Ekranizacja "Hańby" J.M. Coetzee'ego
Data publikacji: 7 września 2010 A- A A+
Podobno John Maxwell Coetzee przez lata odmawiał reżyserom zgody na ekranizację swojej najsłynniejszej powieści. Jednak Steve Jacobs otrzymał od noblisty zielone światło. To zasługa Anny Marii Monticelli, która przekonała pisarza do projektu doskonale wiernym książce scenariuszem. Jacobs spotkał się po raz pierwszy z Monticelli na planie filmu La Spagnola (tego samego, do którego muzykę przygotował Cezary Skubiszewski). Hańba to ich drugi wspólny obraz. I co tu dużo mówić, mam wobec niego bardzo ambiwalentne uczucia.

Bohaterem Hańby jest pięćdziesięciodwuletni profesor Politechniki Kapsztadzkiej, David Lurie (w tej roli John Malkovich). Dwukrotnie rozwiedziony koneser kobiecych wdzięków wiedzie samotne, uporządkowane życie, które co czwartek wypełnia mu towarzystwo egzotycznej Sorayi (Natalie Becker). Jednak znudzony swoją egzystencją, a nade wszystko nie mogąc pogodzić się z dotykającą go starością, Lurie nawiązuje romans z młodziutką studentką, Melanie Isaacs (Antoinette Engel), którą poznaje na prowadzonym przez siebie kursie z poezji romantycznej. Choć zdaje sobie sprawę, jakie grożą mu konsekwencje, podejmuje ryzyko i spotyka się z dziewczyną. Romans przerywa oskarżenie go przez studentkę o molestowanie seksualne. Lurie traci dziewczynę, traci pracę, traci szacunek otoczenia. Wyjeżdża z wizytą do córki (Jessica Haines), na farmę Lucy, mając nadzieję w spokoju przemyśleć swoje sprawy. Jednak, ku jego przerażeniu, i tam okrywa się hańbą…

Czy scenariusz ekranizacji powieści może być zbyt wierny? Identyczny aż do przesady? Przez całe 120 minut filmu zadawałam sobie to pytanie. Nie chcę być niekonsekwentna. Zawsze domagam się wierności adaptacji. Tego, żeby była ona maksymalnie bliska literaturze i duchowi pierwowzoru. Tymczasem, gdy zaprezentowano mi obraz jota w jotę odpowiadający oryginałowi, nadal jestem niezadowolona. Bo Jacobs jest odtwórczy. Nie pokusił się ani o odrobinę interpretacji. A może problem leży zupełnie gdzie indziej? Może Hańba to jedna z tych powieści, których nie powinno się ekranizować? W końcu w dwóch godzinach nawet najdoskonalszych obrazków trudno zmieścić całą treść, jaką Coetzee zawarł w swojej książce. Brak tu niedopowiedzeń, dwuznaczności, podskórnego napięcia czy zagadkowego niepokoju. Co gorsza, brak pogłębionej psychologizacji postaci. David Lurie jest tu jedynie antypatycznym starcem o lepkich dłoniach. Filmowy Lurie przypomina powieściowego Luriego tylko wtedy, gdy ten w ślad za Byronem snuje rozważania o naturze zachowań Lucyfera. Inna rzecz, że wykład Luriego na temat Lary to moim zdaniem najlepsza scena filmu. Padają wówczas słowa, które każdy widz zapamięta na długo:

Dobrze czy źle, po prostu tak postępuje. Nie kieruje się pryncypiami, lecz impulsami, których źródła sam nie zna. Przeczytajcie kilka wersów niżej: „Szał jego nie z głowy, lecz z serca pochodził“. Szalone serce. Czym jest szalone serce?

Podobnie można zapytać, czym jest tytułowa hańba, druga bohaterka utworu J.M. Coetzee’ego. W powieści ma ona niezwykle wiele odcieni. Dla widzów jednak najważniejsze są dwa. W wyniku romansu zhańbieni zostają i Melanie, i Lurie, każde na swój sposób. Lucy, córka profesora, zostaje okryta hańbą, kiedy w wyniku napadu zostaje zgwałcona przez trzech sprawców. Ci pierwsi, trwają w stanie pohańbienia, bo muszą. Lucy trwa, bo tego sama chce. Dla niej hańba jest kondycją człowieka, dlatego też swoją hańbę Lucy stara się przekuć w godność. Jednak jej walka z doznaną traumą, walka z własnymi słabościami, a wreszcie – walka z własnym pohańbieniem nie uzyskuje w filmie właściwego wymiaru. Niby bohaterowie wygłaszają zdania, jakie wcześniej w ich usta włożył Coetzee, niby zachowują się podług planu… ale wszystko to jakieś niemrawe, bezbarwne i wlokące się. Wierny powieści scenariusz, poprawne kreacje aktorskie i piękno afrykańskiego krajobrazu okazały się niewystarczające. Zabrakło tego nieokreślonego „czegoś“, tego wewnętrznego płomienia, który sprawia, że bohaterowie wydają się żywi, a historia prawdziwa…


Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Dziennik Literacki używa plików COOKIE. Korzystając z Dziennika Literackiego wyrażasz zgodę na ich wykorzystywanie.
Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o plikach COOKIE.
Akceptuję