aladyna i inne opowiadania na przekór niepamięci
Ów pisarz miał wiele czytelniczych dzieci: synów i córki, a także synowe, zięciów błądzących po pampie niczym stepowy wiatr oraz bliżej niesprecyzowaną gromadę wnuków rozproszonych nie tylko po niezmierzonych przestrzeniach Patagonii...

Freud był wielkim fanem Sherlocka Holmesa - wywiad z Frankiem Tallisem
Dobrze napisany kryminał retro to rzadkość. A jednak z zalewu beletrystycznej literatury, która aspiruje do tego miana, czasem da się wyłuskać rzeczywiście ciekawą powieść. Wydane zaledwie kilka tygodni temu Zgubne kłamstwa Franka Tallisa to książka...

"Lektor" Bernhard Schlink
Rzadko kiedy jestem tak poruszona filmem, że nie wiem, co powiedzieć, bo i rzadko kiedy obraz filmowy jest w stanie wykrzesać ze mnie tak silne emocje, jak książka. A jednak ekranizacji Lektora Bernharda Schlinka się to udało...

Śladami "Aniołów i demonów"...
Z powietrza Rzym wyglądał jak ogromny labirynt starożytnych ulic wijących się wokół budynków, fontann i rozsypujących się ruin. Robert Langdon z ciekawością przyglądał się miastu. Jego wzrok natknął się na ruiny rzymskiego Koloseum...

Sierpniowa aktualizacja II (stosik)
Krople deszczu leniwie toczą się po szybie, jednoznacznie dając do zrozumienia, że lato dobiega końca. Jesień coraz bardziej nachalnie puka do moich drzwi i zdaje się sugerować, że najwyższy czas zacząć się czytelniczo przygotowywać na długie...
