„Kod Leonarda da Vinci”. Reaktywacja
Data publikacji: 16 października 2009 A- A A+
Po obejrzeniu Kodu Leonarda da Vinci w reżyserii Rona Howarda powiedziałam sobie: nigdy więcej. Fatalna ekranizacja tej dobrej skądinąd książki skutecznie zniechęciła mnie do dalszego poznawania innych adaptacji. A jednak się złamałam i po pół roku od kinowej premiery Aniołów i demonów, obejrzałam film. I mam mieszane uczucia. I to bardzo.

To, co przemawia na korzyść Aniołów i demonów to fakt, że ekranizacja jest dużo bardziej interesująca od Kodu…. Fabuła jest pełna zaskakujących, nieoczekiwanych zdarzeń, trzyma w napięciu, ale równocześnie nie jest tak nieprawdopodobna, że aż fantastyczna. To świetny thriller – dynamiczny, ciekawy, choć, niestety, momentami zbyt przegadany. Wykłady Roberta Langdona nużą. Owszem, niezbędne są do nakreślenia fabuły, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że i tak jest tego dużo za dużo. Profesor opowiada o iluminatach, o symbolach, o zabytkach barokowego Rzymu. Oprowadza również widzów po miejscach, do których większość z nich zazwyczaj nie ma wstępu, na przykład po Archiwach Watykańskich. Co z tego, że to imitacja. I tak ciekawie było je zobaczyć.

Największym atutem ekranizacji jest jej scenografia. Filmowy Watykan, niemal w całości przygotowany przez scenografów i specjalistów od efektów specjalnych, naprawdę robi wrażenie. Zresztą zdjęcia i montaż są również bardzo udane. Obraz został naprawdę świetnie zrealizowany. Reżyser się zrehabilitował. Brawa dla Rona Howarda.

Trochę zastrzeżeń mam do obsady aktorskiej. Tom Hanks świetnie sprawdził się w roli Roberta Langdona, lecz inni towarzyszący mu aktorzy wypadli raczej blado. W Kodzie… było kilka ciekawych, wyrazistych postaci – Jean Reno, Paul Bettany, Ian McKellen. Tu mi tego zabrakło. Nawet jeden z moich ulubionych aktorów, Ewan McGregor, wypadł słabo, o Ayelet Zurer nawet nie wspominając. Dan Brown stworzył w Aniołach i demonach nie mniej ciekawych bohaterów niż w Kodzie… i szkoda, że tego nie wykorzystano.

Ciekawostki? Wątek dziennikarza TVNu relacjonującego w języku polskim przebieg konklawe. Muszę przyznać, że był to miły akcent (choć na swój sposób konieczny, gdyż za pontyfikatu Jana Pawła II TVN miał stałe miejsce przy Via della Conciliazione). Miły, acz niewystarczający. Generalnie, można obejrzeć, ale kapcie z nóg nie pospadają. Thriller jak thriller, bez rewelacji. Ciekawe czy Zaginiony symbol również zostanie zekranizowany. Na 27 stycznia 2010 wydawnictwo Sonia Draga zapowiedziało premierę polskiego przekładu. Zobaczymy, czy w ogóle będzie co filmować.









(Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony filmu: http://www.angelsanddemons.com.)
Komentarze
  • 1
    Lilithin 17 października 2009 | 10:55:55

    Mnie ten film strasznie wynudził, mniej mi się podobał niż "Kod.."

  • 2
    Annie 17 października 2009 | 23:42:22

    To mi trochę bardziej się podobał. Nie zmienia to faktu, że jakoś książki Dana Browna nie mają szczęścia do ekranizacji ;) A szkoda ;)

  • 3
    Darek 23 października 2009 | 13:07:07

    Pisałem o "Aniołach" - tutaj - http://www.blog.rekosz.pl/?p=544
    I nadal jestem tego samego zdania.

Dodaj komentarz
  • Nazwa użytkownika
Przepisz kod z obrazka
Drogi Użytkowniku!
W związku z Twoimi odwiedzinami na stronie internetowej www.dziennik-literacki.pl przetwarzany jest Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane związane z aktywnością lub urządzeniem z którego korzystasz. Jeżeli dane te pozwalają na identyfikację Twojej tożsamości, będą traktowane jako dane osobowe zgodne z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych".
W związku z tym informuję Cię o przetwarzaniu Twoich danych.
Administratora Twoich danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności.
Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach. Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij swoje zastrzeżenia pod adres anna.kutrzuba@dziennik-literacki.pl.
Z serdecznymi pozdrowieniami,

Anna Kutrzuba
redaktor naczelna
Akceptuję